http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Hipsterzy z Charlotte o 13 grudnia i marszu PiS

Igor Nazaruk
2011-12-13, ostatnia aktualizacja 2011-12-13 20:30

- Sorry, trzydziesta rocznica wybuchu stanu wojennego nic dla mnie nie znaczy. Moi rodzice przeżyli ten czas i dziś jakoś dają radę, wyszli na swoje. A czy mi się uda?

Bistro Charlotte, al. Wyzwolenia 18 (wejście od placu Zbawiciela)
Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
Bistro Charlotte, al. Wyzwolenia 18 (wejście od placu Zbawiciela)
Charlotte (niedaleko Placu Zbawiciela) uchodzi za najmodniejsze bistro stolicy, tu przesiaduje warszawska śmietanka. Mimo skromnego, ale eleganckiego wystroju, w miarę prostego menu (połączenie piekarni z kawiarnią) przy wielkim drewnianym stole ramię w ramie siedzą trendseterzy mody i stylu, designerzy, bywalcy i błękitne ptaki warszawskich salonów, ludzie mediów. A także freelancerzy, krawaciarze, i zblazowani hipsterzy i posthipsterzy (ci ostatni chcieliby uchodzić za hipsterów, ale biedacy nie wiedzą, że metryka im na to nie pozwala. A kim są hipsterzy? to właściwie trudno wyjaśnić, to się po prostu widzi, choć każdy prawdziwy hipster nie przyzna się do tego, że jest hipsterem).

Śniadanko podają tam od 7. rano "do ostatniego gościa", czyli do 23. W dzień w Charlotte najwięcej jest wolnych strzelców, którzy choć nie noszą krawatów, są ciągle w pracy. Przegryzając croissanta i popijając cafe latte dyskutują o projektach, eventach, ale nigdy o polityce. Każdy z nich ma odpalonego Maca, są bez przerwy online, pod mailem, dłubią coś przy prezentacjach i zaglądają na statystyki obsługiwanych fanpage'ów.

To właśnie młodymi z Charlotte zachwycał się minister Michał Boni, twierdząc, że to właśnie tam młodzi tworzą nowoczesną wspólnotę.

I właśnie z bywalcami Charlotte, trochę na przekór ich zainteresowań, postanowiliśmy pogadać w trzydziestą rocznicę wybuchu stanu wojennego. Żaden z rozmówców nie pamięta stanu wojennego, wspomnienia są żywe w ich domach. Kuba, rocznik 85, elegancko ubrany, sumiaste wąsy, kaszkiet marynarka w stylu przedwojennego dandysa, wspomina historię swego ojczyma, który w tym czasie był internowany.

- Nie chodzimy pod willę generała, ani na marsz PiS. W domu opowiada się wiele historii z tego czasu, np. o tym, jak w czasie podziału pieniędzy KOR mój ojczym był zatrzymany i później więziony. To co proponuje Kaczyński, to absurd. Nie zawsze zgadzam się z ministrem Sikorskim, jednak krytykowane przez PiS wystąpienie ministra nie tylko mieści się w ramach dyskursu europejskiego, a nawet nadaje mu kształt i kierunek. A ja nie utożsamiam się Oburzonymi, jest mi dobrze - opowiada Kuba.

Maciek, rocznik '83 (też wolny strzelec), pracuje przy otwarciu nowego miejsca w modnej Soho Factory na warszawskiej Pradze. - To co wyprawia PiS, to zwyczajny cyniczny zabieg bazujący na silnych emocjach tych, którzy czują się wykluczeni, bo nie nadążają za zmianami, nie wytrzymują tempa. Ja wolę działać, budować, niż narzekać, zakładać komitety niż je palić. Wspomnień w moim domu jest wiele, ale o tym nie myślę, bo to nie zmieni przyszłości - mówi Maciek.

W podobnym duchu mówiła Kasia (urodzona dwa dni po wprowadzeniu stanu wojennego). Zajmuje się marketingiem i projektuje strony www. O polityce i historii niewiele ma do powiedzenia. Ciągle dzwoni jej iPhone, sprawdza czy "przelew już przeszedł" i czy "projekt został klepnięty". - Kiedyś moich rodziców gnębiło ZOMO. Dziś mnie męczy kredyt, a moje projekty korpokapitalizm. Nie mogę być konkurencją dla większych graczy, choć jestem naprawdę dobra. Rodzice dziś jakoś dają radę, wyszli na swoje. Czy mi się uda? Zobaczymy.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Źródło: Dziennik Metro
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy