Zamiast wyciągania brudów i ostrych ataków, wszyscy mówią o dzieciach. To nie przypadek, bo tydzień temu zaczął się rok szkolny i nagle posypały się przyziemne problemy: - za drogie przedszkola, - brak alternatywy dla religii, - brak papieru toaletowego, - majątek wydany na wyprawkę, - tłok sześciolatków w szkołach.
Niby nic nowego. Media pisały o tym wielokrotnie. Politycy wydawali się tymi tematami znudzeni. Dyrektor biura polityki społecznej w Warszawie Bogdan Jaskołd tak mówił kwietniu o planowanych podwyżkach za żłobek do aż 1,2 tys. zł (miasto po buncie rodziców zmniejszyło podwyżkę): - Publiczny żłobek wciąż będzie się rodzicom opłacał, bo nianie i prywatne żłobki są jeszcze droższe (nawet 2 tys. zł miesięcznie). Pieniądze skądś trzeba brać.
Kierując się tą samą logiką, w ostatnich miesiącach gminy uchwalały podwyżki opłat za przedszkola.
Wszystko się zmieniło, kiedy
rodzice przedszkolaków zaczęli protestować przeciwko nawet kilkuset złotowym podwyżkom. W Biskupcu strajk rodziców trwa już tydzień.
Wczoraj temat dzieci rozgrzał najważniejszych polityków. Zaczął PiS. O 10. Jarosław Kaczyński w otoczeniu pląsających dzieci zapowiedział, że złoży projekt zniesienia podwyżek jeszcze przed wyborami. Zamiast darmowych obecnie pięciu godzin ma być dziesięć. Bo kto dziś pracuje do godz. 13.?
Odpowiedź PO był błyskawiczna. Donald Tusk w trybie pilnym naradzał się z Katarzyną Hall minister edukacji, samorządowcami z Warszawy i Łodzi, gdzie rządzi PO. Po 14. Platforma rzuciła ogólne obietnice dla młodych rodziców: telepraca w domu dla matek, dłuższy urlop tacierzyński, zdrowa żywność w sklepikach szkolnych, pielęgniarki w szkołach i świetlice. Po 16. głos zabrał premier. - To za poważna sprawa i zbyt dotkliwa dla ludzi, żeby robić z tego typową wyborczą młóckę - mówił o opłatach za przedszkola. Ale szybko spuścił z tonu i przeprosił rodziców. - Ustawa, która miała ułatwić życie rodzicom, w wielu przypadkach stała się pretekstem dla samorządów, żeby podwyższyć opłaty - mówił Tusk.
Nie wykluczył, że państwo dołoży się do opłat za "starsze dzieci" [prawdopodobnie chodzi mu o dopłaty w ramach subwencji oświatowej do cztero i pięciolatków - red.]. Zasugerował, że opłaty w Warszawie są za wysokie. Wojewodowie skontrolują uchwały gmin. Ale dodał, że gdyby przyjąć propozycję PiS, to w
budżecie zabraknie 2 mld zł. I, że przed wyborami nie ma szans na zmianę prawa.
- Wrzesień spadł na polityków jak grom z jasnego nieba. Obudzili się w kampanii wyborczej i ruszyli z przekazem: "Idź, głosuj dla swoich dzieci". To, że z dnia na dzień rzucają pomysłami na poprawę losu młodych rodziców po miesiącach milczenia, świadczy o zabetonowaniu naszej sceny wyborczej. Nie ma świeżej krwi, nie ma świeżych pomysłów - mówi dr Wojciech Jabłoński, politolog z UW.
Według niego dzieci z kampanii nie znikną, choć rodzice wiedzą, że obietnice polityków to gruszki na wierzbie. Wszyscy spodziewają się ostrych oszczędności z powodu dziury budżetowej, więc więcej pieniędzy na dzieci nie będzie.
Ale "show must go on". Dziś tematem są opłaty za przedszkola. Podpowiadamy politykom, czym jeszcze mogą się zająć, aby udobruchać rodziców. I w jaki sposób mogą podbić serca dzieci.
Tematy do debaty Sześciolatki w szkołach W przyszłym roku szkolnym wszystkie sześciolatki mają obowiązkowo pójść do pierwszej klasy. Rodzice alarmują, że szkoły ciągle nie są dla nich przygotowane. Do Sejmu trafił podpisany przez ponad 300 tys. osób projekt rodziców zatrzymujący reformę.
Tomasz Kalita (SLD): - Jesteśmy za obniżeniem wieku szkolnego, ale w tej kwestii proponujemy przedłużenie okresu przejściowego na 2-3 lata.
Stanisław Żelichowski (PSL): - My Polacy jesteśmy znani z improwizacji i poradzimy sobie. Nie ma co odkładać reformy. Jeśli będziemy mieć dodatkowy czas to będziemy mówić: zrobimy to dopiero za rok.
Paweł Poncyliusz (PJN): Jesteśmy za wycofaniem obowiązku posyłania sześcioletnich dzieci do pierwszej klasy, chcemy powrotu ośmioletniej podstawówki.
Domicela Kopaczewska (PO): To dobre rozwiązanie. Oczywiście, że jest grupa niechętna pomysłowi, ale ona maleje z roku na rok. Popełniliśmy ogromny błąd nie promując pozytywnych przykładów bardzo dobrze przygotowanych szkół oraz przykładów rodziców, którzy uwierzyli w reformę.
Adam Hoffman (PIS): Popieramy rodziców, to oni powinni decydować kiedy dzieci idą do szkoły.
Religia Teoretycznie rodzice mają wybór między religią a etyką. Ale jeśli nie poślesz dziecka na religię, przesiedzi godzinę na korytarzu lub w świetlicy - pisaliśmy o tym wczoraj. Etyki uczy się tylko w 2 proc. szkół.
Kalita: - Jesteśmy za wyrzuceniem religii ze szkół. Chcemy by trafiła z powrotem do sal katechetycznych. To milionowe oszczędności. Pensje katechetów, księży, sale to pieniądze których brakuje na angielski czy informatykę.
Żelichowski: - Kiedy chodziłem na religię to dla tego przedmiotu był szacunek. Teraz go nie ma. Religia w szkole jest traktowana jako jeden z przedmiotów, który trzeba zaliczyć.
Poncyliusz: - W szkole powinno być miejsce zarówno na lekcje religii, jak i etyki. Dlaczego lekcje etyki to rzadkość, to problem na nową kadencję. Doraźnie największym problemem jest to, że dyrektorzy nie urządzają lekcji religii na pierwszych czy ostatnich lekcjach.
Kopaczewska: Nie mamy zamiaru wycofywać religii ze szkół. Już dziś rodzice mogą próbować wymóc na dyrektorze szkoły zorganizowanie etyki. Niedopuszczalne jest to, by 6-latek, którego rodzice nie chcą posyłać na religię, musiał siedzieć w kącie sali podczas religii. Ale to nie jest problem powszechny.
Hofman: Jesteśmy przeciw wycofaniu jej ze szkół, bo większość Polaków jest wyznania rzymsko-katolickiego. Popieramy lekcje etyki tam gdzie to możliwe.
VAT na ubranka Od przyszłego roku VAT na ubranka niemowlęce wzrośnie z 7 do 23 proc. To efekt dostosowania prawa do przepisów unijnych. Centrum im. Adama Smitha wyliczyło, że tylko wskutek tego wydatki rodziny z trójką małych dzieci urosną o 450 zł rocznie.
Kalita: - Mamy projekt znoszący VAT na ubranka
dla dzieci. Mamy nadzieję, ze uda nam się go przeforsować w przyszłej kadencji. Rodzice mogliby odpisywać sobie ten podatek, albo dostawać zwrot pieniędzy.
Żelichowski: - To sprawa uwarunkowań unijnych. Nie chciałbym zajmować się tym podczas wyborów. W nowej kadencji na pewno usiądziemy i się nad tym zastanowimy.
Poncyliusz: W nowej kadencji będziemy postulować wprowadzenie 400-złotowej zapomogi z budżetu państwa na każde
dziecko, bo wyższego VAT nie unikniemy. Nie wiemy jeszcze tylko do którego roku życia dziecka zapomoga byłaby wypłacana, ale na pewno objęła by także sześcioletnie dzieci.
Kopaczewska: Przyznaję, że nie mamy pomysłu na to jak możemy teraz temu zaradzić. Wzrost VAT jest nieuniknony i wynika z dostosowania do przepisów unijnych.
Hofman: Uważam, że rząd może przekonać Unię do zmiany niekorzystnych dla rodzin stawek VAT. Można też wprowadzić zasiłki dla biedniejszych rodzin. Pieniądze będą z podatku bankowego.
O opłatach za przedszkola, podwyżce VAT na podręczniki czytaj w poniedziałek. Napiszemy też o tym, co posłowie mogą zrobić, aby uszczęśliwić dzieci.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl