http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Amnestia dla sześciolatków

Alicja Bobrowicz
2011-11-24, ostatnia aktualizacja 2011-11-24 19:08

Dopiero za dwa lata sześciolatki pójdą do szkoły - zdecydowała nowa minister edukacji. To czas dla samorządów, by przygotowały się na przyjęcie maluchów. A co z dziećmi, które już przygotowują się do nauki w szkole? Nie wiadomo

Krystyna Szumilas chce wysłać sześciolatki do szkół dopiero za dwa lata
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Krystyna Szumilas chce wysłać sześciolatki do szkół dopiero za dwa lata
Miało być tak: od września przyszłego roku wszystkie sześciolatki idą do pierwszych klas. Ministerstwo Edukacji Narodowej nie miało wątpliwości. Gotowe są sale, nauczyciele, programy. Obniżenie wieku szkolnego to "cywilizacyjna szansa na szybszy rozwój i odkrywanie talentów". Nie pomagały dramatyczne sygnały od rodziców o tym, że:

- sześciolatki upycha się do przeładowanych klas w pękających w szwach szkołach, - na korytarzach spotykają się ze starszymi uczniami, - brakuje szafek na książki, mniejszych mebli, - siedzą w ławkach, zamiast uczyć się przez zabawę.

Dopiero we wrześniu, kiedy trwała kampania wyborcza, politycy przypomnieli sobie o najmłodszych. Najpierw ówczesna minister Katarzyna Hall chciała wysłać do szkoły tylko pół rocznika (dzieci urodzone przed 1 września 2006), potem premier zarządził: odłożymy obowiązek szkolny o rok.

Wczoraj MEN wykonał kolejną woltę i przesunął reformę o dwa lata. Tzn., że rodzice dzieci z roczników 2006 i 2007 będą wybierać między pierwszą klasą a oddziałem przedszkolnym (w szkole lub przedszkolu). Dopiero 1 września 2014 sześciolatki pójdą do szkół obowiązkowo.

W komunikacie resortu czytamy też, że nauczyciele przedszkoli opracują program dla sześciolatków, które u nich zostaną, "uwzględniając ich potrzeby rozwojowe". Co to oznacza? Nie wiadomo. Dziś cały rocznik pięciolatków obowiązkowo jest przygotowywany, by pójść do szkoły.

Przyczyną odłożenia reformy może być to, że we wrześniu br. - jak ujawnił MEN - do pierwszych klas rodzice wysłali tylko ok. 20 proc. sześciolatków. Co w przyszłym roku wybiorą rodzice? Nie wiemy. Wiadomo jednak, co będzie, jeśli podobnie jak teraz niewielu zdecyduje się na pierwszą klasę. W 2014 roku do szkół musi pójść ponad 400 tysięcy dzieci (tyle maluchów jest w roczniku 2008). Dołączyć do nich mogą dzieci o rok starsze, których rodzice nie chcieli wcześniej wysłać do szkoły. A tych jest ponad 380 tysięcy.

Pomysł MEN musi jeszcze zaakceptować Sejm. By przesunąć reformę, trzeba bowiem znowelizować ustawę.

A co z pięciolatkiem?

Andrzej Pery, koordynator projektu Społeczny Monitor Edukacji

Dwa lata to jeszcze większa głupota niż rok. Od kilku lat gminy szykują się na zmiany. W większości szkół są już zerówki, a to znaczy, że mają specjalnie przygotowane sale, place zabaw itd. Czy nie lepiej zrobić teraz wszystko, by pomóc tym, które zostały w tyle, zamiast przesuwać całą reformę? A co zrobimy w przyszłym roku z pięciolatkami, które są właśnie przygotowywane do szkoły? Te, które nie pójdą do pierwszej klasy, będą uczone jeszcze raz tego samego? Przecież to zaburza zupełnie program pracy przedszkola.

Uderza w nas chaos

Tomasz Elbanowski, rodzic, współzałożyciel ruchu "Ratuj maluchy":

W październiku usłyszeliśmy, że trzeba obowiązek szkolny przesunąć o rok, teraz okazuje się, że o dwa lata. MEN dostrzegł wreszcie, że szkoły nie są przygotowane na przyjęcie młodszych dzieci. Ale w dwa lata nie uda się osiągnąć tego, co nie udawało się w ciągu ostatnich trzech latach. Tym bardziej w czasach kryzysu, kiedy samorządy tną budżety na oświatę.

Za to sześciolatki, które będą musiały pójść do szkoły w 2014 roku, spotkają się tam z prawie całym rocznikiem siedmiolatków. Bo rodzice już pokazali, że jeśli mają wybór, nie posyłają dzieci do pierwszej klasy. Nas takie ruchy nie przekonują, dalej będziemy zabiegać o wprowadzenie w życie obywatelskiego projektu zmiany ustawy, pod którym podpisało się 347 tys. rodziców [m.in. cofającego obowiązek szkolny dla sześciolatków - przyp. red.].

Reforma przesuwana bez końca

Krystyna Łybacka, b. minister edukacji, posłanka SLD A dlaczego właśnie dwa lata a nie trzy, cztery? Mamy stanowczo za mało informacji, by wiedzieć, czy taka decyzja jest słuszna. MEN powinno nam przedstawić szczegółową analizę tego, jak przygotowane są szkoły (gdzie są odpowiednie sale, toalety, place zabaw itd.), ile będzie kosztować dostosowanie tych niegotowych. I jak państwo ma zamiar pomóc gminom, które z trudnością dopinają swoje budżety. Powinniśmy też wiedzieć, ilu mamy dziś sześciolatków w pierwszych klasach - konkretnie, a nie szacunkowo. I, wreszcie, jak młodsze dzieci w pierwszych klasach są uczone. Niedawno od jednej z matek usłyszałam, że sześciolatek był za karę wystawiony za drzwi! To może być jednostkowy, skandaliczny przypadek. Ale tego nie wiemy. Obawiam się, że reforma może być w ten sposób przesuwana bez końca, ze szkodą dla dzieci.



Źródło: Dziennik Metro
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy