- Patrząc na to, co się dzieje, zastanawiam się, co by pani powiedziała. Pewnie podejrzewałaby pani, że ci wszyscy ludzie są tutaj przypadkowo, że tylko coś ich zatrzymało w drodze na jakiś mecz. A może sparafrazowałaby pani własny, często cytowany wiersz i powiedziała z błyskiem w oku "No! Ksiądz istny Seweryn" - mówił we wspaniałej mowie pożegnalnej Michał Rusinek, pierwszy sekretarz zmarłej poetki i jej wielki przyjaciel.
Na wczorajszy pogrzeb noblistki przyszło ponad osiem tys. osób. Był prezydent i premier, marszałek sejmu, minister kultury i przyjaciele. Uroczystości pożegnania zaczęły się od dźwięku
piosenki "Nic dwa razy się nie zdarza" do wiersza noblistki, który popłynął z wieży mariackiej w południe zamiast tradycyjnego hejnału. Przechodnie na krakowskim Rynku zatrzymali się, oddając hołd artystce.
Muzyka towarzyszyła również podczas składania urny z prochami do grobu. Z głośników popłynęły ulubione dźwięki Szymborskiej -
Ella Fitzgerald. Pewnie słucha pani teraz Fitzgerald, paląc papierosa i pijąc kawę - mówił Rusinek, żegnając przyjaciółkę. Tłumaczył się z tłumów, których na co dzień poetka unikała: - Mam nadzieję, że nie ma pani nam tego za złe. Jest tu tylu ludzi, bliższych i dalszych, którzy wiedząc o pani niechęci do wielkich słów, nigdy nie odważyli się powiedzieć pani wprost, jak bardzo są wdzięczni za pani obecność, za pani słowa - te poetyckie i te codzienne, za poczucie humoru, za ciepłą i cierpką ironię. I jedyny taki na świecie uśmiech.
- Nie jest łatwo żegnać poetkę, noblistkę, damę Orderu Orła Białego, bo wiemy, że nie ceniła sobie oficjalności, że żałowała czasu na ceremonie. Chciała mówić i uczyła nas tak, jak mówi zwykły człowiek: prosto, krótko, szczerze, ale nie kryjąc własnych uczuć i emocji - mówił prezydent Bronisław Komorowski.
- Wisława Szymborska wybrała taki sposób mówienia, który nigdy nie prowadził do gadulstwa, tylko do mądrości.
Była zawsze zwięzła, nawet w przemówieniu noblowskim, które było nieco za krótkie i musiało być uzupełnione lekturą wierszy. Była poetką dyskretną, ironiczną, niekiedy tragiczną, ale to właśnie jest humanizm - mówić odważnie, także nad przepaścią, nie pozwalać sobie na wygodną, a nieraz modną rozpacz, znajdować pociechę w czymś, co nie ma nazwy, co kryje się w wielkiej sztuce, w wielkiej literaturze, w ludzkiej duszy i w ludzkim rozumie - żegnał przyjaciółkę w imieniu środowiska literackiego poeta Adam Zagajewski.