To decyzja bez precedensu: agencja ratingowa Standard & Poor obniżyła ocenę ratingową Stanów Zjednoczonych z najbezpieczniejszej AAA do o stopień niższej AA+. Powód: brak przekonania, że uchwalony 2 sierpnia przez Kongres USA plan redukcji deficytu budżetowego wystarczy, by istotnie zmniejszyć zadłużenie kraju, które wynosi obecnie ok. 14,5 bln dol. Agencja źle ocenia stan gospodarki amerykańskiej, a zwłaszcza rynek pracy - wzrost zatrudnia odnotowano tylko w sektorze zdrowia i edukacji. Kongresowi nie udaje się dogadać w sprawie podwyżki podatków, nawet dla najbogatszych - plany prezydenta Obamy blokują opozycyjni republikanie.
Decyzję ogłoszono w piątek, więc reakcję większości światowych giełd poznamy dopiero dziś. Na wartości mogą stracić amerykańskie obligacje rządowe, uznawane do tej pory za najbezpieczniejsze papiery wartościowe. Jeżeli tak się stanie, dolar amerykański poleci w dół, umacniając pozycje franka szwajcarskiego (w piątek znów kosztował 3,75 zł) i złota.
Przedsmak tego, co może wydarzyć się dziś, daje reakcja działającej w sobotę giełdy w Arabii Saudyjskiej - jej główny indeks TASI spadł o 5,46 proc. Zaś pracująca w niedzielę giełda izraelska została zamknięta po tym, jak indeks 100 najsilniejszych spółek spadł o 6 proc.
Chiny wystosowały do USA oficjalną depeszę, w której wzywają do konkretnych działań zmniejszających deficyt. - Jedyny sposób, jaki Amerykanie wymyśli, by przyspieszyć
wzrost gospodarczy, to branie nowych pożyczek na spłatę starych - komentuje agencja Xinhua decyzję Kongresu o podwyższeniu deficytu budżetowego. Chiny mają prawo być zaniepokojone, gdyż mają ponad 1 bilion dolarów w obligacjach USA. Tymczasem miesięczne wydatki budżetu amerykańskiego to 300 mld dol., z czego 83 mld pochodzą z pożyczek.
O tym, jak poważna może być sytuacja, świadczy zwołane już wczoraj nadzwyczajne posiedzenie rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego. O skutkach sytuacji w USA dla Europy rozmawiali też przez telefon prezydent Francji Nicolas Sarkozy i premier Wielkiej Brytanii David Cameron. Zaś przywódcy G7 (siedmiu najbogatszych państw świata) zaplanowali na dziś telekonferencję, by na bieżąco przyglądać się i reagować na wydarzenia na światowych rynkach.
Czy Polska jest zagrożona? Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP, rektor Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie- Szok może być tak duży, że rynki światowe mogą go odczuwać przez kilka najbliższych tygodni. W najbliższym czasie możemy spodziewać się spadków na giełdach, ale i umocnienia dolara, który wciąż jest najbezpieczniejszą walutą. Oraz spadku wartości złotego i kolejnych wzrostów wartości franka szwajcarskiego, co poza kłopotami kredytobiorców może doprowadzić do recesji na rynku szwajcarskim.
Obniżając ocenę USA, agencja podaje w wątpliwość ratingi pozostałych państw świata. Być może są zawyżone. Jeżeli te prognozy się potwierdzą, najbardziej ucierpią kraje o niedużej ocenie ratingowej, w tym Polska. Skutkować to może odpływem inwestycji z "zagrożonych" krajów.
Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha- Jeśli wybuchnie panika, możemy spodziewać się zmian w wartości złotego, spadków na giełdach oraz braku planów na długotrwałe inwestycje, wynikające z trudności przewidzenia zachowań rynków finansowych. Z drugiej strony obniżenie ratingu USA nie jest nowością, wcześniej już o tym wspominano. A
agencje ratingowe nie mają już takiej wiarygodności jak przed kryzysem.
Nieprawdą jest np. przewidywany dla Polski przez agencje
Moody's spadek
wzrostu gospodarczego o 0,2%. Według agencji, wywołany ma być wzrostem ceny franka szwajcarskiego.Jednak obecnie w Polsce problem ze spłatą kredytów we franku może mieć tylko 12,5 tys. kredytobiorców, co nie przełoży się na spadek wzrostu gospodarczego całego kraju.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl