http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lansik dzieci w sieci

Tomasz Kurowski
2011-12-01, ostatnia aktualizacja 2011-12-01 19:42

Co zrobią rodzice, by wkręcić swoje dzieci do reklamy? Postanowiliśmy to sprawdzić i aż osłupieliśmy: na anonimowy anons dostaliśmy od rodziców aż 50 ofert, czasem ze zdjęciami dzieci w negliżu. My je skasowaliśmy. Ale czy każdy tak zrobi?


fot. LeoSynypse / sxc.hu
ZOBACZ TAKŻE
"Jest miksem trzech genów po rodzicach. Tata mieszaniec trzech ras, mama Polka" - nad ogłoszeniem zdjęcie uśmiechniętej dwuletniej dziewczynki o nieco śniadej cerze i dużych brązowych oczach.

Tego typu anonsy można znaleźć na portalach z darmowymi ogłoszeniami. Rodzice piszą też o "równych, bielutkich ząbkach", "znakach szczególnych, których nie ma", podają wzrost i wagę. Do tego kilka zdjęć malucha: czasem w wannie czy na plaży. Dzieci w różnym wieku - od kilku tygodni do kilku lat.

Ogłoszenia są w działach "szukam pracy" albo "casting i przesłuchania". W tych drugich tkwią obok spragnionych sławy modelki nastolatek i podstarzałych aktorek porno. W jednym z przypadków zdjęcie dziecka sąsiaduje ze zdjęciem kobiecych genitaliów.

Czy wielu rodziców zrobi wszystko, by ich dziecko zagrało w reklamie? Aby to sprawdzić, na czterech popularnych portalach ogłoszeniowych umieściłem informację, że poszukuję dzieci do reklamy. W treści żadnych szczegółów, nic niemówiąca nazwa firmy i darmowy adres internetowy. Przygotowanie ogłoszenia - około 30 minut.

Efekt? Z dwóch największych stron anons został wyrzucony - z jednej po godzinie za używanie darmowego adresu e-mail, z drugiej po paru godzinach za brak konkretów w treści (ale i tak dostaliśmy kilka odpowiedzi). Na pozostałych stronach ogłoszenie wisiało ponad tydzień. Dostałem 50 ofert od rodziców. Najmłodszy maluch miał 10 dni (zdjęcie w szpitalnym ręczniku). Najstarszy - 7 lat. Najczęściej przysyłali oferty rodzice dzieci 2-3-letnich. Dołączali dużo zdjęć z rodzinnych archiwów - część w negliżu, na plaży czy w kąpieli. Tylko jedno dziecko miało zrobioną profesjonalną sesję zdjęciową. - Dziecko ma talent, jest bardziej rozwinięte niż rówieśnicy, każdy mówi, że nasza pociecha nadaje się do reklamy - zachęcali.

My skasowaliśmy wszystkie otrzymane wiadomości. Ale czy zrobiłby tak każdy?

Internet kradnie dzieci

Urszula Sajewicz-Radtke, psycholog z sopockiego oddziału SWPS
- Umieszczanie zdjęć dzieci w internecie czy wysyłanie ich do nieznanych firm jest bezmyślne i niedopuszczalne. Wizerunek dziecka może zostać wykorzystany nawet po kilku latach zupełnie w innym celu. Np. przez innych rodziców, którzy będą pokazywać nasze dziecko jako swoje. Zdjęcie może stać się też przedmiotem żartów i kpin w internecie. Albo jakaś firma może bez naszej zgody wykorzystać twarz dziecka do reklamy swoich usług.
Umieszczanie dziecka w reklamie nie wyrządza mu szkody na razie, ale może mieć wpływ na jego rozwój. Jeśli rodzic zachowa równowagę, traktując to jako zabawę i nie naciskając na dziecko, to w porządku. Ale dziecko pchane do show-biznesu na siłę może mieć kłopoty z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi, kontrolą emocji, nauką, gdy np. spędza na planie zdjęciowym zbyt wiele czasu.
Rodzic musi zwrócić uwagę na możliwości dziecka Nie można rozwijać talentów dziecka na siłę. Maluch nie wie, że chce być aktorem. To rodzice czy też inni dorośli uważają, że ma talent.

Jak zaproszenia dla pedofila

Jakub Śpiewak, prezes Fundacji Kidprotect.pl, zajmującej się bezpieczeństwem dzieci w internecie
- To karygodne, że rodzice nawet nie próbowali sprawdzić, co to za firma poszukuje małych aktorów. Gdy raz wrzuci się zdjęcia do sieci, trudno przewidzieć, co się z nimi stanie. Chwilę po publikacji mogą zostać skopiowane, a po jakimś czasie opublikowane w zupełnie innym miejscu. Nigdy nie wiadomo, kiedy i w jakiej formie wypłynie zdjęcie naszego dziecka z kąpieli. Jakiś pedofil może się przy nich np. masturbować. Mam znajomego, który prowadzi agencję castingową i mimo że to nie było w jego interesie, to odradzał rodzicom występ dziecka, kiedy uważał, że jest za małe. Do tego dochodzi kwestia ochrony wizerunku. Rodzice publikując zdjęcia dziecka w sieci, naruszają to prawo. Nikt się dziecka nie pyta, czy chce, żeby jego zdjęcie zostało opublikowane.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Źródło: Dziennik Metro
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

  • Lansik dzieci w sieci three-gun-max 02.12.11, 09:27

    Eh, Śpiewak... Jak zawsze zorientowany w tym co robią pedofile, jakie zdjęcia lubią a nawet w jakich pozycjach lubią najbardziej. Tylko, kurde, to troszke dziwne bo pewną wiedzę teoretycznie»