Rzecznik grupy Animex (do której należą Morliny) Jacek Pawelczak przyznaje, że Polacy jedzą coraz mniej wołowiny. - Jeszcze niedawno myśleliśmy, że dobijemy do średniej europejskiej (ok. 15 kg rocznie), ale się nie udało - mówi.
Zapytaliśmy innego mięsnego potentata, spółkę Sokołów SA, czy również zrezygnuje z produkcji wołowiny. Stanisław Wierzbicki, wiceprezes zarządu ds. rozwoju, przyznał ostrożnie, że " sprzedaż nie jest taka, jakbyśmy oczekiwali, ale nie jest to powód do ograniczania produkcji", czyli akurat w Sokołowie nic się nie zmieni, co ucieszy smakoszy potraw z wołowiny i pracowników firmy.
Dane GUS potwierdzają, że nie jest to gatunek mięsa, który lubimy. Statystyczny Polak zjada tylko 2,4 kg wołowiny rocznie, prawie trzy razy mniej niż w 2000 roku (ponad 7 kg ) i sześć razy mniej niż dwie dekady temu (ponad 16 kg na głowę).
Co zastąpiło
pieczeń i bitki? Kurczaki i indyk, bo drób jemy na potęgę. Tu akurat tendencja jest odwrotna. W 1990 roku - zaledwie 7,5 kg rocznie, a w 2010 roku - 25 kg.
Dlaczego wolimy pierś z kurczaka niż zrazy? - Bo wołowina źle nam się kojarzy - mówi dr Agnieszka Jarosz z Instytutu Żywności i Żywienia - za komuny, kiedy brało się, co akurat pojawiło się w sklepie, czasem trzeba było ją gotować wiele godzin, taka była twarda. A potem pojawiła się choroba wściekłych krów i pod koniec lat dziewięćdziesiątych przestaliśmy jeść wołowinę. I do tej pory nic się nie zmieniło - tłumaczy.
Honoru wołowiny broni Grzegorz Grodzki, dyrektor Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego. - Wołowina jest po prostu za droga. Dobre mięso kosztuje ok. 30 zł za kg. Odkąd weszliśmy do Unii Europejskiej, cena wzrosła o 100 proc. (dlaczego?). To wina wysokiego kosztu produkcji. Krowę trzeba tuczyć przez 2 lata. Na kury i świnie potrzeba cztery razy mniej czasu. Ok. 80 proc. naszej wołowiny wysyłamy za granicę. To nie tylko kwestia spożycia, ale i ceny. Hodowca za krowę na
eksport dostaje tysiąc złotych więcej - tłumaczy.
Nasze wołowe jeździ więc po całym świecie. Oprócz krajów Unii, kupują je Turcy i kraje afrykańskie.
ale Big Mac się trzyma
Związek stara się namówić Polaków na jedzenie wołowiny, od dwóch lat promując modę na to mięso. Na stronie internetowej kampanii można znaleźć przepisy na proste wołowe potrawy. - Chcemy podpowiedzieć, jak przyrządzić proste dania typu bitki i
gulasz, żeby pokazać, że to zwykłe mięso, które można jeść codziennie - mówi Grodzki. Czy skutecznie? - Na razie trudno mówić o efektach - przyznaje. - Dopiero po 4-5 latach będzie można się o tym przekonać.
Kolejna edycja kampanii z wołowym w tle zaczyna się jesienią.
Może po prostu związek powinien wynająć mistrza kuchni, który potrafiłby zachęcić Polaków najpierw do poszukiwania w sklepach naprawdę dobrej wołowiny (i nie musi to wcale być polędwica), a potem do gotowania.
Optymistą jest McDonalds. - Nasz dostawca odbiera mięso od różnych kontrahentów, więc nawet gdyby jeden z nich przerwał produkcję, to poradzimy sobie. U nas nie widać, że Polacy jedzą coraz mniej wołowiny. Te dane nie przekładają się na sprzedaż hamburgerów - mówi Krzysztof Kłapa z McDonalds
Polska.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl