Sytuacja nr 1 : Było już Grono, Myspace, Nasza-klasa,
Facebook, a teraz czas na Pinterest. To teraz najszybciej rosnący serwis społecznościowy na świecie. W skrócie działa tak: wrzuca się fajne zdjęcia na nasz profil i chwali się znaleziskami przed całym światem. Nieważne, kto jest autorem, czyj jest pomysł, ważne, że nam się podoba. Nie zważając na prawa autorskie, bierzemy, co chcemy. Pinterest udostępnia miejsce, a my tworzymy zbiory.
Sytuacja nr 2: Redaktorka serwisu Lula.pl Natalicious na swoim
blogu opisała historię artystki z Atlanty Tori LaConsay. Tori, chcąc uhonorować swoich sąsiadów, stworzyła dla nich w 2008 r. billboard z napisem "You Look Nice Today" i małym serduszkiem pod spodem. Zdziwiła się, gdy w 2012 r. znalazła w sieci
H&M produkty z logo, które było niemal identyczne jak jej pomysł (nie ma kropki na końcu zdania). Naciskany zewsząd gigant przyznał, że inspirował się
pracą LaConsay, a towary z linii Home znikły ze strony H&M.
Sytuacja nr 3: Wielki koncern robi koszulki z projektem znalezionym na Pinterest, który został znaleziony na stronie x, a który jest inspiracją
pracy nieznanego blogera, z drugiego krańca świata. Kto w tym momencie został okradziony, kto ukradł i kto powinien komu zapłacić. Na szczęście sytuacja nr 3 jest czysto hipotetyczna, choć niewykluczone, że za chwilę do niej dojdzie.
Nad tym wszystkim unosi ACTA. Walka o wolność internetu i możliwość nieograniczonego korzystania z jego zasobów według protestujących nie powinna mieć granic. Granicę widzą wtedy, gdy ktoś się nami zainspiruje, skopiuje lub zremiksuje.