Krystyna Szumilas ogłosiła pod koniec listopada, że obniżenie wieku szkolnego przesunie o kolejne dwa lata. Tzn. że
rodzice dzieci z roczników 2006 i 2007 będą wybierać między pierwszą klasą a oddziałem przedszkolnym (w szkole lub przedszkolu). Dopiero 1 września 2014 sześciolatki pójdą do szkół obowiązkowo. Takie rozwiązanie zaakceptował rząd (mimo że jeszcze we wrześniu premier zapowiadał tylko roczne odroczenie reformy); projektem zmiany ustawy zajmą się teraz posłowie. Rządzący najwyraźniej nie przejęli się alarmującymi głosami płynącymi z konsultacji społecznych. MEN ocenia, że większość organizacji popiera reformę. Tak, ale część z nich wcale nie chce jej przesuwania w czasie. Dyrektorzy szkół ostrzegają, że sześciolatki, które nie pójdą do szkoły, będą powtarzać program przedszkola i tym samym staną w miejscu, a Związek Nauczycielstwa Polskiego mówi o paraliżu
pracy szkół w 2014 roku, kiedy spotka się w nich podwójny rocznik.
Niespodziewanie pod koniec grudnia nadzieję na odwrócenie reformy dali rodzicom ludowcy. Waldemar Pawlak zapowiedział wtedy, że PSL przedstawi własny projekt, który już na zawsze pozostawiłby wybór: pierwsza klasa lub zerówka. Dziś nie ma już o tym mowy. Jak informuje "Gazeta Wyborcza", ludowcy odpuścili sprawę sześciolatków w zamian za składki zdrowotne dla rolników. Pewne jest, że państwo będzie płacić składki za tych, którzy mają mniej niż 6 hektarów ziemi, w kwestii większych gospodarstw negocjacje trwają. - To kompromis - mówi "GW" Jan Bury, przewodniczący klubu PSL. - Chcieliśmy odsunąć w czasie reformę i tak się stanie. Nasza propozycja szła wprawdzie dalej, ale skoro się nie udało, dobrze, że są chociaż dwa lata więcej dla rodziców.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl