Nie widać końca nerwówki 700 tys. polskich rodzin, które mają kredyty we frankach. Po czarnym wtorku (4,07 zł) w środę rano cena franka spadła do 3,93 m.in. dzięki zatrzymaniu spadków na giełdach w
USA oraz bankowi centralnemu Szwajcarii, który zapowiedział, że będzie grać na osłabienie rodzimej waluty). Ale potem frank znów zaczął drożeć i przekroczył 4 zł. Szwajcarskiej waluty zaczęło brakować w kantorach.
- Tak wyśrubowany kurs ma niewiele wspólnego z racjonalnymi argumentami ekonomicznymi i niemal na pewno skończy się gwałtownym odwrotem od franka, choć zapewne w przypadkowym momencie - uważa Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers.
Pogarsza się też sytuacja kredytobiorców złotówkowych, bo przez ostatnie zawirowania im również ostatnio wzrosło oprocentowanie. Jednak - jak wyliczył Expander - jeśli ktoś brał kredyt we frankach w połowie 2008 r. na 300 tys. i 30 lat, to płaci dziś 2232 zł miesięcznej raty (o 678 zł więcej niż trzy lata temu). Zaś osoba zadłużona w złotówkach mimo wszystko płaci dziś ratę 1729 zł (o 378 zł mniej).
Problemy frankowców mogą odbić się na stanie polskiej gospodarki. Jak policzyła Rada Gospodarcza przy premierze, wyższe raty to mniej pieniędzy na konsumpcję. A nasz wzrost gospodarczy napędzany jest głównie przez zakupy Polaków. Przez drogiego franka konsumpcja może spaść - według różnych szacunków - o 0,4 -1 proc. Posiadacze kredytów we frankach opowiadają "Metru", jak to wygląda w codziennym życiu.
Żegnajcie, wakacje Maria Sauren z Gdańska, 32 lata, pozyskuje środki dla organizacji pozarządowych i małych przedsiębiorstw
- Pięć lat temu wzięłam 200 tys. zł na mieszkanie. Dziś mam ratę o 500 zł wyższą. Musiałam wynająć mieszkanie, które kupiłam, i przeprowadziłam się do partnera. Ale czynsz z wynajmu nie wystarcza na ratę, więc dopłacam. Liczę każdą złotówkę: przestaliśmy kupować soki dla dziecka, robię je sama, nie zamawiamy już jedzenia na telefon, na wakacje raczej nie wyjedziemy. No i boimy się, co dalej, czy frank nie podskoczy do 5 zł.
Jeżdżę autobusem, zamiast samochodem Władysław Kucharski, 32-letni prawnik z Warszawy, żonaty, dwóch synów
- Kredyt na mieszkanie wziąłem pięć lat temu, gdy frank kosztował ok. 2 zł. Od tamtego czasu rata wzrosła mi o 1,2 tys. Teraz co miesiąc niosę do banku 3,7 tys. Tragedii nie ma, ale oszczędzamy - przesiadłem się z samochodu do komunikacji miejskiej, zrezygnowałem z nowych mebli. Staram się odkładać na wypadek, gdyby frank pobił kolejne rekordy.
Frank off! Arkadiusz Tamkun, 37-letni przedstawiciel handlowy z Olsztyna
- Do tej pory nie interesowałem się kursami walut ani opiniami analityków, ale od kilku dni jestem we frankowej gorączce. Gdy z żoną kupowaliśmy mieszkanie, frank kosztował 2,80 zł, co dawało 500 zł raty. Dziś to już ponad 800 zł. Szoku nie było, bo raty rosły stopniowo, ale to, co dawniej mogłem odkładać na przyszłość, teraz prawie w całości idzie na spłatę kredytu. Znajomi, którzy kupili za franki
samochód, mają jeszcze gorzej: ich kredyt jest już kilka razy wyższy od rynkowej wartości samochodu. Płacą jak za pozłacaną furę! Liczę, że frank zacznie spadać, i niech to już nie wraca. Frank off!
Oszczędzałam, to się nie martwię Dorota, 50-letnia księgowa z Warszawy
- Nic się dla mnie nie zmienia, nie muszę oszczędzać na życiu. W 2003 r. wzięliśmy z mężem kredyt na mieszkanie dla córki, 33 tys. franków na 20 lat. Frank był wtedy po 2,93 zł, co dawało równowartość 100 tys. zł. Potem staniał na tyle, że przez te osiem lat bardzo zaoszczędziliśmy. Teraz przez kolejne osiem lat może być po 4
złote i nie będę się martwić. I tak mamy mniejsze oprocentowanie niż ci, co się zadłużyli w złotówkach.
Z listów do "Metra" - Przesadzacie z tym frankiem. Nie wszyscy mają kredyty Przeczytałem artykuł "
4,07 - tyle wczoraj kosztował frank szwajcarski... Co będzie z naszymi kredytami" ("Metro" z 10 sierpnia). Jestem oburzony i zniesmaczony zarówno treścią, jak i tytułem. Nie mam kredytu we frankach, w zasadzie żadnego kredytu. Więc nasuwa mi się pytanie, dlaczego nazywacie kredyty "naszymi"? Taki sposób rozumowania sugeruje, że wszyscy jesteśmy dłużnikami.
Taki sposób myślenia jest niebezpieczny, bo może znaleźć się rzesza wariatów, którzy kosztami indywidualnych kredytów będą próbowali obciążyć państwo polskie, a w konsekwencji podatników, w tym mnie. Może to spowodować rozruchy nie mniejsze niż w Wielkiej Brytanii. Dlaczego państwo polskie pokrywa koszty związane z życiem "nieudaczników życiowych", którzy biorą kredyty, na które ich nie stać, bądź ponoszą straty w wyniku klęsk żywiołowych, żałując pieniędzy na ubezpieczenie? Obserwując takie sytuacje, każdy może przestać się ubezpieczać lub zacznie zaciągać kredyty i będzie czekał na pomoc od państwa.
Michał Karolak Jak sobie radzisz z kredytem? Napisz do nas:
metro@agora.pl