http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Warszawa prowincję ubiera

Michał Stangret
2012-01-09, ostatnia aktualizacja 2012-01-09 19:48

Pożyczają auto od najbogatszego, całą wioską składają się na paliwo i jadą kilkaset kilometrów. Na podwarszawskich osiedlach domów jednorodzinnych zbierają worki z używaną odzieżą. Tak ubierają siebie i sąsiadów

PKiN
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
PKiN
"Szanowni Państwo, 7 stycznia w godz. 9-10 odbędzie się zbiórka niepotrzebnej używanej odzieży, zabawek, drobnego sprzętu AGD itp. Zbiórkę organizują niezamożne rodziny z okolic Olsztynka i Nidzicy. Zebrane dary wykorzystujemy na własny użytek. Worki prosimy wyłożyć przed ogrodzenie posesji" - kartkę z taką informacją (i numerem telefonu na wypadek, gdyby ktoś chciał umówić się na inny termin) znalazła w skrzynce przed Nowym Rokiem, czytelniczka Metra ze stołecznego Wawra. Przygotowała worek i obserwowała, kto go zabierze. Podejrzewała, że może to jakaś firma handlująca używaną odzieżą znalazła sobie sposób na uzupełnianie asortymentu?

- Podjechali autem osobowym z przyczepką. Kierowca chętnie wyjaśnił, że to taka sąsiedzka inicjatywa. W aucie była też milcząca raczej dziewczyna. Miałam wrażenie, że jest trochę spłoszona - opowiada.

Na pytanie, dlaczego uczestniczyła w akcji, odpowiada: ciuchów zawsze jest za dużo, a tu trzeba było tylko je wynieść przed furtkę, jeśli komuś się przydadzą, to czemu nie?

W tych ubraniach chodzą całe wioski

- W Wawrze zebraliśmy kilkanaście worków ubrań - cieszy się pan Rafał spod Stawigudy (woj. warmińsko-mazurskie). Gdy wczoraj do niego zadzwoniliśmy, prosił, by zmienić mu imię i nie podawać nazwiska, bo nie chce, żeby koledzy z tartaku, w którym dorywczo pracuje, śmiali się z jego ciuchowych wypraw pod Warszawę. A jeździ tu co kilka tygodni. - Raz ja, raz sąsiad. Wybieramy kilkanaście ulic w którymś z willowych rejonów pod stolicą. Najpierw rozwozimy karteczki, po kilku dniach zabieramy worki. Byliśmy wcześniej w Podkowie Leśnej, gdzie oprócz ubrań dostaliśmy nawet sprawny mikser, talerze - opowiada. Nie rozmawiają z mieszkańcami. Zresztą nie zdarza się, by ktoś zadzwonił pod podany na ulotce telefon z pytaniem, czy trzeba jakoś pomóc.

W przywiezionych ciuchach chodzą sami, resztę rozdają rodzinie i sąsiadom. - Kiedy je przywozimy pod Stawigudę, jest święto. Przychodzą sąsiedzi, wybierają. Oczywiście za darmo, nie bierzemy ani grosza. Oni te ubrania potem rozdają po swojej rodzinie i tak trafiają do najbardziej potrzebujących - mówi.

Na pomysł takich zbiórek wpadł kilka lat temu, gdy pracował w stołecznym oddziale jednej z firm zajmującej się transportem odpadów i recyklingiem. - Serce mi ściskało widząc, jak wiele dobrych ubrań - kurtek, spodni, ubranek dziecięcych wyrzucają warszawianki. Wszystko musiało iść na przemiał. Gdyby nie te wyjazdy, ludzie u nas nie mieliby w czym chodzić. To bardzo biedna okolica, a z pracą jest coraz gorzej ludzie biją się o dorywcze zajęcia - żali się.

W kryzysie rośnie szturm na Warszawę

Jak duże jest to zjawisko nie wiadomo. Ale na forach internetowych można znaleźć wypowiedzi osób z Kielc, Łodzi, czy Lublina, które też spotkają się z podobnymi ogłoszeniami w swoich miastach i zostawiają pod furtkami używane ubrania. Dlaczego więc pan Rafał zamiast pod pobliski Olsztyn jeździ aż pod Warszawę? - Wiadomo, że w Warszawie są najbogatsi, a to oni najwięcej marnują - odpowiada.

Przyznaje, że konkurencja rośnie, więc o taką zdobycz coraz trudniej. - Słyszałem, że wiele firm zbiera pod Warszawą ubrania, którą potem wstawiają do hurtowni z używaną odzieżą. Ale objeżdżając okolice Warszawy, spotykam coraz więcej osób z dalekiej prowincji, które tak jak my szukają tutaj ubrań dla siebie i znajomych. Kiedyś tego nie było, ale co się dziwić, jest kryzys - mówi.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Źródło: Dziennik Metro
  • 21 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

  • Warszawa prowincję ubiera olias 10.01.12, 22:47

    za PRL nie rozumiałem genezy krwawego terroru bolszewików i jakobinów. Od tamtych młodzieńczych lat zmądrzałem. »

  • Warszawa prowincję ubiera malena-76 10.01.12, 23:11

    Żal serce ściska jak sie to czyta.A zdjęcie do artykułu jest zrobione z okna na korytarzu mojego bloku na Jana Pawła II 18 na mniej więcej 13 piętrze czyi moim. Tęsknota serce sciska jak się»

  • warszawskie "posesje" icc217 11.01.12, 02:06

    bandziorow, zlodziei i handlarzy ... rynsztok!»