Nasza bohaterka ma 21 lat, mieszka w
Warszawie, utrzymują ją
rodzice. Łapie dorywcze prace, od pół roku jest zarejestrowaną bezrobotną. Chce iść na
studia (myśli o pedagogice), ale na razie próbuje zaczepić się w różnych miejscach, by trochę zarobić.
Od sierpnia Urząd Pracy wysyłał ją już kilka razy na staże. Plusy: 900 zł brutto miesięcznie, osiem godzin dziennie, ubezpieczenie.
Trzy razy dostawała skierowanie na rozmowy kwalifikacyjne na stanowisko recepcjonistki i za każdym razem na miejscu słyszała od pracodawcy, że oferta od dawna jest nieaktualna. W Urzędzie Pracy nic o tym nie wiedzieli.
W listopadzie dostała czwarte skierowanie na kolejny staż, tym razem recepcjonistki szukała
szkoła tańca. - Pracodawca podpisał kwit dla urzędu, że mnie przyjmie. Miałam przepracować kilka dni na próbę, w tym czasie szkoła miała załatwić formalności z urzędem. Po kilku dniach pracodawca zapewnił mnie, że to zrobił - opowiada dziewczyna.
Zamiast pracy na recepcji, musiała sprzątać. A po miesiącu gdy przyszedł czas wypłaty, okazało się, że o jej stażu urząd pracy jednak nic nie wie. Pośredniak dopiero po trzech tygodniach przygotował umowę i planował, że Dominika zacznie staż od grudnia. Od urzędniczki usłyszała, że skoro pracowała bez umowy, urząd nie może jej zapłacić. Dziewczynie poradzili, aby o pieniądze upomniała się w szkole. Wezwali nawet właścicielkę firmy w tej sprawie. Nie pomogło. Wtedy Urząd Pracy, nie poczuwając się do tego, że wpuścił kobietę w maliny, poradził jej, aby poszła po pomoc do Państwowej Inspekcji Pracy.
"Metro" wielokrotnie opisywało historie bezrobotnych, których urzędy kierowały na nieaktualne albo nietrafione (np. mężczyznę na staż, gdzie potrzebowano kobiety, albo do pracodawcy, który wymaga zupełnie innych kwalifikacji niż te bezrobotnego) staże.
Eksperci podkreślają, że jeśli Urzędy Pracy tak mają pomagać bezrobotnym, to może lepiej już niech nie pomagają. Urzędnicy winią bezrobotnych, zarzucając im, że wcale nie zależy im na pracy i robią złe wrażenie na pracodawcach.
Ale gdy rozmawiają nieoficjalnie, przyznają, że jest ich za mało, by zapanować nad wszystkimi sprawami. W warszawskim urzędzie, stażami (dla 1,7 tys. osób rocznie), zajmuje się pięciu urzędników.
Nie prześwietlamy pracodawców
Anita Karwowska: - Jak to się stało, że na stażu zorganizowanym przez państwa urząd pani Dominika została oszukana? Maciej Bątkiewicz, kierownik działu rynku pracy w Urzędzie Pracy m.st. Warszawy przy ul. Ciołka: - Po raz pierwszy współpracowaliśmy z tym pracodawcą. Zgłosił się do nas sam z ofertą przyjęcia bezrobotnej osoby na staż w charakterze recepcjonistki. Wniosek był w porządku, dlatego skierowaliśmy panią Dominikę na rozmowę kwalifikacyjną. Jednak zanim pracodawca dopełnił formalności, m.in. podpisał umowy z urzędem pracy, na własną rękę już zaczął zatrudniać panią Dominikę. Bez umowy, bez badań lekarza medycyny pracy i oczywiście bez naszej wiedzy.
To młoda, niedoświadczona osoba. Czemu nie dostała od państwa informacji, jakie formalności musi spełnić? - Kierujemy na staże setki osób bezrobotnych. Przypadek pani Dominiki to incydent.
Jak to możliwe, że urząd kieruje na staż do pracodawców, którzy okazują się nierzetelni i wykorzystują pracowników? Czy weryfikujecie ich oferty? - Wystarczy, że pracodawca złoży oświadczenie, że nie zalega w opłatach w Urzędzie Skarbowym i w ZUS, nie zwalniał pracowników z tzw. winy dotyczącej pracodawcy i zobowiąże się do zatrudnienia bezrobotnego po zakończonym stażu. Nie mamy innych możliwości prześwietlenia pracodawcy. Niestety czasami się oszuka urząd. Ale tylko raz.
Trafia na czarną listę? - Są bardzo małe szanse, że kiedykolwiek będziemy chcieli z nim współpracować.
Wcześniej nasza bohaterka kilkakrotnie dostawała oferty stażu, które okazywały się nieaktualne. - W ubiegłym roku skierowaliśmy na staże ok. 1700 osób. Bezrobotny otrzymuje skierowanie na rozmowę kwalifikacyjną, w którym pracodawca zostaje poinformowany o konieczności zawiadomienia urzędu o wyborze kandydata na staż. Na tej podstawie dokonujemy weryfikacji aktualności ofert stażu. W przypadku braku dopełnienia tej formalności przez pracodawcę, może zdarzyć się, że oferta nadal widnieje w bazie urzędu.
Miała być praca na recepcji, a jest sprzątanie. - Wysyłamy pracowników na wizyty monitorujące i interweniujemy oraz prosimy stażystów o zgłaszanie wszelkich nieprawidłowości w realizacji programu stażowego. W przypadku pani Dominiki to było niemożliwe, bo zaczęła staż, zanim dopełniliśmy formalności z pracodawcą.
Dziewczyna czuje się dziś oszukana, przepracowała miesiąc za darmo. - My nic z tym nie możemy zrobić. Skoro nie było umowy, nie możemy jej zapłacić. Rozmawiałem z pracodawcą, aby uregulował zatrudnienie z panią Dominiką we własnym zakresie. Ale jak widzę, nie doszło do tego. W tej sytuacji poszkodowanej pozostaje zgłoszenie sprawy do Państwowej Inspekcji Pracy.
Co chcielibyście powiedzieć kierownikowi Bątkiewiczowi z urzędu przy ul. Ciołka? Jakie rady macie dla Dominiki, jak może odzyskać swoje pieniądze? Piszcie: metro@agora.pl lub komentujecie na facebooku Masz inny temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl