http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rektorzy dogadają się ze studentami

Alicja Bobrowicz
2011-10-19, ostatnia aktualizacja 2011-10-19 19:23

Nie podpiszecie umów ze studentami, to nie będziecie za nic brać pieniędzy. Ministerstwo Nauki tupnęło nogą na rektorów i wysłało do wszystkich uczelni ostrzegawcze listy. - Nie będziemy działać wbrew rozsądkowi i prawu - odpowiadają rektorzy

Protest warszawskich studentów sprzed dwóch lat - przeciw niskim stypendiom, płatnym studiom i nieoczekiwanym zmianom z opłatach i programach. Przed tymi ostatnimi miały ich uchronić umowy z uczelniami
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Protest warszawskich studentów sprzed dwóch lat - przeciw niskim stypendiom...
Od października student miał trafić do nowej, bezpieczniejszej rzeczywistości - jego interesy miała chronić podpisywana z uczelnią umowa. Od sześciu lat taki dokument podpisują ci, którzy za studia płacą. Teraz, po raz pierwszy, miał dotyczyć także studiujących dziennie i za darmo. Po to by nikt nie był zaskakiwany wysokością opłat, np. za powtarzanie przedmiotu lub dodatkowe lekcje języka. Od kiedy Sejm przyjął nowelizację ustawy o szkolnictwie wyższym - umowa była określana jako lek na większość studenckich bolączek. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego podkreślało, że na uczelni będą partnerskie stosunki. Studenci liczyli na to, że taki papier określi nie tylko wysokość czy termin opłaty, ale także np. liczbę godzin zajęć lub osób w grupie. Słowem, sprawi, że poprawi się też jakość studiowania.

Ministerstwo kontra rektorzy

Z początkiem roku akademickiego okazało się jednak, że uczelnie umów ze studentami dziennymi nie podpisują. I podpisywać nie zamierzają. Bo zupełnie inaczej czytają ustawę niż ministerstwo. Według nich umowę trzeba podpisać tylko z tym studentem, który będzie musiał powtórzyć rok lub przedmiot albo zdecyduje się na wykupienie dodatkowych zajęć. Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (zrzesza ponad stu rektorów) utrzymuje, że podpisywanie takich umów łamałoby dotychczasowy ustrój szkolnictwa wyższego. A jej przewodnicząca prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow tłumaczyła opór uczelni niepotrzebnym mnożeniem biurokracji.

- Dla nas sprawa jest jednoznaczna. Niepodpisanie umów ze studentami oznacza rezygnację z pobierania opłat za dodatkowe usługi edukacyjne - mówi Bartosz Loba, rzecznik MNiSW. Prawnicy resortu nie mają wątpliwości, jak czytać ustawę. Prawo mówi, że umowa określa "warunki odpłatności za studia i usługi edukacyjne", czyli to czego może się spodziewać student w czasie nauki. Ma zostać podpisana niezwłocznie i na cały cykl kształcenia. - Inne czytanie przepisów mija się z intencją nowelizacji ustawy. Chodziło przecież o to, by student, który oblał rok, nie dowiadywał się nagle, że musi zapłacić za powtórkę 2 tys. zł - podkreśla rzecznik.

Jak dowiedziało się "Metro", na początku tygodnia MNiSW wysłało do rektorów ostry list z interpretacją ustawy. I ostrzeżeniem, że jeśli decydują się nie podpisywać ze studentami umów, ich senaty mają ogłosić rezygnację z pobierania opłat od studentów dziennych. Minister zażądała pisemnej odpowiedzi ze stanowiskiem uczelni.

Prof. Jerzy Woźnicki, szef Fundacji Rektorów Polskich i przewodniczący komisji legislacyjnej KRASP, któremu przekazaliśmy wymowę listu, dziwi się determinacji minister nauki: Takie postawienie sprawy brzmi jak szantaż i próba powrotu do okólnika - skompromitowanego w czasach PRL sposobu zarządzania uczelniami przez ministra - mówi. Podkreśla, że rektorzy zdania nie zmienią: - Uczelnie nie mogą działać wbrew rozsądkowi i prawu.

Studenci między młotem a kowadłem

Podobnie jak rektorzy, Parlament Studentów RP trwa przy swoim zdaniu. - Nie zrezygnujemy z walki o umowy. Dla nas to gwarancja minimum stabilności - mówi jego przewodnicząca, Dominika Kita, która w przeddzień inauguracji roku akademickiego ogłosiła "czerwony alarm" i wezwała szkoły wyższe do respektowania prawa. Studenci dali uczelniom czas do 10 grudnia. Potem nie wykluczają protestów.

Ale sprawa umów, paradoksalnie, zbliżyła rektorów i studentów. KRASP ogłosił bowiem, że o bezpieczeństwo studenta trzeba zadbać nie za pomocą umów, ale poprawiając regulaminy uczelni. W przyszłym tygodniu rektorzy i studenci zaczną prace nad wzorcowym regulaminem. Mógłby w nim znaleźć się np. zapis, że uczelnia nie może nagle zamknąć kierunku, na którym ma za mało studentów, ale ma go stopniowo wygaszać.

- Wszyscy, którzy dobrze życzą studentom, powinni wspierać ten proces. Opracowanie wzorcowych poprawek do regulaminów i wprowadzenie ich także do ministerialnego rozporządzenia zagwarantuje studiującym bezpieczeństwo - uważa prof. Woźnicki. A Dominika Kita przyznaje: - To rewelacyjne propozycje i chętnie o niech z rektorami porozmawiamy.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Źródło: Dziennik Metro
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów