Sześciolatki miały iść do pierwszej klasy już we wrześniu tego roku, ale resort edukacji zorientował się, że w ciągu trzech lat nie przekonał do reformy rodziców - zaledwie co piąty zdecydował się na wysłanie dziecka do szkoły. Minister edukacji Krystyna Szumilas wyjaśniała, że kolejne dwa lata to czas dla samorządów na lepsze przygotowanie szkół. Dziś aż w 92 gminach (na 2479) nie ma w szkole ani jednego sześciolatka. A co w tym czasie ma zamiar zrobić MEN? - Chcę wykorzystać ten czas na upowszechnianie wśród rodziców informacji o korzyściach, jakie płyną z wczesnej edukacji - mówiła w Sejmie pani minister. Argumenty? Na razie brak. Trudno jednak przypuszczać, że rodziców przekonają np. słowa byłej minister edukacji. Katarzyna Hall przekonywała niedawno na łamach "Gazety Wyborczej", że późniejsze posłanie dziecka do szkoły to... dłuższe czekanie na wnuki.
Rodzice mają wybór Z Tomaszem Elbanowskim ze Stowarzyszenia Rzecznik Rodziców* rozmawia Alicja Bobrowicz
Sejm pozostawia wybór: pierwsza klasa czy zerówka na kolejne dwa lata? Jak zareagowali rodzice? Rodzice
dzieci z roczników 2006 i 2007 cieszą się, że nie będą skazani na szkołę. Ale rodzice młodszych dzieci są załamani. My z żoną mówimy naszej pięcioletniej córeczce, że wygraliśmy dla niej zerówkę i jednocześnie szykujemy się do walki o przedszkole dla jej rodzeństwa.
Co będzie się działo przez najbliższe dwa lata? Rodzice wybiorą zerówkę? Do tej pory ponad 80 proc. rodziców sześciolatków decydowało się na zerówkę i tak będzie nadal. Tym bardziej że zaufanie do reformy maleje. Przepisy ciągle się zmieniają, a chaos potęguje brak pieniędzy i coraz częstszą likwidację szkół.
Ale samorządy znów planują spotkania i akcje informacyjne dla rodziców, by przekonać ich do szkoły. Samorządom to się opłaca, bo na dzieci w szkole dostają pieniądze z subwencji. Ale rodzice widzą, gdzie dziecku jest lepiej. W przedszkolu ma dwóch nauczycieli, całodniową dobrą opiekę, spacery, trzy posiłki dziennie. W szkołach sześciolatki często trafiają do klas łączonych z siedmiolatkami, zajmuje się nimi jeden nauczyciel, rzadko albo wcale nie wychodzą na dwór. Zdarza się, że nie ma dla nich świetlicy, albo jest to poczekalnia, gdzie dzieci sadza się przed telewizorem. Rodzice zdążyli się też przekonać, jak przeładowana jest podstawa programowa dla 1 klasy. I że nauczyciele często nie są przygotowani do
pracy z młodszymi dziećmi. Te dwa lata to - jak tłumaczy MEN - czas dla samorządów, by nadrobiły zaległości i przygotowały szkoły...
Samorządy tną wydatki na oświatę bez sentymentów. Nawet w bogatej
Warszawie rezygnuje się ze stołówek na rzecz cateringu. Likwidowane są już nie tylko szkoły, ale i przedszkola. Nie będzie więc środków, by poprawić warunki nauki dla sześciolatków. Te dwa lata to czas, gdy rzeczywistość wymusi całkowite wycofanie się z reformy.
*Stowarzyszenie prowadzi m.in. akcję "Ratuj maluchy". Obywatelskim projektem ustawy, która cofa obniżenie wieku obowiązku szkolnego, zajmie się ponownie w połowie lutego Sejm. Rodzice zebrali pod nim 340 tys. podpisów.