Premier zapowiedział podwyższenie i zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, ale już wiadomo, że nie będzie łatwo pomysł zrealizować. Zastrzeżenia mają nie tylko wszystkie opozycyjne partie i koalicyjne PSL, ale także większość Polaków.
Jak wynika z sondażu "Gazety Wyborczej", przeciw jest 80 proc. z nas. Argumentują, że kobiety powinny pracować krócej, bo oprócz
pracy zawodowej muszą zajmować się domem, rodzić
dzieci, a potem opiekować się wnukami.
Prof. Magdalena Środa dłuższą pracę kobiet popiera, ale przewiduje, że może nie udać się tego przeprowadzić. - Dlaczego
kobieta, która pracuje dziś na dwóch etatach, ma godzić się na dłuższą pracę? Tego rodzaju rewolucji nie przeprowadzi się bez rewolucji obyczajowej, zmiany tradycyjnych ról kobiet i mężczyzn - mówiła niedawno w "Gazecie Wyborczej". Jej zdaniem trzeba zacząć od wczesnego etapu wychowania - przedszkola i szkoły podstawowej (tradycyjny model rodziny powiela się np. w podręcznikach, tam kobieta zajmuje się domem, a mężczyzna zarabia i niewiele poza tym go interesuje). Jak mówi "Metru", do roboty powinni się też wziąć
rodzice. - Chłopcom pozwalają na więcej, oni mogą się bić, krzyczeć. A dziewczynki? Mają być grzeczne, nie wypada im się ubrudzić. A potem mężczyznom wydaje się, że na więcej mogą sobie pozwolić, kobietom odwrotnie - tłumaczy.
Dziś pytamy feministkę, jak wychowuje swojego synka. Czy jako matka chce, by jako dorosły facet wyręczał partnerkę/żonę w gotowaniu rodzinnych obiadów i praniu pieluch? Czy nie boi się, że jakaś "feministka" owinie go sobie wokół palca? A może oddziela wychowanie syna od feministycznej ideologii?
Mój synek dostanie na gwiazdkę lalkę Maria Kahlau (33 l.) jest zdeklarowaną feministką i mamą 2-letniego Bartka. Pracuje jako koordynatorka gdyńskiego oddziału ONZ-owskiego Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju
Michał Stangret: Feministki mówią, że wielu rodziców wychowuje synów na szowinistów, którzy swoje partnerki zamkną w kuchni. A jak feministka wychowuje swojego syna? Ważny jest przykład. U mnie większość domowych obowiązków wykonuje partner, bo pracuje w domu. Bartek widzi, że tata sprząta, gotuje, robi zakupy. Sam chce w tym uczestniczyć. Rwie się do pomocy, gdy rozwieszam pranie, uwielbia także składać wysuszone swoje ubranka.
Ale to robi większość maluchów. Z wielu i tak wyrosną męscy szowiniści. Bo zmieniają się pod wpływem presji społeczeństwa. Kiedy 4-letnia córka koleżanki dostała łuk i pani w przedszkolu powiedziała, że to chłopięca zabawka, skończyło się na przezwisku "chłopczyca". To nie stygmatyzuje, ale już chłopiec, który "zachowuje się jak baba", mocno. Sami mieliśmy tego przedsmak, gdy bliskie osoby widząc Bartka pomagającego w domu, niby żartowały, że to babskie zajęcia i że chłopaki raczej majsterkują. Niektórzy puszczali oko, że powinien urodzić się dziewczynką. Nasza reakcja była ostra - jeszcze raz usłyszymy takie teksty, ograniczamy kontakty z dzieckiem. Gdybyśmy puścili to mimo uszu, Bartkowi zbrzydłyby domowe obowiązki. Byłby na dobrej drodze do myślenia, że są pewne "gorsze", kobiece prace, do których facet nie powinien się zniżać.
Ubieracie go na różowo? Nie, bo nie chcemy go wtłaczać w żaden schemat. Właśnie poprosiłam rodzinę, by na gwiazdkę kupili Bartkowi lalkę z wózkiem, bo zauważyłam, że w sklepie chętnie się tym bawił.
Ale koledzy w przedszkolu i tak pewnie dadzą mu odczuć, że chłopaki powinny bawić się autami. Będę robiła wszystko, by dobrać mu odpowiednie przedszkole, a potem szkołę. Jeśli rówieśnicy będą naciskać, by bawił się koparkami, zacznę rozmawiać z wychowawczynią, by coś z tym zrobiła.
A jeśli sam będzie chciał bawić się tylko autami? Proszę bardzo. Dzieci przechodzą etapy zabawy różnymi zabawkami. Nigdy nie pozwolę, by ktoś mu obrzydzał lalki czy zabawę w dom. Niech sam dokonuje wyborów.
Nie boisz się, że zostanie pantoflarzem i jakaś władcza kobieta owinie go sobie wokół palca? Gdybym mu zakazywała zabawy lalką, kiedy ma na to ochotę, sama owijałabym go wokół palca. Uległby mnie - łatwiej ulegałby też przyszłej partnerce.
A może boisz się wyhodowania kilkunastoletniego królewicza, którego trzeba będzie obsługiwać? Ja go nie uczę podporządkowania, tylko partnerstwa. Będzie miał większe poczucie własnej wartości, to nie da sobą pomiatać.
Nie masz pokusy, by go nauczyć, że w życiu trzeba być głównie twardym? Z tego właśnie wynika wiele męskich problemów. Od urodzenia wmawia im się, że chłopaki nie płaczą, rzadziej się ich przytula, bo od tego są córeczki. Nie pielęgnujemy ich naturalnej wrażliwości. Wchodzą więc w rolę twardzieli, którzy potem dochodzą do wniosku, że to na ich barkach leży zarabianie na całą rodzinę. To wywołuje stres. Efekt jest taki, że faceci częściej umierają na zawały, żyją krócej niż kobiety.