http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lekcje sieciowej etykiety? A po co!

Alicja Bobrowicz
2012-01-24, ostatnia aktualizacja 2012-01-24 17:40

Coś tam było na jednej lekcji o ściąganiu. Nie pamiętam co - przyznaje czwartoklasista z Warszawy. Szkoła nie uczy dzieci, co wolno robić w internecie, a czego nie. MEN nie widzi potrzeby lekcji z etyki sieciowej


Fot. Z.S.2009
92 proc. polskich internautów ściąga za darmo pliki i wymienia się nimi - wynika z raportu "Obiegi kultury". Dwa lata temu, gdy płytę Kazika można było ściągnąć z pirackich serwisów na kilka dni przed oficjalną premierą, "Metro" przeprowadziło akcję wśród czytelników. Nazwaliśmy ją "Piractwo internetowe - za czy przeciw". Zorganizowaliśmy też debatę z udziałem Kazika, Muńka Staszczyka, Jurka Owsiaka, przedstawicielami internautów i rządu.

Jeden z głównych postulatów po tym spotkaniu brzmiał - mówmy w szkołach np. na lekcjach wychowawczych o wszystkich aspektach korzystania z sieci: co wolno ściągać, a czego nie, czym różni się odpowiedzialność karna od cywilnej, jakie zachowanie w internecie jest bezpieczne i moralne, a jakie naganne. Bo wszystkim nam potrzeba nauki sieciowej etykiety.

Dziś, przy okazji debaty o kontrowersyjnej umowie ACTA, widać, że według wielu internautów wolność w sieci rozciąga się też na wolność do pobierania nielegalnych treści.

MEN: No przecież ich uczymy

Ministerstwo Edukacji Narodowej nie widzi problemu. - Nie ma potrzeby wprowadzania odrębnych zajęć - czytamy w przysłanej "Metru" odpowiedzi. Bo uczniowie dostają informacje dotyczące ochrony własności intelektualnej podczas lekcji informatyki, wiedzy o społeczeństwie, na języku polskim, plastyce i muzyce.

Gdy dostaliśmy odpowiedź MEN, ręce nam opadły. Bo o ile wiemy - jeśli jesteśmy w błędzie, prosimy o sprostowanie - oprócz incydentalnych akcji nielicznych zapaleńców, w polskiej szkole nie ma komplementarnego, rozwiewającego prawne oraz etyczne wątpliwości i zauważalnego programu, który uczyłby dzieci legalnego korzystania z dóbr kultury w sieci, a nauczycieli - jak o tym rozmawiać z uczniami i jakie wzorce im przekazywać.

Uczniowie: Pani coś tam powiedziała

Zapytaliśmy uczniów, czego dowiedzieli się w szkole o dozwolonych zachowaniach w internecie. I nauczycieli - czy i jak o tym uczą.

Szymon, czwartoklasista z Warszawy: - Na pierwszej lekcji informatyki pani powiedziała, że nie wolno ściągać gier, muzyki i programów, bo można za to dostać grzywnę albo pójść do więzienia. Potem już nic o tym nie mówiła.

Marta, mama Szymona: - Czy się przejął? Skąd. Mówi, że przecież tata też ściąga i nic mu się złego nie dzieje.

Paweł, gimnazjalista z Olsztyna: - Coś tam mówili w szkole o ściąganiu, ale nie pamiętam co. Nudy.

Urszula Kasiak, nauczycielka informatyki z Gimnazjum w Sadownem (wieś w woj. mazowieckim): - Na informatyce, zgodnie z programem, przeznaczam dwie lekcje na tematy związane z piractwem w sieci. To mało, więc dodatkowo rozmawiamy o etyce na godzinie wychowawczej. Tłumaczę, że ktoś się napracował, żeby stworzyć muzykę czy film i pobieranie tego lub kopiowanie za darmo jest nieuczciwe. Nie straszę ich, rozmawiam.

- Stowarzyszenia, fundacje i publiczne ośrodki doskonalenia nauczycieli z własnej inicjatywy organizują warsztaty dla dyrektorów szkół i spotkania z prawnikami. Kolejnym krokiem powinno być opracowanie cyklu lekcji o etyce w sieci - mówi Elżbieta Bowdur, prezes Stowarzyszenia Komputer i Sprawy Szkoły.

Szkoła: Niech rodzice się tym zajmą

Alicja Bobrowicz: - Czy polska szkoła uczy tego, co w sieci jest legalne, a co nie?

Prof. Maciej M. Sysło, doradca ds. edukacji informatycznej w MEN, twórca programów nauczania: - Od IV klasy szkoły podstawowej uczy się dzieci pracy z materiałami pobieranymi z sieci, pojawiają się elementy prawa autorskiego (np. prawa do cytowania, konieczność podania źródła, własność treści).

A co z pobieraniem darmowych plików i wymienianiem się nimi?

- W szkole uczeń ma najczęściej dostęp tylko do legalnych zasobów. Na lekcjach przed komputerem spędza 3-4 godziny tygodniowo. A potem idzie do domu. Szkoła nie ma sposobu, by wpływać na to, co dziecko robi w sieci po zajęciach. To zadanie dla rodzica.

A może nauczyciele nie potrafią przekazać uczniom wzorców, bo nie mówią ich językiem i sami nie wiedzą dokładnie, co się dzieje w sieci.

- Ale co mogą mówić poza przekazaniem wiedzy np. z zakresu prawa? Mają straszyć?

Może przydałyby się dodatkowe zajęcia z "sieciowej etykiety"?

- Raczej powinno się to robić przy okazji, także podczas innych lekcji. Debata wokół ACTA to doskonała okazja. Problem tylko w napisaniu dobrego scenariusza lekcji, z którego mógłby skorzystać nauczyciel. Jest tak mało rzetelnych informacji, że chyba sam miałbym problem z opracowaniem takiego materiału.



Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos