Mariusz Jałoszewski: Będziemy pracować dłużej. Części Polaków na myśl o tym krew się burzy, bo kto by nie chciał wcześniej przejść na spokojną emeryturę Prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z UJ: Ja nie chcę iść na emeryturę. Dochodzę już do tego wieku, ale jak mi pozwolą, to będę pracować do 70. Lubię wykładać na uczelni i pisać publikacje, bo to mój sens życia. Praca to dla mnie też korzyść finansowa, skromna, ale dużo większa niż emerytura. No i dopisuje mi zdrowie.
Ale emerytura to dużo wolnego czasu. Można się w końcu wyspać, nie ma szefa, jest czas na podróże po świecie, można leżeć na plaży, przeczytać fajne książki, na które nie było czasu, grać w brydża. Długo by wymieniać korzyści. Mam kolegów emerytów i mówią, że jest super. Nie wiem, co robią, są cały czas zajęci. Kobiety wchodzą we wnukowanie, mężczyźni dorabiają. Ale ja nie wyobrażam sobie życia bez
pracy. Praca to nie tylko wysiłek i zarabianie pieniędzy. To nasz wkład we wspólne dobro. Takie byczenie się jest dobre na dwa tygodnie. Poleżę sobie pod palmą, ale potem zrobi się to nudne. Złapie nas poczucie bez sensu. I co dalej?
Powie to pan pracownikom fizycznym na budowie, ochroniarzom i kasjerkom w hipermarkecie, którzy ciężko pracują i zarabiają grosze. Oczywiście w pracy bez wyzwań można zmęczyć się szybko. Ale wielu emerytów też nie ma fajnie. Mają dużo wolnego czasu, ale mają mniej pieniędzy. Nie starcza na życie. Muszą dorabiać do emerytury, np. jako woźni po 3-4 zł za godzinę. Życie to nie sama słodycz. Będziemy pracować dłużej, ale dzięki temu dłużej będziemy w lepszej kondycji psychicznej i fizycznej. Jeśli ludzie nie pracują, to usychają. Robiliśmy badania o sprawności umysłowej ludzi starszych. Sprawdzaliśmy, kiedy pojawia się otępienie starcze. I wyszło, że spokojnie możemy pracować do 75 lat. Szybkość działania owszem się zmniejsza, ale jakość jest ta sama co u 20-latków.
Praca daje nam napęd do życia i sens. Męczę się, ale jestem potrzebny. Przykład? Do domów spokojnej starości trafiają już ludzie 50+. Mają ciepło, opiekę, lekarza. Ale 40 proc. umiera już po pół roku. Nie chcą żyć wśród starców, tylko normalnie. Tracą sens życia. Czują się jak w poczekalni przed śmiercią.
To dlaczego nawet 20-latkowie mówią, że marzą już o emeryturze. I tylko odliczają do tych 60 lat. Bo tak nas nauczono. To kwestia kultury i prawa. Mamy zakodowane w głowach, że 60 lat [kobiety-red.] i 65 [mężczyźni-red.] to czas na emeryturę. Dziś 65 lat to żaden wiek staruszka. Żyjemy coraz dłużej, starzejemy się później. Więc i dłużej możemy pracować.
Tylko jak wytrzymać do tych 67 lat? Robić przerwy. Od czasu do czasu wyjazd na dłuższy urlop. Dziś choćby po Europie może podróżować każdy, nawet biedniejsi, a nasze góry czy morze są jeszcze bliżej. Zmieniać środowisko. Mieszkamy w mieście, to wyjazdy na wieś i odwrotnie. Zmieniać tryb pracy. Pracujemy z książkami, to w wolnym czasie łapać za łopatę na działce. Machasz łopatą na co dzień, to wieczorem łap za książkę. Dużo się ruszać, uprawiać sporty. Słowem rekreacja. No i czerpać radość z przyjemności. One nas konserwują. Dzięki nim dłużej pociągniemy.
Mamy wierzyć, że wydłużenie wieku wyjdzie nam tylko na dobre, a Tusk niechcący zapewni nam dłuższe życie? Bo to jest poważny argument. Dlatego popieram Tuska. Po co mamy się szybciej degradować, być niepotrzebni. W ogóle nie rozumiem takich mundurowych, którzy przechodzą na emeryturę po 15 latach. No chyba że chodzi tylko o to, żeby mieli państwowy wikt i mogli dorabiać.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl