http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dziewczyno! Odezwij się!

Tomasz Kurowski
2012-02-08, ostatnia aktualizacja 2012-02-08 20:27

Spłukałem się, ale jestem szczęśliwy - pisze na fejsie Grzesiek, który w poszukiwaniu miłości swojego życia powiesił billboard w Białymstoku


Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
To jest naprawdę romantyczna historia. Chyba każdy facet spotkał kiedyś na ulicy piękną nieznajomą, od której nie mógł oderwać wzroku. A potem jeszcze przez kilka dni nie mógł przestać o niej myśleć. Ale ilu zdecydowałoby się szukać jej na billboardach i w internecie?

Grzesiek Grzybek spotkał niesamowitą piękność w pijalni czekolady Wedla przy białostockim rynku. Urok dziewczyny odebrał mu mowę. - Była niezwykła. - wspomina. - Najbardziej zapamiętałem twarz: wielkie oczy i jasną cerę. Szatynka, chyba w moim wieku - dwadzieścia kilka lat. Trochę ze mnie kretyn, że nie podszedłem - dodaje.

To było w ubiegłą środę. W piątek na YouTube Grzesiek wrzucił film, na którym prosi o pomoc w odszukaniu dziewczyny. - Chciałbym, żebyście pomogli mi ją znaleźć. Bardzo na was liczę - mówi do kamery. Apel umieścił też na swoim profilu na Facebooku. Jednak nie poprzestał na tym. W centrum Białegostoku zawisł billboard: "Dziewczyno w czerwonej sukience!!! Byłaś 1 lutego o 18 w Wedlu. Odezwij się, proszę!!!". Na dole imię i numer telefonu. Tysiące ludzi na facebooku dzieli się linkami z apelem Grześka.

To przypieczętowało lawinę. Grześka telefony nie przestają dzwonić (ma dwa numery: na jeden dzwonią w sprawie billboardu, na drugi znajomi). - Nie spodziewałem się takiego odzewu - mówi. - Myślałem, że skontaktuje się najwyżej kilkaset osób, a film na FB ma już ponad 5 tys. odsłon! Spodziewałem się masakry i gimnazjalnych komentarzy pod apelem. A tu pisze masa ludzi, i nic negatywnego. Często sobie ze mnie żartują, ale życzą powodzenia. Czuję duże wsparcie. Dzwoni dużo dziewczyn, też zdjęcia i dużo esemesów. Głupio facetowi mówić takie rzeczy, ale głos mi drży. Chyba już do końca życia będę popełniać dobre uczynki - śmieje się.

Billboard razem z drukiem planszy i powiększeniem kosztował tysiąc złotych. Grzesiek przyznaje, że nadszarpnęło to jego budżet. Dodatkowo musiał się nauśmiechać i nachodzić, żeby tak szybko się pojawił. Ale jest szczęśliwy. My przyłączamy się do apelu Grześka: Dziewczyno! Odezwij się!

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Źródło: Dziennik Metro
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy