Potencjalnych studentów, czyli osób w wieku 19-24 lata, jest dziś w Polsce o po nad 100 tys. mniej niż przed rokiem. Ma my przecież niż. Efekt? Politechnika Wrocławska - 1,7 tys. mniejstudentów niż miejsc, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski - 723, Uniwersytet Opolski - 400. To jeszcze nie katastrofa, ale kłopot dla tych, którzy wybrali niszowe lub nie stacjonarne kierunki. Okazało się, że przejście rekrutacji nie gwarantuje rozpoczęcia studiów. Nacięli się np. ci, którzy obstawili
studia filozoficzno-historyczne na lubelskim Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej, fizykę techniczną i filologię ukraińską na UWM w Olsztynie lub transport we Wrocławiu. Ponieważ na roku jest zaledwie kilka lub kilkanaście osób, uczelnie tych kierunków nie uruchomią.
W zamian kandydaci dostają najczęściej propozycje nauki na innym, pokrewnym kierunku. Zamiast transportu - mechanika i budowa maszyn, zamiast fizyki -
matematyka (w Opolu) czy informatyka (w Olsztynie). Tym, którzy nie chcą zmian, uczelnie zwracają opłatę rekrutacyjną.
Coraz mniej na zaocznych Więcej szczęścia mają ci, którzy dostali się do ośrodków zamiejscowych dużych uczelni. Przyszli studenci grafiki i malarstwa z Kolegium UMCS w Kazimierzu Dolnym zaczną pierwszy rok nauki w Lublinie. Z kolei osoby, które dostały się na kierunki niestacjonarne, otrzymują propozycję przejścia na studia dzienne, bo to z naborami na studia za oczne i wieczorowe uczelnie mają dziś największy problem. Nieotwarcia kilku takich kierunków nie wykluczają także Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu i Uniwersytet Mikołaja Kopernika. Tu ciągle jeszcze trwa rekrutacja. Uniwersytet Opolski przedłużył nabór aż do 30 września!
W zamian kandydaci dostają najczęściej propozycje nauki na innym, pokrewnym kierunku. Zamiast transportu - mechanika i budowa maszyn, zamiast fizyki - matematyka (w Opolu) czy informatyka (w Olsztynie). Tym, którzy nie chcą zmian, uczelnie zwracają opłatę rekrutacyjną.
Tak, w obu jest pewne szaleństwo. Ale w każdej historii miłości w czasie wojny są punkty styczne. Jeżeli nic się nie dzieje, jeżeli ludzie rodzą się i umierają bez żadnych kataklizmów to inna jest dramaturgia wydarzeń - dramaturgia typu "Chłopów" Reymonta. A jeśli coś się dzieje w czasach wojny,
trzęsienia ziemi, w czasach ekstremalnych, to i narracja i losy są inne.
- Robimy, co możemy, żeby utrzymać kierunki. Na razie tylko 25 przyjętych przez nas kandydatów nie zacznie wybranych studiów - mówi Marcin Miga, rzecznik uczelni z Opola.Wytypowanie kierunków pewniaków staje się coraz trudniejsze. Zdarza się, że nawet na tak popularnych kierunkach jak architektura i urbanistyka, energetyka lub prawo, chętnych jest zbyt mało. To studia zaoczne, a dziś łatwiej dostać się na te same kierunki stacjonarne, omijając przy tym czesne. Trudniej jest też skompletować rok na studiach uzupełniających, m.in. dlatego, że już co trzeci student kończy naukę na licencjacie.
Dadzą sobie radę duże miasta Niestety, niedoszły student w walce z uczelnią jest bez szans. - Musi przyjąć to, co proponuje
szkoła, albo odejść z kwitkiem. Uczelnie zazwyczaj skrupulatnie zapisują to w regulaminachrekrutacyjnych - mówi Robert Pawłowski, rzecznik praw studenta.
Zaś dr Bartłomiej Gorlewski z Instytutu Sokratesa, współautor raportu pt. "Demograficzne Tsunami" na temat wpływu zmian demograficznych na szkolnictwo wyższe, komentuje:
- To pierwsze skutki niżu. Ale problem dopiero przed nami. Liczba 19-latków spada gwałtownie, bo aż o kilkadziesiąt tysięcy każdego roku. Kolejni młodzi ludzie będą zostawać w październiku na lodzie, mimo że przeszli rekrutację. Po części dlatego, że uczelnie doostatniej chwili rekrutują, licząc, że zapełnią miejsca. Wpisują w oferty kilkanaście kierunków czy specjalności zamiast kilku pewniaków, bo muszą ze sobą konkurować. Niechętnie też informują kandydatów, że dany kierunek ma małe szanse na otwarcie. Największe szanse na pewny nabór będą miały jedynie duże ośrodki, jak Warszawa, Wrocław, Kraków i Poznań.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl