http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Samoleczenie czyści nam kieszenie

Anita Karwowska
2012-02-08, ostatnia aktualizacja 2012-02-08 20:24

Ministerstwo Zdrowia chwali się, że dzięki ustawie refundacyjnej państwo zaczęło oszczędzać. Najszybciej odczuli to pacjenci, którzy na leki w aptekach wydają coraz więcej

Bartosz Arłukowicz
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Bartosz Arłukowicz
ZOBACZ TAKŻE
Eksperci z firmy badawczej IMS Heath podliczyli, ile wydaliśmy na leki w zeszłym roku i jakie pieniądze zostawimy w aptekach teraz. Z tej analizy wynika, że coraz więcej wydajemy na łatwo dostępne leki bez recepty - w ub.r. o ponad 500 mln zł więcej niż w 2010 r. (8 mld zł). I są to nie tylko suplementy diety (np. witaminy), środki odchudzające czy specjalistyczne kosmetyki, ale także coraz częściej silnie działające leki, których baliśmy się kiedyś stosować bez zaleceń lekarza. Wśród nich są leki przeciwbólowe bez recepty, na które wydaliśmy w zeszłym roku rekordową kwotę 1,1 mld zł (wzrost o 8 proc.). Niemal tyle samo na środki łagodzące choroby żołądkowe (wzrost o 7 proc.) i ponad 700 mln zł (wzrost o 13 proc.) na dostępne bez recepty leki na choroby sercowe. Lekarze biją na alarm.

- Samoleczenie jest niebezpieczne. Usypia czujność pacjenta - ostrzega dr Paweł Grzesiowski z Instytutu Profilaktyki Zakażeń. - Na przykład leczenie bólu brzucha przy pomocy dostępnych bez recepty środków może doprowadzić do tego, że chory zignoruje pierwsze objawy nowotworu, bo nie skonsultuje się na czas z lekarzem - tłumaczy. I podkreśla, że na własną rękę leczylibyśmy się rzadziej, gdybyśmy mieli łatwiejszy dostęp do lekarzy.

Problem będzie narastać, bo według ekspertów rynek leków bez recepty w tym roku jeszcze się rozrośnie. Firmy farmaceutyczne agresywnie walczą o klientów, prześcigając się we wprowadzaniu do aptek (ale i zwykłych sklepów, gdzie coraz częściej można kupić leki) coraz to nowocześniejszych medykamentów. - Wielką rolę odgrywają też telewizyjne reklamy. W ocenie widzów są wiarygodne, więc im ulegają. Nawet gdy to, co pojawia się w reklamie, nie jest prawdą. A często nią nie jest - mówi dr Marek Jędrzejczak, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

IMS Health potwierdza, że w tym roku na leki bez recepty wydamy rekordowo dużo. Nowe przepisy spowodowały bowiem, że firmy farmaceutyczne na lekach refundowanych mogą zarobić mniej niż do tej pory (NFZ nie może wydać na refundację więcej niż 17 proc. swojego budżetu, poza tym z listy zniknęło wiele medykamentów).

- To świadoma polityka państwa, by coraz więcej leków przerzucać na półkę pełnopłatnych. Nie chodzi o to, by zreformować rynek leków, tylko o to, by ratować budżet - ocenia dr Grzesiowski. Potwierdzają to wyliczenia ekspertów: po zmianach na liście refundacyjnej pacjenci dopłacą do leków o 300 mln zł więcej niż wcześniej. Tymczasem NFZ zaoszczędzi ponad 700 mln zł.

Jeśli cen nie podniosą nawet producenci, to zrobią to apteki, które już straciły na nowych przepisach (bo ustawa narzuca im sztywną marżę na leki refundowane). Zresztą cenami żonglują już teraz. Sprawdziliśmy to w środę na popularnym leku na kolkę dla niemowląt - Delicol. W aptece tradycyjnej w Warszawie trzeba było zapłacić za ten specyfik niespełna 50 zł, zaś w internetowej 25 zł. - Tak wielkiej różnicy nie da się niczym uzasadnić - przyznaje dr Jędrzejczak z samorządu aptekarskiego.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Źródło: Dziennik Metro
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów