We wtorek wieczorem 23-letni Bartłomiej Waśniewski i jego
rodzice zasiedli przed telewizyjnymi kamerami. Od ojca Madzi usłyszeliśmy, że nie ma do żony żalu o to, co się stało. Ma żal, że niczego mu nie powiedziała. Dowiedzieliśmy się, że Katarzyna była skryta, trudno było do niej dotrzeć, zdarzało jej się zachowywać agresywnie.
Kolejne dni to dorzucanie detali, odkrywanie przed publiką szczegółów z życia rodziny. Babcia zdradza, że nie dogadywała się z synową, że w ich relacji były zgrzyty, że dziewczyna była zamknięta w sobie. Opowiada, jak dziewczyna pokłóciła się z nią, zostawiła małą na 10 dni i przeprowadziła się do matki. Rodziców Katarzyny w mediach nie ma. - Mama Kasi nie jest w stanie rozmawiać, cały czas płacze. Z ojcem jest ciężki kontakt, bo on rzadko kiedy jest trzeźwy - tłumaczyła wczoraj dziennikarzom tvn.24.pl mama Bartosza.
Na forach trwa dyskusja: co jest nie tak z tą rodziną? Czy teściowa zaszczuła Katarzynę? Po co opowiadają to wszystko przed kamerami?
O próbę odpowiedzi na te pytania poprosiliśmy Urszulę Sajewicz-Radtke, psychologa rodziny ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
Psycholog słucha wypowiedzi rodziny Madzi i myśli... ... że fachowcy z centrum interwencji kryzysowej z Sosnowca robią dobrą robotę.
Jak to? - Ci ludzie są zrównoważeni i wyciszeni. Przeżywają traumę: nie żyje ich córka i wnuczka, ale potrafią o tym mówić. Pojawiają się emocje, szczególnie u babci, ale potrafią je powściągnąć. Nie wpadają w histerię. I nie zachowują się sztucznie. To, co mówi ten młody chłopak: "nie da się przestać kochać w 3 dni", jest bardzo dojrzałe. Także to, że żadne z nich nie mówi o winie, raczej o emocjach. Czuję, że ktoś pomaga im układać sobie to nieszczęście, myśleć nad nim. Widać też, że się wspierają.
Mówią: „murem stoimy za detektywem”. Dlaczego? - Widzą w nim pewnym sensie wybawcę i mają dług wdzięczności. Bartosz mówi: "gdyby nie detektyw, może za dziesięć lat ciągle szukałbym córki". Policjanci mówią, że oferowali rodzinie pomoc psychologa. I ja w to nie wątpię. Ale co innego oferować pomoc, co innego po prostu z rodziną być. Jestem w szoku, porwano mi
dziecko i ktoś mnie pyta: "czy chce pani psychologa?". Nie wiem, chcę tylko, żeby moje dziecko się znalazło.
Czy to nie dziwne, że stale są w mediach? Niektórzy mówią: "gwiazdorzą". - Wątpię, żeby robili to dla sławy. Są otwarci, ale raczej po to, aby wyjaśnić sprawę. W szczególnej sytuacji jest matka Bartosza. Na jej syna padł cień podejrzeń, ludzie spekulują: wiedział, nie wiedział. Jej zależy na tym, żeby sprawa była czysta. Walczy o swoje dziecko. A on może czuć, że ludziom, których wcześniej prosił o pomoc w znalezieniu dziecka, należą się od niego wyjaśnienia.
Ale teściowa przy okazji rysuje obraz synowej - czarnej owcy. I zdradza szczegóły ich relacji. - A może zwyczajnie próbuje sama sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego stało się to, co się stało? Nazywa po imieniu sygnały, których wcześniej nie widziała.
Ale pokazuje też, że jej relacja z synową nie była za dobra. Może do końca nie akceptowała wyboru syna? - Napięta sytuacja między teściową a synową to standard, tak się dzieje w 80 proc. rodzin. A tu dysponujemy tylko strzępkami informacji. Młodzi, w których życiu pojawia się dziecko. Nie wiemy, czy planowane. Silna więź między chłopakiem a jego rodzicami. Jej sytuacja rodzinna nie do końca jasna, ale słyszymy, że trudna. To wszystko składa się w całość. Ale konflikt nigdy nie jest jednostronny. A my nie znamy relacji tej kobiety. Nie możemy ferować wyroków. To tylko hipotezy.
To co o tym wszystkim myśleć? - Widzę szerszy problem, w Polsce to temat tabu. Depresja poporodowa dotyka wielu kobiet. Przez pierwsze miesiące dziecko jest badane i oglądane na wszystkie strony. Na kobietę nie zwraca się uwagi, bo każda z nas ma od razu być świetną, kompetentną matką. Tu słyszę, że Katarzyna była smutna, zamknięta w sobie, mechanicznie zajmowała się dzieckiem. Mąż pracuje, z teściową nie ma kontaktu, nie wiemy jakie wzorce wyniosła z domu, nie wiemy, czy miała wsparcie matki. To się może składać w sytuację depresyjną. Ale, żeby było jasne, nie chcę tłumaczyć zachowania tej kobiety, bo zwyczajnie nie mam wiedzy, aby stawiać diagnozę.
Tych, którzy są przekonani, że w tej rodzinie działo się coś patologicznego, drastycznego, ponosi wyobraźnia? - Być może. Szukamy sensacji, a tej rodzinie potrzeba teraz przede wszystkim spokoju. Oni muszą pożegnać się z dziewczynką i zacząć żałobę. Dla "Metra": Prof. Krystyna Popiołek, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Katowicach: - Odpowiedzieć na pytanie, co się dzieje z tą rodziną, mogą tylko psychologowie, którzy z nią pracują. My dostajemy obraz zniekształcony. To, co mówią nam członkowie rodziny, jest skażone mediami. Przed kamerami każdy trochę
gra, pozuje na kogoś innego, lepszego, i to zupełnie naturalne. Już nie śledzę tego, bo wrzawa wokół sprawy wywołuje egzaltację i jakąś niezdrową histerię wokół rodziny, która ma problem. Widać, że relacje w niej są zaburzone. To musiał być proces, to narastało. Dziewczyna mogła się czuć zaszczuta, nie radzić sobie z małym dzieckiem, które - jak słyszymy - dużo chorowało. Bez wsparcia własnej matki i teściowej, z którą nie miała dobrej relacji. Ale, podkreślam, bez badań, rozmów, nic mądrego nie wymyślimy. Pozostaną hipotezy. Tylko komu i w czym takie hipotezy mogą pomóc?
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl