Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl W
Warszawie za pierwszym razem egzamin na prawo jazdy zdaje zaledwie co czwarty kierowca. W oddalonej od stolicy o 150 km niewielkiej Łomży (ok. 60 tys. mieszkańców) sukces przy pierwszym podejściu odnosi ok. 40 proc. zdających. - U nas jeździ się dużo łatwiej niż w metropoliach. Nie ma dużych skrzyżowań, wielopasmowych dróg ani tramwajów - mówi Mirosław Oliseruk, dyrektor WORD w Łomży.
Dlatego stołeczne szkoły nauki jazdy coraz chętniej przygotowują kierowców do egzaminów w tym mieście. Imola co miesiąc wyjeżdża na taki egzamin z ok. 15 kursantami.
- My co tydzień wyjeżdżamy z kilkoma osobami. Warszawiacy zorientowali się, że poza naszym miastem znacznie łatwiej przejść egzamin. To klienci namówili nas do zorganizowania kursów pod egzamin przeprowadzany w Łomży - mówi Waldemar Zwoliński, właściciel stołecznej szkoły nauki jazdy ABC Trans. Kurs połączony z lekcjami poza Warszawą jest o 250 zł droższy niż ten zorganizowany w stolicy (ok. tysiąca zł).
Na mapie egzaminacyjnej turystyki takich przyjaznych ośrodków jest jeszcze kilka. Warszawiacy równie chętnie jak w Łomży zdają egzaminy w Ciechanowie (miasto przeżywa oblężenie stołecznych kierowców w soboty), czasem wybierają także Ostrołękę (tu najczęściej wracają młodzi, którzy wyjechali do większego miasta na
studia).
Za to mieszkańcy Podlasia swoje umiejętności za kółkiem sprawdzają w Suwałkach (za pierwszym razem zdaje tam ok. 40 proc. osób), kierowcy z Kalisza uciekają do Sieradza, łodzianie upodobali sobie Skierniewice, a mieszkańcy
Bydgoszczy i mniejszych miast kujawsko-pomorskiego jeżdżą do Konina (Wielkopolska).
- To przede wszystkim osoby, które oblały egzamin kilka razy z rzędu w swoim mieście, więc szukają szczęścia w mniejszych ośrodkach - mówi Anna Gwoździk, dyrektorka ciechanowskiego WORD, w którym co trzeci egzaminowany przyjeżdża z Warszawy albo podwarszawskich miejscowości, np. Legionowa.
Przyjezdni kursanci mają dobrą opinię. - Ci z dużych miast pewniej niż miejscowi dają sobie radę na zatłoczonych ulicach - twierdzi Paweł Bejda, szef skierniewickiego ośrodka.
Ale oczywiście każde miasto ma swoje drogowe pułapki, więc kursanci przed egzaminem biorą kilka godzin jazdy po egzaminacyjnych trasach (np. dwie za kierownicą, dwie jako obserwator). Zwykle muszą przyzwyczaić się do innego samochodu niż ten, na którym uczyli się jeździć w swoim mieście (np. warszawscy kursanci uczący się na skodach Fabia w Skierniewicach przesiadają się do toyoty Yaris).
Według specjalistów kierowcy, którzy zdali egzamin w mniejszym mieście, nie jeżdżą gorzej od tych, którzy prawo jazdy zdobywają w metropoliach. - Wymogi dotyczące manewrów na placu wszędzie są jednakowe, więc nie ma mowy o taryfie ulgowej. Jeśli wydajemy prawo jazdy nowemu kierowcy, to tym samym dajemy gwarancję, że poradzi sobie także w tych trudniejszych sytuacjach drogowych - przekonuje Paweł Bejda.
- Kierowca musi być wszechstronny. Szybciej nabierze wprawy, jeśli będzie jeździł po różnych trasach: dużych miejskich skrzyżowaniach, ale i wąskich drogach na prowincji - dodaje Jerzy Pomianowski z Instytutu Transportu Samochodowego.
- Klucz do sukcesu podczas egzaminu w mniejszym mieście nie polega tylko na tym, że jest tam mniej skomplikowanych skrzyżowań. Dla młodego kierowcy równie ważna jest atmosfera, w jakiej zdaje egzamin. Kursanci, którzy zdawali w Warszawie narzekają, że egzaminatorzy są nieżyczliwi i często czepiają się błahostek. W Łomży tego nie ma. Kiedy więc ten stres odpada, egzamin idzie dużo łatwiej - twierdzi Waldemar Zwoliński.
Co się zmieni w egzaminie Od lutego przyszłego roku zmieni się teoretyczna część egzaminu. Zamiast testów przyszły kierowca będzie przechodził przez kolejne etapy
gry komputerowej, w której w ciągu kilku sekund będzie musiał odpowiedzieć na pytanie dotyczące ruchu drogowego. W ten sposób egzaminowany ma nabrać wprawy w szybkim podejmowaniu decyzji na drodze. Co ważne pytania egzaminacyjne nie będą wcześniej znane, a ich liczba wzrośnie z kilkuset aż do 3 tysięcy.