A mogło być tak. Premier Tuska wraca wypoczęty po zimowym urlopie i bierze się za reformy. W między czasie harcownicy z Platformy okładają się mgłą smoleńską z PiS i ziobrystami. Czyli scenariusz znany Polakom.
Ale jest tak. Premier wraca i wybucha afera ACTA. To taka światowa odmiana rozwiązań amerykańskich, ale w wersji na cały świat. Oliwy do ognia dolały
USA. W czwartek FBI zamknęło znany serwis piracki MegaUpload, z którego codziennie korzystało 50 mln internatów z całego świata. W Nowej Zelandii zatrzymano jego właścicieli, przeszukania były w ośmiu krajach. Odebrano to jako pokaz siły. I tego pukania policji i FBI boją się nasi internauci. Bo z ACTA skorzystają głównie amerykańskie koncerny rozrywkowe, które będą domagać się przestrzegania praw autorskich na świecie. USA mogą naciskać na inne kraje, zwłaszcza słabo rozwinięte. A to mogłoby oznaczać koniec wolnego internetu.
Przez wiele miesięcy porozumienie ACTA było negocjowane przez rządy (także UE) w tajemnicy. W Polsce mało kto je czytał, zwłaszcza że polska wersja pojawiła się dopiero kilka dni temu. Co gorsza nasz rząd zgodził się na jej podpisanie w tzw. trybie obiegowym (co jest dopuszczalne), kilka dni przed końcem poprzedniej kadencji. To rozwścieczyło internautów. Jest czego się bać? Poznański adwokat Wojciech Wiza tłumaczy, że ACTA nie wprowadza nic nowego, czego by nie było w naszym prawie: ? nadal będzie można ściągać na swój użytek i oglądać seriale online, ? nie zakłada się budowy nowego narzędzia do śledzenia internautów i przesyłania danych, ? wciąż można podsyłać linki i je zamieszczać na Facebooku, ? nie będzie bez zgody polskiego sądu aresztowań na wniosek FBI.
Ale uwaga! Już dziś polskie przepisy pozwalają na:
- blokowanie stron naruszających prawo - decyduje sąd,
- wytaczanie procesów o odszkodowanie za nielegalne ściąganie plików,
- zatrzymywanie osób wrzucających nielegalne pliki do internetu,
- udostępnianie danych piratów prokuratorowi lub sądowi,
- usuwanie z sieci filmów nakręconych komórką na koncertach.
Wojciech Wiza pochwale jednak bunt internautów. Bo ACTA to tylko pierwszy krok, który wyznacza kierunek walki z piractwem. USA mogą żądać kolejnych ustępstw i zaostrzenia prawa. A to już może obyć groźne dla wolności w internecie.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl