Między opłatami w różnych miastach jest "gigantyczny rozziew" - ocenił pod koniec września premier. Mówił o przedszkolach, ale dziś mógłby to samo powiedzieć o żłobkach. W obu przypadkach zmiana prawa zamiast ułatwić rodzicom życie, pozwoliła samorządom sięgnąć do ich kieszeni.
Na mocy uchwalonej w tym roku ustawy, żłobki przestały być zakładami opieki zdrowotnej i teraz są w pełni finansowane przez gminy. Prawo mówi tyle: wysokość opłat ustala gmina mocą uchwały. Ale co miasto, to inny scenariusz.
>
Wrocław wycenił godzinę w żłobku na 1,45 zł (wcześniej miesięczna opłata 240 zł). Od września rodzic wybiera pakiet: 6, 7, 8, 9 lub 10 godzin opieki dziennie. Na ogół wychodzi taniej niż z ryczałtem, żłobki zwracają też za nieobecność dziecka. Zmianę wymusił wojewoda dolnośląski, który unieważnił uchwałę miasta. Uznał, że pobieranie opłaty stałej jest nielegalne, bo rodzic powinien płacić tylko za to, z czego korzysta.
> Według prawników wojewody mazowieckiego, ustawa zostawia pełną dowolność w sprawie opłaty i nie nakazuje zwracania pieniędzy za nieobecności. W Warszawie miesięczna opłata (razem z wyżywieniem) wzrosła z ok. 300 do 500 zł. Rodzice zaskarżyli stołeczne uchwały żłobkowe do sądu administracyjnego. - Naliczanie godzinowe i zwroty za nieobecności ulżyłyby nam - mówi Małgorzata Lusar ze Stowarzyszenia Głos Rodziców.
> W Krakowie miesięczna opłata za żłobek miała wzrosnąć ze 180 do 300 zł. Po protestach rodziców, od stycznia wzrośnie tylko o 19 zł. Miasto nie zamierza jednak rezygnować z ryczałtu ani oddawać pieniędzy, jeśli
dziecko zachoruje.
>
Poznań zaproponował podwyżkę o 105 zł. Od przyszłego roku miesięczna stawka z wyżywieniem wyniosłaby 458 zł. Oburzeni
rodzice protestowali w sobotę pod Starym Browarem. Magistrat ma podjąć decyzję w połowie listopada.
O bałagan i różne interpretacje ustawy pytamy w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. - To gmina ustala opłaty, a rodzice mogą je zaskarżyć do sądu - ucina Bożena Diaby, rzeczniczka resortu.
Przypomnijmy: w przypadku przedszkoli samorządy musiały wycenić, ile kosztuje każda godzina, ponad darmowe pięć gwarantowane ustawą. Efekt: zupełna dowolność w ustalaniu stawek i nawet 200-złotowe podwyżki w niektórych miastach. W gminnych uchwałach roiło się też od bubli prawnych. Wojewodowie uznali za niezgodne z ustawą aż 364 z nich, głównie dlatego, że gminy nie chciały zwracać pieniędzy za nieobecności dziecka, nie określiły dokładnie, za co rodzic płaci, albo ustaliły kary za nieodebranie dziecka na czas.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl