Wypłynął, kiedy pomógł rozwikłać zniknięcie małej Madzi z Sosnowca. Był we wszystkich telewizjach. Stał się też królem tabloidów. Niektórzy dziennikarze czekali na telefon od niego z gorącym newsem. Wydawało się, że po odkryciu tajemnicy matki telenowela a la Rutkowski skończy się. Ale nic z tego.
We wtorek gruchnęła informacja, że jego ludzie z Rutkowski Patrol przeprowadzili w poniedziałek akcję w stolicy Niemiec. - Czterej mężczyźni z oznaczeniami Rutkowski Patrol próbowali wciągnąć młodą kobietę do limuzyny - opisuje tabloid "BZ". Polka, 21-letnia Monika, wyrwała się mężczyznom w kominiarkach i kamizelkach kuloodpornych (to opis z kolejnej relacji) i uciekła do domu. Jej mąż wezwał policję. Według berlińskiej prasy ludzie Rutkowskiego działali na zlecenie ojca Moniki, który ma być niezadowolony z jej ślubu z poznanym kilka miesięcy wcześniej w Polsce 20-letnim Stanisławem.
Rutkowski tłumaczył (z Polski) portalowi TVN24, że jego ekipa była w Berlinie, bo rozpracowywała grupę Romów, złodziei samochodów, że współpracował z policją.
I tłumaczyć będzie się dalej. Do prokuratury w Sosnowcu zgłosił się detektyw Marek Doniewicz z Wrocławia, zarzucając Rutkowskiemu bezprawne działanie. - Łamie prawo i na przestępstwie buduje wizerunek. Oglądam go w telewizji, gdy bez cienia autorefleksji opowiada o swoim wyczynie i szlag mnie trafia - tłumaczy lokalnej "Gazecie Wyborczej" Doniewicz. - To kapuś. Nie ma osobistych sukcesów, więc denuncjuje kolegów - ripostował po swojemu Rutkowski w "Dzienniku Zachodnim". Nie boi się, bo zlecenie ws. Madzi (a tego dotyczy doniesienie) dostało jego biuro doradcze, które nie stosowało znanych policji metod śledczych, a oparło się na "doświadczeniu intelektualnym".
PS. Berlińska policja zaprzecza, że współpracowała z Rutkowskim i zarzuca mu próbę porwania kobiety. Twierdzi, że nie było też żadnego gangu Romów. Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl