"Jesteś szalona" i "Majteczki w kropeczki" - te
przeboje w dyskotekach można usłyszeć co weekend. Nawet w Warszawie, choć dla wielkomieszczuchów to czysty obciach. - Na imprezie studenckiej SGGW po północy słychać same takie przaśne kawałki - opowiada mi z wypiekami na policzkach młodsza koleżanka. - U nas burmistrz wygrał wybory i został na kolejną kadencję tylko dlatego, że co roku organizuje wielką disco-polową imprezę - twierdzi kolega z podwarszawskiej miejscowości. U niego disco polo rządzi niepodzielnie od lat.
- Miliony ludzi w całej Polsce słuchają tej muzyki. Fani zespołu Akcent potrafią aż z Wałbrzycha przyjechać do podbiałostockiej miejscowości na ich koncert - opowiada Papito, producent programu "Disco ponad wszystko" w telewizji Viva.
Być może to ten program - w mainstreamowej i modnej telewizji - wpuścił disco polo na salony. Zdawało się, że pierwsza seria programu została stworzona dla zgrywu - prowadzący Daro Rusin z łańcuchem na szyi i w błyszczącym dresie wśród skąpo ubranych pań szyderczo zapowiadał teledyski. Dla mieszczuchów - wijące się dziewczyny z silikonowymi ustami, proste teksty o życiu, nieskomplikowana melodia i ogólna kiczowatość - wszystko podane bez komentarza, powodowało napady śmiechu. - Program pobił wszelkie wyniki popularności - mówi Papito.
Po spektakularnym sukcesie nieoficjalnie mówiło się, że o uruchomieniu kanału tematycznego z muzyką disco polo myśli nawet ITI. Panowie "z Wiertnicznej" mogą pluć sobie teraz w brodę, że tego nie zrobili.
- Polo.tv - dostępne właściwie dla wszystkich, to znak, że ta
muzyka przestaje być wyklęta przez elity - przyznaje Papito. Jego zdaniem ci, którzy przyznali jej częstotliwość w multipleksie telewizji cyfrowej (która do 2013 roku ma już w połowie zastąpić telewizję analogową), powiedzieli: przyznajemy, że fanów disco polo są miliony i my was zauważamy. - Ta muzyka nie potrzebuje już promocji, tylko legitymizacji, i to się właśnie stało - dodaje producent.
Z jego anegdot dotyczących gwiazd można by stworzyć książkę. Podobno popularny ostatnio Marcin Siegieńczuk, w wyniku sprzeczki z największą wytwórnią disco polo w Polsce Green Star, zrezygnował z projektu Toples i zaczął występować niezależnie i teraz oprócz klasycznych kawałków, słychać w jego twórczości też hip-hop. - Disco polo nie jest zwartym nurtem. To, co się dzieje na antenie Silesia TV, to śląska odmiana dance, takie disco silesio, zupełnie inne od nagrywanych na rynek azjatycki utworów Jorrgusa, który po Bayer Fullu zaczął nagrywać
piosenki po chińsku. W ilości istniejących na polskim rynku zespołów wciąż rządzi
Białystok. Takie wygi jak Akcent, Boys, Weekend to wciąż najpopularniejsze zespoły - przyznaje Papito.
Choć producent programu o tej muzyce sam nie jest jej koneserem, nowe utwory wciąż potrafią go zaskoczyć (uwielbia Pana Zenona Martyniuka). - Polskie disco nie odstaje bardzo od zagranicznych kawałków dance. Może klipy do nich wciąż są na gorszym poziomie, ale muzycznie i tekstowo często są dużo lepsze.
Czy Polo.tv zepsuje gust tych, którzy dotąd nie słuchali tej muzyki? Zdaniem Papita nie, najwyżej bardziej rozpoznawalne mogą stać się pojedyncze gwiazdy. - Jedni potrzebują piosenek o miłości, małżeństwie i seksie (znane motywy w muzyce disco polo), a drudzy o bólu życia. Jeśli da się na czymś zarobić, to już nie jest wstyd - mówi.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl