Na pierwszy ogień pójdzie obywatelski projekt "Sześciolatki do przedszkola", pod którym podpisało się ponad 370 tys. rodziców. Według nich po trzech latach wprowadzania reformy widać, że:
- sześciolatki nie są emocjonalnie gotowe na szkołę (trudności w kontaktach ze starszymi dziećmi, wybuchy płaczu, złości);
- uczą się w przepełnionych klasach (ponad 26 uczniów);
- nauczyciele są nieprzygotowani do
pracy z młodszymi dziećmi (brak szkoleń). Dlatego
rodzice żądają, by do pierwszej klasy posyłać tylko siedmiolatki.
By przekonać do swego pomysłu, wysyłają do posłów maile w tej sprawie. W ciągu ostatniego tygodnia: ponad sto tysięcy. Odpowiedziało im kilkunastu. Wśród nich była minister edukacji Katarzyna Hall, która przekonuje do swojej reformy nawet na Facebooku.
Nowy pomysł na reformę ma
Prawo i Sprawiedliwość, które jeszcze do niedawna postulowało przesunięcie obniżenia obowiązku szkolnego do 2020 roku. Dziś przedstawi w Sejmie projekt, według którego reforma miałaby wejść w życie w 2050 roku!
- Demografia będzie wtedy sprzyjająca - tłumaczy zmianę Lech Sprawka, poseł PiS. - Dziś nie stać nas na eksperymenty w oświacie - dodaje.
- Rząd traktuje reformę jako dogmat, z którym nie wolno dyskutować, a opozycja dostosowuje się do tego myślenia. Jedni chcą odroczenia reformy o dwa lata, drudzy o dwa pokolenia. Dla nas ważne są
dzieci, stąd obywatelski projekt, który postuluje całkowite wycofanie z tego pomysłu - mówi Tomasz Elbanowski ze Stowarzyszenia Rzecznik Rodziców.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl