Fragmenty felietonów Wisławy Szymborskiej, które ukazały się w "Gazecie Wyborczej" od marca 2000 do września 2004 roku O książkach i czytaniu - Po staroświecku uważam, że czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła. (...) Homo Ludens z Książką jest wolny. (...) Pozwala sobie na czytanie zarówno książek mądrych, z których czegoś się dowie, jak i głupich, bo i one o czymś informują. Wolno mu jednej książki nie doczytać do końca, a drugą od końca zacząć i cofnąć się do początku. Wolno mu zachichotać w miejscu do tego nieprzewidzianym albo nagle zatrzymać się przy słowach, które zapamięta na całe życie.
O modzie damskiej i męskiej W modzie damskiej ładne jest to, co lansuje się obecnie, a brzydkie to, co jako ładne było lansowane parę lat temu. W modzie męskiej dobre jest to, co zmienia się dużo wolniej, dyskretniej, bez gwałtownych skoków.Czy kobiety są domatorkami z natury? Jeszcze do dzisiejszego dnia panuje przekonanie, że kobiety w odróżnieniu od mężczyzn są z natury domatorkami. Istotnie, w większości są, ale czy "z natury"? Domatorstwo kobiet to zjawisko stosunkowo późne, liczące zaledwie kilka tysięcy lat. Przedtem był długi, bardzo długi i splątany łańcuch tysiącleci, kiedy kobiety wspólnie z osobnikami płci odmiennej prowadziły życie wędrowne i nie mniej od nich przyczyniały się do rozpoznawania i opanowywania świata. Czyżby ten niezmierzony łańcuch czasu nie zostawił żadnych śladów w naszej dzisiejszej psychice?
O podróżach Wielkich wypraw odbywać nie lubię - co nie znaczy, że nie mam zrozumienia i podziwu dla kobiet, które wdrapują się na jakieś straszne góry, nurzają się w dżunglach i morskich głębinach albo z własnej nieprzymuszonej woli przeskakują przez lodowe szczeliny. Ale największą atencję żywię dla tych przedstawicielek płci podobno słabej, które, aby zaspokoić swą ciekawość świata, musiały z wielką determinacją łamać obyczajowe tabu.
O ślimaku Moim ulubieńcem jest popularny ślimak winniczek. Gatunek ten ma jednak samobójczą skłonność do przepełzania w poprzek szos. Jednego ryzykanta zapamiętałam szczególnie, bo miał dwie igiełki modrzewia przylepione do skorupki. Zdążał do drugiego brzegu szosy, co mu zajęło cały dzień od świtu do zmierzchu. Na szczęście szosa nie była tego dnia ruchliwa i jakoś mu się udało. Ale nazajutrz - co widzę? Mój winniczek lezie z powrotem. I to dokładnie w kierunku miejsca, z którego wczoraj wystartował. Tym razem już się zdenerwowałam i przeniosłam go na trawę. Nie byłam jednak pewna, czy od tej chwili uzna swój rekonesans za zakończony i da już sobie spokój ze śmiercionośnym asfaltem. Przebywałam w tamtej okolicy jeszcze kilka dni, ale pewien odcinek szosy omijałam szerokim łukiem. Jak radziła mi kiedyś ciocia Kazia - nerwy trzeba oszczędzać.
O plotkach Kiedyś wracaliśmy we dwoje z kina. Był piękny wieczór, gwiazdy świeciły wyraźnie, toteż przystanęliśmy na trochę i zaczęliśmy sobie pokazywać, gdzie Wielka Niedźwiedzica, a gdzie Mała i czy tamto, nieco większe i jaśniejsze, to Mars czy raczej Wenus. Po chwili okazało się, że za nami stoi już spora i wciąż powiększająca się grupka ludzi, którzy też sobie coś z ożywieniem pokazują. Nazajutrz zaczęła krążyć po
Krakowie wieść, że nad miastem przelatywało UFO, i że na łączce opodal Lasku Wolskiego jest jeszcze zryta ziemia jako dowód lądowania. No cóż, historyjka zabawna, ale i trochę zasmucająca. Bo czy doprawdy trzeba aż wiary w UFO, żeby czasem przystanąć i spojrzeć na niebo? Przecież i bez tego niebo to największa sensacja, jaką nam życie zaoferowało... Nie wiem, czy w nowym milenium ludzkość stanie się lepsza. Ale niektórzy z nas mają tę szansę...
Fragmenty felietonów Wisławy Szymborskiej, które ukazały się w "Gazecie Wyborczej" od marca 2000 do września 2004 roku Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl