http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak sprzątnąć ulice z pamięci

Grzegorz Lisicki, gw
2008-07-29, ostatnia aktualizacja 2008-07-30 00:00

Przybywa przydrożnych krzyży, zniczy, a nawet kapliczek poświęconych ofiarom wypadków. W teorii są nielegalne, ale miejskie służby przymykają na nie oko: - To delikatna kwestia. Jak stoi krzyż, to nie ruszamy - mówią

Miejsce tragicznych wypadków na Puławskiej już wyrównane
Fot. Maciej Zienkiewicz / AG
Miejsce tragicznych wypadków na Puławskiej już wyrównane
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Chodniki dla ludzi

Warszawski Ursynów, ul. Stryjeńskich - przymocowany do drzewa krzyż pamięci po zabitym w tym miejscu 24-letnim Mikołaju. Podobny, wbity w trawnik między jezdniami ul. Gagarina. Kolejne takie miejsce na Wisłostradzie za Ludną, gdzie w pościgu za przestępcą zginął policjant. I najnowsza, tragiczna historia 23-letniej Agnieszki "Czarnej", motocyklistki, która 10 lipca spadła ze ślimaka prowadzącego z Wisłostrady na most Łazienkowski. Zmarła po kilku dniach w szpitalu. W miejscu wypadku pod estakadą natychmiast wyrósł krzyż, bez przerwy pali się kilkadziesiąt lampek.

W Warszawie, tak jak w całej Polsce, pełno jest takich "krzyży pamięci" po ofiarach wypadków. Czasami są to kwiaty, zdjęcia zmarłego, a nawet małe kapliczki. - To kontynuacja bardzo starej tradycji. Już w średniowieczu ludzie oznaczali miejsca tragiczne, niebezpieczne, np. po zabójstwach czy wypadkach - mówi prof. Piotr Kowalski z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Tradycja wprawia jednak w zakłopotanie miejskich urzędników. Nad miejscami pamięci, które powstają spontanicznie, nie mają żadnej kontroli. - Teoretycznie bliscy powinni wystąpić do nas o pozwolenie na zajęcie pasa drogi, ale ja nie przypominam sobie żadnej takiej prośby - mówi Urszula Nelken, rzecznik Zarządu Dróg Miejskich. Za porządek na ulicach odpowiada Zarząd Oczyszczania Miasta. - Nasi pracownicy usuwają znicze, ale tylko te wypalone. Staramy się to robić z wyczuciem - zapewnia Tadeusz Jaszczołt, dyrektor ZOM. Przyznaje, że krzyży nie ruszają wcale, bo niezręcznie wyrzucać je na śmietnik.

Między tradycją a prawem jest wyraźny konflikt. Kodeks drogowy w art. 45 zabrania samowolnego umieszczania na drodze jakichkolwiek znaków, napisów lub symboli. Grozi za to stuzłotowy mandat. - Policja też ma uczucia. Ci ludzie są w żałobie i smutku, trudno dawać im mandat za postawienie znicza - słyszymy od Wojciecha Pasiecznego ze stołecznej drogówki. - A przydrożne krzyże u żywych wzbudzą być może refleksję o zachowaniu ostrożności na drodze.

Z dróg i poboczy pamięć o ofiarach wypadków może się przenieść do internetu - w serwisie YouTube znajdujemy film poświęcony pamięci tragicznie zmarłej w lipcu Agnieszki. A takich filmów są jeszcze w internecie setki.

Podziel się swoją opinią

Źródło: Dziennik Metro
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów