http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przedszkola w prywatne ręce

Alicja Bobrowicz
2012-01-22, ostatnia aktualizacja 2012-01-22 19:24

Szkoły zamknąć, a przedszkola oddać w prywatne ręce. To najczęstsze pomysły na oszczędności w oświacie, po które sięgają w tym roku samorządy

Andrzej Kosztowniak
Fot. Anna Jarecka / Agencja Gazeta
Andrzej Kosztowniak
W grudniu na taki pomysł wpadł prezydent Radomia Andrzej Kosztowniak; chciał oddać przedszkola ich pracownikom. Po protestach rodziców z planów częściowo zrezygnował.

W ubiegłym tygodniu tłumaczył, że zmiany mają dotyczyć 16 z 22 przedszkoli i zaczną obowiązywać od września 2013 roku. Ale, tylko wtedy, gdy na przejęcie placówki zdecydują się jej pracownicy. Podobny scenariusz powtórzył się w Poznaniu, gdzie już sześć lat temu sprywatyzowano pięć miejskich przedszkoli. Teraz podobną propozycje przedstawiono dyrektorkom kilkunastu kolejnych. Większość, po protestach rodziców, nie jest zainteresowana.

Z Mateuszem Krajewskim z Fundacji Familijny Poznań o obawach rodziców rozmawia Alicja Bobrowicz

Kolejne miasta chcą prywatyzować przedszkola...

"Prywatyzować" to złe słowo, bo sugeruje przekazywanie budynku lub działki. A o tym nie ma mowy. To zmiana organu prowadzącego przedszkole.

Co to znaczy?

Po kolei. Prowadzenie przedszkoli to zadanie własne samorządu. Przeciwnicy przekształcania przedszkoli powołują się często na ten zapis w prawie. Ale nie oznacza on, że samorząd musi sam prowadzić przedszkola, musi za to płacić. Może "oddać" prowadzenie przedszkola komu innemu.

Kto się na to decyduje?

Nie mamy dostępu do takich statystyk. Mogę ocenić, że najczęściej są to organizacje pozarządowe; fundacje i stowarzyszenia. Rzadziej stowarzyszenia rodziców. Ostatnio (w Gdańsku i Poznaniu) także urzędujący dyrektorzy przedszkoli.

Powiedział pan, że samorząd musi płacić za przedszkole.

Tak, ale ile, zależy od samej gminy. Poznań np. daje 80 proc. kwoty, którą ustalił dla przedszkoli publicznych, Gdańsk - 75 proc. Tu są bardzo duże różnice, w skali kraju subwencja na jedno dziecko waha się w zależności od 350 do 800 zł.

Rodzice boją się, że po prywatyzacji, będzie drożej.

Wszystko zależy od umowy. Poznań daje więcej niż inne miasta na jedno dziecko, ale zastrzega, że ceny nie mogą być wyższe niż w miejskich placówkach. Gdańsk pozwolił na swobodne kształtowanie cen. I jest to ściśle kontrolowane, jeśli ktoś umowę złamie, samorząd momentalnie wypowiada umowę na korzystanie z budynku. Samorząd płaci za dzieci. Prowadzący przedszkole musi więc starać się, żeby je mieć. Musi walczyć jakością, ofertą i ceną. Zrazi do siebie rodziców - nie dostanie pieniędzy.

Rodzicom nie podoba się, że catering zastępuje przedszkolne kuchnie.

Tak bywa, choć nie musi. Ale nie ma co demonizować cateringu; jest coraz więcej profesjonalnych firm, specjalizujących się w gotowaniu dla dzieciaków.

Zmienia się prowadzący przedszkole, zmienia się także nauczycieli.

Jeśli przekształcane jest renomowane przedszkole, zazwyczaj cała kadra dostaje umowy. Tyle że nie trzeba zatrudniać na Kartę Nauczyciela, więc ma się większą swobodę w kształtowaniu pensji

A czy rodzice mają wpływ na to, co się dzieje w przedszkolu?

Większy niż w miejskim. Jest klientem; od jego decyzji zależy czy przedszkole będzie miało pieniądze czy nie. Negatywna opinia może być dla placówki zabójcza.

Fundacja Familijny Poznań prowadzi 66 przedszkoli i szkół (ok. 1 500 dzieci) m.in.: w Poznaniu, Wrocławiu, Łodzi i Gdańsku

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów