Między opłatami za przedszkola w różnych miastach jest "gigantyczny rozziew" - przyznał pod koniec września (czyli przed wyborami) premier i obiecał przynajmniej częściową subwencję z budżetu państwa, dziś za utrzymanie przedszkolaków płacą samorządy.
Na jego biurko miał trafić raport na podstawie danych zebranych przez wojewodów. Po to, by ustalić, czy samorządy nie wykorzystały nowego prawa do przeforsowania nieuzasadnionych podwyżek opłat. Od września każde
dziecko ma bowiem prawo do pięciu darmowych godzin w przedszkolu, za dodatkowe płaci. Stawkę ustalają radni.
Ale w powyborczej rzeczywistości temat przedszkolnych opłat znikł, choć wojewodowie zlecenie premiera wykonali. Sprawdzili 1682 uchwały zmieniające przedszkolne opłaty i wykryli aż 364 niezgodne z prawem. Z różnych przyczyn. W Zachodniopomorskiem unieważniono 15 z 77 uchwał, głównie dlatego, że gminy nie chciały zwracać pieniędzy za nieobecność dziecka lub narzucały przedszkolu stawkę żywieniową. W Podkarpackiem (wadliwych 11 z 69) gminy nie zrozumiały nowego prawa i określiły opłatę miesięczną zamiast godzinowych, na Mazowszu (zakwestionowano 38 z 271), z kolei zapomniały napisać, za co dokładnie rodzic płaci, a w Wielkopolsce (18 proc. umów wadliwych) ustalały kary za nieodebranie dziecka na czas.
Walka o tańsze przedszkole trwa
Na to, co najbardziej interesuje rodziców, czyli wysokość opłat, wojewodowie wpływu nie mają. Sprawdzali jedynie, czy stawki nie są wyższe niż koszty utrzymania placówek. Wojewodowie mazowiecki i pomorski żadnego takiego przypadku nie znaleźli.
Tymczasem walka o tańsze przedszkola trwa ciągle w różnych częściach kraju. Od listopada taniej będzie np. w Rzeszowie, który wycofał się z kontrowersyjnych pomysłów. Dotychczas darmowe godziny były rozdzielone płatnymi przerwami! Teraz: - za darmo będzie sześć godzin, - mniej zapłacą ci, którzy mają
dzieci i w przedszkolu, i żłobku, - obniżono stawki za kolejne godziny ponad podstawę.
- Nasze wcześniejsze wyliczenia wcale nie były złe, ale spotkały się z tak ostrą reakcją rodziców, że nie mieliśmy wyjścia - tłumaczy Maciej Chłodnicki, rzecznik miasta. Ale zastrzega: - Do przedszkoli będzie trzeba dopłacić ok. 2 mln zł, wszyscy się na to składamy.
Zawiedzeni się
rodzice ze Szczecina, który z obietnic obniżenia stawki (2,90 zł za godzinę) się wycofał. Radni mieli się zająć sprawą wczoraj. Dlaczego odpuścili? - Premier zapowiada kolejne zmiany w systemie oświaty. Poczekamy na nie i wtedy dostosujemy swoje przepisy - mówi Robert Grabowski z biura prasowego miasta.
Taniej może być za to w gminie Wejherowo, choć - tu nikt nie protestował. Za dodatkową godzinę w jedynym przedszkolu na ok. 70 dzieci, płaci się aż 3,70 zł - najwięcej na Pomorzu. Ale taka stawka obowiązuje tu już od ponad dwóch lat. - Sami byliśmy trochę zdziwieni, że tak wypadamy na tle innych gmin. Przyjrzymy się teraz
budżetowi. Ale mamy w przedszkolu ok. 50 dzieci za mało, a budynek trzeba przecież ogrzać - tłumaczy Krzysztof Sapieha, kierownik gminnego wydziału oświaty.
Jak uporządkować chaos?
- Wrócimy do sprawy przedszkoli. Przepisy w tej sprawie muszą być jednoznaczne, żeby nie umożliwiać aż tak dużej dowolności w ustalaniu stawek - nie ma wątpliwości Małgorzata Kidawa-Błońska, posłanka Platformy Obywatelskiej. Na razie mamy tylko zapowiedź premiera o przekazywaniu na przedszkola pieniędzy z budżetu. Dziś subwencją objęci się uczniowie. Szczegółów pomysłu szefa rządu jednak nie znamy, nie zna ich również MEN.
Ustawę, która zmieniła sposób naliczania opłat w przedszkolu, na wniosek posłów SLD bada Trybunał Konstytucyjny. Ale prawdopodobnie potrwa to przynajmniej 18 miesięcy, bo to średni czas pracy Trybunału.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl