http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak dostałem główną rolę

Piotr Guszkowski
2012-01-26, ostatnia aktualizacja 2012-01-26 16:35

" Moja łódź podwodna" to słodko-gorzka opowieść o dorastaniu chłopaka z niewielkiego miasteczka. Jego życie jest zwyczajne, ale sposób, w jakie Oliver na nie patrzy - niezwykły

Moja łódź podwodna
fot. zdjęcia promocyjne
Moja łódź podwodna
Nie każdy od razu polubi głównego bohatera błyskotliwego reżyserskiego debiutu Richarda Ayoade'a. Oliver Tate (świetny Craig Roberts) to nieco pretensjonalny i przemądrzały piętnastolatek, któremu wydaje się, że jest fajny. Tak naprawdę o szkolnej popularności może jedynie pomarzyć. I cóż, robi to! Jednocześnie Oliver całkiem dzielnie zmaga się z codziennością. A że świat postrzega w sposób filmowy, z łatwością przedstawia swoje perypetie widzowi, coraz bardziej zafascynowanemu losem ekscentrycznego chłopaka. Narrację ubarwia komentarzami i błyskotliwym humorem rodem z pierwszorzędnej angielskiej satyry.

Oliver obserwuje wzloty i upadki małżeństwa swoich rodziców, kibicując popadającemu w depresję ojcu w rywalizacji o względy matki z jej byłym facetem. Nieśmiało podkochuje się w Jordanie, niepokojącej koleżance z klasy, obsesyjnie myśli o utracie dziewictwa i - ku własnemu zaskoczeniu - jest coraz bliżej osiągnięcia celu. W ten sposób stawia pierwsze, jeszcze niezgrabne kroki w dorosłość, przeżywa pierwsze rozczarowania, a zarazem uczy się ponosić odpowiedzialność za błędy.

Niektórych do obejrzenia "Mojej łodzi podwodnej" zachęci fakt, że Ayoade wywodzi się z amatorskiego klubu teatralnego Footlights, do którego należeli nie tylko członkowie grupy Monty Pythona, ale też Hugh Laurie czy Emma Thompson. Ma również na koncie trochę teledysków (m.in. dla Arctic Monkeys). Wcześniejsze prace zdradziły jego zamiłowanie do chropowatego obrazu i wizualną wrażliwość, której pełny wyraz reżyser mógł dać w pełnym metrażu.

W swoim czarującym komediodramacie Ayoade wykracza poza granice typowej historii inicjacyjnej. Spogląda na Olivera trochę tak, jakby z perspektywy lat patrzył na samego siebie. Dodaje to filmowi nostalgicznego nastroju i intymności. Bohater fantazjuje na temat życia w konwencji filmu, a niektóre ze scen nawiązują do twórczości Françoisa Truffaut. Jednak od prostoty francuskiej Nowej Fali reżyser ucieka w stronę bardziej wyrafinowanych rozwiązań. Bawi się perspektywą, kontrastem barw (np. czerwony płaszcz Jordany), chociaż swój obraz zbudował głównie z kolejnych sprzeczności - jak szczeniacka miłość pełna wrogości do wszystkiego, co romantyczne.

Nie ma co się rozpisywać, "Moja łódź podwodna" to prawdziwa perełka i niewątpliwie jeden z najciekawszych debiutów zeszłego roku. Naprawdę warto.



Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów