http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ziomale się nakręcili

Igor Nazaruk
2012-01-18, ostatnia aktualizacja 2012-01-19 17:39

Kadr z teledysku nakręconego przez chłopaków z Laskowca
Kadr z teledysku nakręconego przez chłopaków z Laskowca
Fot. NakreconeZiomale

- Ja, ty i wszyscy razem / kiedy tylko chcemy stoimy ponad prawem / niebawem jeszcze się okaże / pochłoniemy miasto i lamusów się ukarze - takim śpiewaniem resocjalizują się chłopaki z poprawczaka w Laskowcu. Taki sposób wychowania, to hit czy kit?

ZOBACZ TAKŻE
Do Laskowca nie trafiają chłopaki z dobrych domów. Ale tacy, co wychowują się sami, a ulica jest ich domem. Wicedyrektor zakładu Mariusz Zaręba mówi, że chłopaki od urodzenia toczą nierówną walkę o zwyczajne życie.

- Zawiodła rodzina i szkoła. Bez wzorców, pomocy i pieniędzy, w środowisku, gdzie bieda jest dziedziczona i trudno wyjść na ludzi. A w czasie tych warsztatów, choć początkowo w to nie wierzyłem, zaczęli się wspierać, motywować, byli dumni z siebie i tej pracy. Nigdy w naszym zakładzie poprawczym nie było takiego porządku jak wtedy - mówi Zaręba.

- Nikt w nas nie wierzył, a się udało. Po warsztatach stałem się bardziej otwarty na innych. Zobaczyłem, ile pracy trzeba włożyć, żeby nagrać kilka minut filmu - opowiada 18 - letni Bartosz z Poznania. Siedem miesięcy temu po śmierci taty załamał się i jak przyznaje, "nawywijał". Spędzi w poprawczaku jeszcze rok, chce skończyć zawodówkę i zrobić prawo jazdy. A potem? - Wyjść na prostą, znaleźć dobrą pracę, założyć rodzinę - wymienia Bartosz.



Projekt Nakręcone Ziomale zrealizowało Społeczne Stowarzyszenie Edukacyjno-Artystyczne VIA ACTIVA z Poznania. Cel: "ukazanie wrażliwości młodzieży defaworyzowanej, poznanie ich postrzegania świata, problemów, z którymi się borykają za pomocą krótkich form filmowych". Projekt dostał pozytywną ocenę Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji i wygrał prawie 6,5 tys. euro dotacji z programu "Młodzież w Działaniu".

- Projekt prezentowano w Ministerstwie Sprawiedliwości, jako przykład wzorcowej resocjalizacji - mówi Tomasz Bratek z Fundacji, która realizuje kilkaset projektów dla młodzieży rocznie. Teledysk obejrzało w sieci ponad 50 tysięcy osób - mówi. O efektach resocjalizacyjnych nie chce jednak mówić.

A właśnie pytania o efekty cisną się na usta. Czy zamiast warsztatów filmowych, które raczej do niczego im się nie przydadzą, może lepiej było nauczyć ich czegoś konkretnego, co przydałoby się im po wyjściu na wolność? I czy tymi piosenkami nie utwierdza się młodych przestępców w stereotypie, że "stoją ponad prawem", a wszystko to dzieje się za unijne pieniądze?

Chłopaki z poprawczaka zaprosili do projektu krakowski skład hiphopowy - Firmę. Popularny wśród blokersów, dresiarzy i kryminalistów. Ich utwory na YouTube mają po kilka milionów odsłon. Firma w tekstach opowiada o życiu za kratami, nienawiści do policji i polityków, gloryfikuje prawo ulicy, marihuanę i przemoc. W piosence "Dobre dziewczyny" śpiewają np. "dobrych maniurach" (czyli dziewczynach, które są w porządku, bo np. przychodzą na widzenie do więzienia), i o ich "kreaturach", którym chodzi tylko o pieniądze. A taka "szmata", jak słyszymy, "skłóci cię z rodziną, rodzonym bratem, ochajta się Murzynem, gdy w Anglii znajdzie pracę".



Z drugiej strony, zwłaszcza w nowszych produkcjach, Firma coraz częściej mówi o rodzinie, ojczyźnie, pracy, zasadach. Coraz bliżej im do nurtu patriotycznego niż podwórkowo-gangsterskiego. Od jakiegoś czasu raperzy zaangażowali się w akcje charytatywne. Nagrali utwór dla Małopolskiego Hospicjum dla Dzieci, współtworzą "Drużynę Mistrzów". Chcą wyciągać młodych z dołka, nałogów, nudy i zobojętnienia. Zaprosili znanych sportowców i muzyków, którzy mobilizują młodych do uprawiania sportu i rozwijania pasji. Na muzycznej składance gościnnie wystąpili m.in. Peja czy Hemp Gru.

Jakie wartości Firma chciała przekazać chłopakom z Laskowca?

- Zanim zaczęliśmy pracę nad teledyskiem, pogadaliśmy z chłopakami - opowiada Roman Bosski z Firmy. - Mówiłem, że jak miałem naście lat, to patrzyłem na świat przez pryzmat ulicy, że kozacko jest być złodziejem i mieć duże plecy. Dziś mam 30 lat i wiem, że do wszystkiego, co mam, doszedłem ciężką pracą, a nie gangsterką. Mówiłem, że liczy się rodzina, szacunek, a nie doktorat z bandyterki. Moje teksty są ostre, ale to odbicie ulicy, lustro, w którym te dzieciaki mogą się przejrzeć. Nie jestem anarchistą, ale wku... mnie nieudolny system, na dnie, którego lądują właśnie dzieciaki z poprawczaka. Ich biografie to ciężka patologia, ich piosenki to krzyk, który musieli z siebie wyrzucić. Czy dzięki temu, że dostali szansę na pracę z ekipą filmową, z nami, to staną się lepsi? Nie wiem - mówi Roman.

- To nie są teksty, których każdy oczekuje - mówi Zosia Michalik, koordynatorka projektu - Ale najpierw trzeba im podać rękę, dać możliwość wypowiedzenia się, nie oceniać. A dopiero później próbować nauczać. Nie można oceniać projektu tylko po obejrzeniu filmów, bo nie chodziło o stworzenie dzieła, a o sam proces twórczy. Jeżeli ktoś doszukuje się w tekstach nawoływania do agresji, to tego nie znajdzie. To szczery i prawdziwy przekaz chłopaków, których może pierwszy raz w życiu ktoś dopuścił do głosu - opowiada Michalik.

Wolę słuchać o gniewie niż go doświadczać na ulicy

prof. Monika Płatek, karnistka z UW, która ostro krytykowała rząd za wojnę z kibicami. Pokazała teledyski na wykładach wywołując gorącą dyskusję wśród studentów
- Jeśli słowa tych kawałków nam się nie podobają, warto się zastanowić, co ich autorom dajemy w zamian. Ja w tych teledyskach widzę wykonaną pracę, masę ćwiczeń, współdziałania, to są wymierne, namacalne efekty projektu. W twórczy sposób pokazali swój żal, bunt. Wolę słuchać o gniewie niż go doświadczać na ulicy.

Firmie należy się szacunek

Liroy, prekursor polskiego rapu
- Nie jestem znawcą procesu resocjalizacji, ale jeśli dzięki takim warsztatom chłopaki mają szansę wyrazić się artystycznie, a nie na streecie za pomocą kija, to git. To może im realnie pomóc na wolności, bo poznali inny sposób komunikacji. A Firmie należy się za to szacunek.

Może powiedzą, że jestem lamusem, ale mam wątpliwości

Halina Bortnowska, przewodnicząca Rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, od lat uczestniczy w projektach realizowanych m.in. w Zakładzie Karnym na ul. Rakowieckiej w Warszawie
- Znam ten język, on mnie nie rusza, bo za pomocą grypsery można opowiedzieć o miłości, a za pomocą literackiej polszczyzny można opluć człowieka. Ale z treścią mam problem. W tych słowach jest pełno sprzeczności. Z jednej strony chłopcy mówią o miłości do rodzeństwa, rodziny, dziewczyn, ale już w refrenie krzyczą, że stoją ponad prawem. Można to na wiele sposobów interpretować. Bo może im chodzi, że nie prawo się liczy tylko właśnie miłość. Ale też, że prawo ich nie dotyczy, są bezkarni. Ja tego nie wiem, ale kiedy tego słucham, to czuję niepokój, smutek. Mam wątpliwości, czy samo dostarczenie narzędzi i techniki wystarczy. Ważne jest nie tylko jak, ale co się mówi. Pewnie w zakładzie powiedzą, że jestem lamusem, ale głosy tych chłopaków to poruszające wołanie z zachrypniętej pustyni, głosy smutne, sieroce.

Sztuka nie może być apoteozą zła

gen. Paweł Nasiłowski, były dyrektor służby Więziennej, pełnomocnik Ministerstwa Sprawiedliwości
Przez 25 lat pracy poznałem wielu ludzi, których życie nie oszczędzało. Najczęściej dorastali na ulicy, potem poprawczak, więzienie. Jeśli przed takimi osobami otwiera się skarbnicę kultury, nieznany dla nich świat, to jeśli mieli w sobie krztynę wrażliwości, zauważałem u nich reakcje wytwarzające trwały poziom zmiany. Stawali się lepszymi ludźmi, którzy więcej widzą. Sztuka nie może być jednak apoteozą zła. Ważny jest nie tylko proces twórczy, ale i to jakie treści dzieło niesie.

Co o tym sądzisz? Napisz do nas: metro@agora.pl lub skomentuj na Facebooku


Masz inny temat dla Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy