Opozycja i związki zawodowe chcą, by Polacy w referendum zdecydowali o podniesieniu wieku emerytalnego do 67. roku życia. Wniosek NSZZ "Solidarność" poparło ponad milion osób, SLD w ciągu trzech dni zebrało ok. 50 tys. podpisów. Zapał inicjatorów referendum zwiększył się jeszcze po opublikowaniu najnowszego sondażu SMG/KRC dla TVN24, w którym 81 proc. Polaków opowiedziało się przeciwko takiej reformie, a 61 proc. poparło pomysł referendum. Sprzeciwia się rząd. Premier Donald Tusk przyznał w piątek, że reforma jest bolesna, ale "w interesie dobra publicznego".
Proponowanie rozstrzygania politycznych sporów przez ogólnokrajowe głosowanie ostatnio robi w Polsce karierę. W zeszłym roku PiS próbował zebrać podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie komercjalizacji szpitali, SLD proponowało referendum w sprawie budowy w Polsce elektrowni atomowej. Zaś w tym roku - oprócz sprawy emerytur - obywatele (a pomysł popiera także opozycja) zbierają podpisy pod referendum ws. ACTA. Skąd tak duża popularność demokracji bezpośredniej?
Anita Karwowska: - Zwolennicy przeprowadzenia referendum w sprawie przedłużenia wieku emerytalnego przekonują, że to najbardziej demokratyczny sposób załatwienia sprawy. Przeciwnicy twierdzą, że to polityczna demagogia. Dr Rafał Chwedoruk, politolog z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego: - Przeciwnicy dodają też, że kwestia, którą mielibyśmy rozstrzygnąć w tym referendum, jest zbyt skomplikowana, by oddać głos narodowi. Ale przykłady z innych państw pokazują, że da się w ten sposób rozstrzygnąć trudne kwestie z zakresu gospodarki i ekonomii, np. Włosi wypowiadali się niedawno w referendum na temat energetyki jądrowej, a Anglicy o skomplikowanym systemie wyborczym. W Niemczech opozycja coraz głośniej domaga się tego, by najważniejsze sprawy rozstrzygać właśnie w ten sposób.
- Wiadomo, że ostatecznie o tym, czy referendum się odbędzie, decyduje większość parlamentarna, która w tym przypadku jest takiemu głosowaniu przeciwna. Czy można więc w ogóle wskazać modelowe sytuacje, w których referendum jest najlepszym rozwiązaniem? - Główna zasada oczywiście jest taka, że głosowanie zarezerwowane jest dla najważniejszych dla kraju spraw, tak jak było w przypadku przystępowania Polski do Unii Europejskiej. Referendum stosowane powinno być także w sytuacji, gdy państwo stoi przed ważną decyzją, a opinie w tej sprawie rozkładają się po równo. Trzecia sytuacja to taka, kiedy okazuje się, że poglądy społeczeństwa są bardzo odległe od zamierzeń rządu. Idealnie pasuje to obecnej sytuacji, bo przecież w sondażach reformie emerytalnej proponowanej przez Donalda Tuska sprzeciwia się 80 proc. Polaków.
- Mamy więc konflikt dwóch wartości: w demokracji społeczeństwo powinno mieć prawo głosu, ale jednocześnie mamy też rząd, który demokratycznie wybraliśmy po to, by przeprowadzał trudne reformy, których potrzebujemy, ale które są dla nas bolesne. - Może nie musiałoby do takiego konfliktu dojść, gdyby zamiarom rządu towarzyszyła merytoryczna debata. Raz już zaskoczono nas z
OFE, bo też nikt z nami tego nie konsultował [rząd zdecydował o zmniejszeniu składki do funduszy emerytalnych na rzecz ZUS - red.]. Teraz jesteśmy więc bardziej wyczuleni na to, by decyzje związane z naszymi pieniędzmi i przyszłością nie były nam komunikowane, ale by były poważnie dyskutowane.
- Pod wnioskami o referendum w sprawie reformy emerytalnej zebrano już ponad milion podpisów. Ludzie, którzy się podpisują, wierzą, że mogą mieć wpływ na polityków, czy raczej chcą zaakcentować swój sprzeciw? - Demokracja składa się także z gestów i źle byłoby, gdyby nie można z nich korzystać. Ktokolwiek o referendum wnioskuje, musi zdawać sobie jednak sprawę, że jego wynik - jeśli dojdzie do skutku - jest dla ustawodawcy wiążący. Oznacza to, że inną - konkretną i akceptowaną społecznie - propozycję przeprowadzenia takiej reformy odpowiedzialna opozycja musi jednak mieć.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl