http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zamach na stołówki

Alicja Bobrowicz
2012-01-31, ostatnia aktualizacja 2012-01-31 20:03

My odpowiadamy za uczenie, a wyżywienie dziecka to wasza sprawa. Prywatyzacja szkolnych stołówek to kolejny sposób miast, aby oszczędzić na oświacie. Tylko rodzice muszą płacić za obiady nawet o połowę więcej

ZOBACZ TAKŻE
Rodzice z warszawskiej Woli przekonali się o tym już w ubiegłym roku. - Te same kucharki i te same obiady. Tylko drożej - mówi mama czwartoklasisty ze szkoły podstawowej nr 25 na warszawskiej Woli. Za obiad syna płaciła do czerwca ub.r. 4 zł, a teraz 7 zł.

Rodzili płaci tylko za sam posiłek. Pensje kucharek i media opłacały dotychczas gminy. Ale szukając oszczędności, nie chcą tego dłużej robić. Zmuszają więc szkoły, aby wydzierżawiły kuchnię prywatnej firmie, a pracowników zwolniły.

- Konkurs wygrały panie, które wcześniej prowadziły kuchnię - mówi Tomasz Ziewiec, dyrektor wolskiej podstawówki.

Władze Woli zaoszczędziły w ten sposób 2 mln zł. Mokotów (zmiany wejdą w życie od września) chce zaoszczędzić 7,5 mln zł, Bemowo (które jeszcze nie zdecydowało) - 2 mln zł.

Urzędnicy próbują zagłaskać rodziców, przekonując, że ceny obiadów nie muszą wzrosnąć, jeśli, jak radzi Jacek Dierżanowski, rzecznik Mokotowa, dyrektor szkoły i rodzice będą wystarczająco twardo negocjować z prywatnym dzierżawcą stołówki.

To, że to zwykłe mydlenie oczu, przekonuje nas Piotr Zduńczyk, właściciel firmy PB Gastro, która działa na warszawskim rynku od 10 lat, a dziś prowadzi stołówki w czterech podstawówkach.

I przedstawia swoje wyliczenia:

To, za co do tej pory brała na siebie gmina (pensje pracowników, opłaty za prąd, wodę etc., razem ok. 13 tys. miesięcznie), to teraz zapłaci on. Ale jakby tego było mało, musi jeszcze płacić szkole około jednego tysiąca złotych czynszu za korzystanie ze stołówki. Dlaczego? Bo zgodnie z przepisami szkoła nie może udostępnić stołówki prywatnej firmie za darmo.

I to wygląda na dodatkowy skandal. Nie dość, że cena obiadów rośnie, to rodzic w ten sposób jeszcze dodatkowo dotuje szkołę. W tym przypadku dzierżawca zapewnia, że nawet gdyby czynsz był zerowy, to on nie obniżyłby stawek. A one wynoszą 6,80 zł za dwudaniowy obiad (dziś na Mokotowie i Bemowie taki obiad kosztuje zwykle 5 zł).

Różnicę w cenie już odczuli rodzice we Wrocławiu, który prywatyzuje szkolne kuchnie od trzech lat. Dziś już tylko w 30 szkołach działają kuchnie; 46 korzysta z cateringu. Średnia cena obiadu, gdy gotuje szkoła: 4-6 zł. Kiedy ma catering lub ajenta: 6-8,5 zł.

Ale jest sposób na zatrzymanie prywatyzacji szkolnych stołówek!

Udało się rodzicom w Starogardzie Gdańskim. Władze miasta, szykując pod koniec roku budżet, wykreśliły z niego 1,2 mln zł na stołówki. 30 kucharek miało stracić pracę, a gotować mieli ajenci. Rodzice wyszli na ulice i zaczęli zbierać podpisy w sprawie referendum o odwołanie prezydenta miasta.

- Mieszkańcy nie życzą sobie takich oszczędności. Nie ma więc tematu - mówi dziś Henryk Wojciechowski, wiceprezydent miasta.

Również w Szczecinie zaczęły się protesty. Władze odpuściły. - Tylko przyglądaliśmy się kosztom - zapewnia Robert Grabowski z biura prasowego szczecińskiego magistratu.

Jak zablokować prywatyzację szkolnej stołówki i podwyżkę cen obiadów? Pisz i dziel się radami: metro@agora.pl lub komentuj na fejsbuku.

Masz inny temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów