O Kowarach, 11-tysięcznym dolnośląskim miasteczku, do tej pory utarło się mówić "miasto dywanów". To z tutejszej fabryki w PRL-u pochodził co drugi dywan w kraju, a po jej produktach dreptały trzy pokolenia urzędników czy nowożeńców (firma była czołowym dostawcą dywanów do ministerstw czy kościołów). Ten największy - 180-metrowy zielonkawy z Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego - wymieniono dopiero dwa lata temu, gdy zaczął przez niego prześwitywać parkiet. Zbiegło się to z bankructwem kowarskiej fabryki, która nie wytrzymała zalewu taniej chińszczyzny. Ale oto pojawił się Lucjan Łągiewka, człowiek, który już spowodował, że o Kowarach jest głośno i to na całym świecie.
Ten pan od wynalazków Urodzony i mieszkający w Kowarach 62-latek w naukowym światku jest znany od 1998 r. To wtedy na miejscowym stadionie dla kilkuset osobowej publiki zorganizował pokaz: rozpędził malucha do 50 km na godz., uderzył nim w mur i nie dość, że
auto wyszło bez rysy, to nic nie stało się kierowcy, choć nie miał zapiętych pasów. Wszystko przez magiczny zderzak - owoc pracy, którą w swoim garażu Łągiewka rozpoczął już jako 17-latek. Ideę wynalazku tłumaczył prosto: - Siłę uderzenia pochłonął umieszczony wewnątrz wirujący element. I choć Łągiewka brał udział w wielu programach, był zapraszany na konferencje naukowe, to ciążyła na nim opinia "zwariowanego odkrywcy". - Ale ostatnie lata przynosiły kolejne wyróżnienia, przełomem był
złoty medal, który zderzak dostał wiosną na wystawie wynalazków w Genewie. Zaczęły się nim interesować firmy z całego świata - opowiada Jacek Kunikowski, szef "Gazety Kowarskiej", który śledzi losy naukowca.
Kilka dni temu Towarzystwo Wynalazcze Szwedzkiej Królewskiej Akademii Nauk w Sztokholmie przyznało zderzakowi srebrny medal, a Międzynarodowa Federacja Organizacji Wynalazczych - tytuł najwybitniejszego wynalazku pierwszej dekady XXI wieku, nazywanego małym Noblem.
Łągiewka w stoczniach i kosmosie Jak się okazuje, mechanizm wymyślony przez Łągiewkę może mieć zastosowanie nie tylko przy zderzaku, ale też do budowy bezpiecznych barier przy autostradach czy w konstrukcji wind, a Łągiewka prowadzi ponoć poufne rozmowy z firmą stoczniową z Kuwejtu (mechanizm można ponoć wykorzystać przy cumowaniu dużych statków) czy Europejską Agencją Kosmiczną (która też chce cumować statki - te kosmiczne - do stacji bazowych).
Mają pomysł na geniusza Za sprawą Łągiewki nazwa Kowary zaczęła się pojawiać w zagranicznej prasie. - Łągiewka to nasza wizytówka. Będziemy robić wszystko, by otworzył swoją fabrykę właśnie u nas. Szukamy też pomysłów, jak wykorzystać jego sukcesy do promocji regionu - mówi Mirosław Górecki, burmistrz Kowar. Kilka lat temu miasto postawiło na rozwój turystyki: chcą zbudować na Podgórzu duży ośrodek sportów zimowych czy ośrodek paralotniarstwa. - Wyobrażam sobie, że już niedługo na prospektach z ofertą turystyczną zobaczymy twarz Lucjana Łągiewki - mówi Górecki.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl