Normą stało się, że po
rozmowach kwalifikacyjnych pracodawcy nie oddzwaniają do kandydatów. Przeczytajcie, jak polskie firmy potraktowały naszych rozmówców. Za granicą to niedopuszczalne. Brak szacunku czy brak obowiązujących standardów podczas rekrutacji?
Oddzwoniły dwie firmy na dziesięć Tomek, 33 lata, grafik komputerowy z Warszawy. - Pracowałem w agencji reklamowej (kilka tysięcy złotych), dodatkowo klepałem zlecenia. Żona jest redaktorką, pracuje w domu, mamy dwuletnią córę. W zeszłym roku skoczyliśmy na głęboką wodę: wzięliśmy kredyt, rodzina się dołożyła i kupiliśmy duże mieszkanie w centrum. Przed świętami z dnia na dzień straciłem pracę.
Byłem na dziesięciu rozmowach kwalifikacyjnych, głównie w agencjach reklamowych. Na każdą szedłem z gotowym projektem zrobionym pod profil danej firmy. Przygotowywałem go przez kilka dni, żeby pokazać, co potrafię.
Zawsze słyszałem: zadzwonimy do pana, gdy skończymy rekrutację. Odezwały się tylko dwie firmy.
Gdy nie ma informacji zwrotnej, czujesz się jak niepotrzebny frajer. Przestałem spotykać się ze znajomymi, planować przyszłość. Tylko czekałem na telefon albo na maila: zatrudnią mnie, czy nie. W końcu dostałem pracę w korporacji, ale nigdy nie zapomnę tej deprechy. Firmy, które nie oddzwaniają, niszczą czyjeś życie. Po ludzku, tak się nie robi.
Kryzys? Nie, brak kultury! Marcin, 28 lat, socjolog z Gdańska. - Kilka lat temu dostawałem odpowiedzi po każdej rozmowie kwalifikacyjnej Teraz pracodawcy nie odpowiadają, a brak kultury tłumaczą kryzysem.
Szukam pracy w marketingu, chcę dwa tysiące na rękę i umowę. Z trzech tysięcy dawno się wyleczyłem. Wyprzedaję, co mam, na Allegro, wynajmuję mały pokój, akurat na łóżko i biurko. Wegetacja, nie życie.
Na początku po każdej rozmowie kwalifikacyjnej bardzo się przejmowałem: jak wypadłem, jak mnie ocenią? Najczęściej potem zapada cisza. Nie przychodzi nawet takie minimum jak mail: dziękujemy, ale nie jesteś osobą, której szukamy. Człowiek czuje się bezwartościowy.
Ostatnio na rozmowie wałkowali mnie przez 1,5 godziny, czułem że im pasuję, pod koniec byłem wyluzowany i pewny siebie. Obiecali, że w ciągu tygodnia się odezwą, minęły 2 miesiące i nic. Przecież taka rozmowa zobowiązuje obie strony. Mnie, żeby się przygotować, ich żeby dać znać. Buce bez empatii.
Z Holandii odpisują. Z Polski - nigdy Ola, 30 lat, ogrodnik. - Po 10 latach pracy na własny rachunek musiałam zamknąć firmę (ledwo wystarczyło na ZUS) i wrócić do rodziców. Przez rok wysłałam kilkaset CV do szkółek ogrodniczych, agencji reklamowych, wydawnictw itp. Kiedy wysyłam CV i
listy motywacyjne, to już nawet nie liczę na odpowiedź. Ale rozmowa kwalifikacyjne to co innego. Zawsze czekałam na jakąś odpowiedź. Najczęściej nie dostawałam. Nie jestem warta nawet informacji: nie, dziękujemy?
Teraz aplikuję do firm ogrodniczych w Holandii, Belgii i Norwegii. Jestem w szoku, na każdy list przychodzi odpowiedź. Każdy list jest pisany konkretnie do mnie, odnosi się do moich kompetencji. Dyrektor Muzeum Botanicznego w Bergen odpisała, że na razie nie ma dla mnie pracy, ale popyta wśród znajomych i jak coś się pojawi, najpewniej wiosną, to się odezwie. Wierzę, że tak się stanie. Szkoda tylko, że będę musiała wyjechać.
Podcinanie skrzydeł Ania, 28 lat, psycholog, account manager w agencji reklamowej. - Po pięciu latach pracy w agencji reklamowej zarabiałam 6 tys. zł miesięcznie (oficjalnie minimalną krajową, resztę pod stołem). Ale czułam, że praca w reklamie mi nie odpowiada i w końcu złożyłam wypowiedzenie. Myślałam, że znalezienie nowej pracy potrwa ze trzy miesiące, na tyle odłożyłam kasę. A jestem bez roboty od 10 miesięcy. Znów zaczęłam szukać w reklamie.
Po pierwszej rozmowie zaprosili mnie na dwa dni próbne. Ale zatrudnili kogoś, kto przyprowadził im dużego klienta. Nie podcięło mi to skrzydeł, bo wiedziałam, że zadziałał czynnik biznesowy, a nie moje kompetencje.
Rozmowa w kolejnej, małej agencji - zadzwonimy w ciągu tygodnia. Tydzień i cisza, więc do nich napisałam z pytaniem, co i jak? Minął miesiąc i nie ma odpowiedzi. A mnie spada wiara w siebie. Człowiek wypada ze społecznego kontekstu i nie wie, jak wrócić.
Pracodawcy tłumaczą swoje zachowanie Dlaczego się nie odzywacie się do ludzi, których zaprosiliście na rozmowę kwalifikacyjną - zapytaliśmy pracownicę odpowiedzialną za rekrutację w jednej z opisanych agencji reklamowych. Spontaniczna odpowiedź: - To przecież pracownikowi powinno zależeć na informacji, nie nam. Powinien się dopytywać, wydzwaniać, pisać maile.
Potem zastanowiła się i poprosiła o telefon za godzinę. Wtedy mówiła już inaczej: - Błąd i zaniedbanie po naszej stronie. Umknęło nam to, bo rekrutacja się przedłużała. Nie chcieliśmy urazić kandydata. Ale nadal uważam, że jeśli komuś zależałoby na pracy u nas, to sam by się odezwał.
Julia Dedyńska, rekrutuje w wielu krajach Europy pracowników do międzynarodowej korporacji biotechnologicznej: - W takich sytuacjach osoba rekrutowana powinna sama odezwać się do firmy, do której aplikuje. To zawsze dobrze o nas świadczy, pokazuje że mamy inicjatywę, że nam zależy. Pracodawca wychodzi z założenia, że doświadczenie zawsze można zdobyć, motywacji - nie. Zadzwońmy więc i spytajmy: co ewentualnie mógłbym poprawić, czy mam zdobyć jakiś certyfikat, dokształcić się, żeby zostać wybranym.
Brak informacji zwrotnej może świadczyć o braku kultury, ale też o braku czasu. Z drugiej strony źle wpływa na obraz firmy. Być może za jakiś czas firma będzie chciała zatrudnić specjalistę, do którego się nie odezwała. Ale on może już nie chcieć mieć do czynienia z taką firmą.
Anna Toporowska, agencja zatrudnienia ManpowerGroup: - Nie jest łatwo przekazać informację, że nie zostało się przyjętym do pracy. Zawsze staram się wyjaśnić, co było powodem takiej decyzji. Np. kilka dni temu wyjaśniałam kandydatowi, że nie wykazał motywacji, już na wstępie wspomniał iż aplikuje do kilku firm i pracodawca źle to odebrał. Zdarzyło mi się po przekazaniu negatywnej wiadomości usłyszeć: - Dziękuję, to ważne że pani dzwoni, bo już wiem, na czym stoję.
Minister do firm: odrobina szacunku dla ludzi Władysław Kosiniak Kamysz, minister pracy. - Apeluję do pracodawców i do przeprowadzających rekrutację: oddzwaniajcie, wysyłajcie maile, kontaktujcie się z ludźmi, których zapraszacie na rozmowy kwalifikacyjne. Nie zostawiajcie ich z niczym. To ważne, żeby osoba poszukująca pracy miała informację zwrotną i czuła się poważnie traktowana. Lepsza zła wiadomość niż jej brak.
Cham cię nie zatrudnił? To się ciesz! Jacek Santorski, Akademia Psychologii Przywództwa Szkoły Biznesu PW i Values: - Mało która firma traktuje sytuację rekrutacyjną jako wzajemną i dwustronną. A przecież tak jest. Z tej perspektywy można pogratulować tym, których firma zignorowała: dziękuj Bogu, że cię nie przyjęli, bo skoro już kandydatowi pokazują brak kultury, to czego doświadczyłbyś jako pracownik!
Pewien prezes zrobił eksperyment: zaprosił na rekrutację kilkunastu słuchaczy studium doktoranckiego, a potem poprosił, żeby to oni orzekli, czy interesuje ich firma i powiedzieli przesłuchującym ich
managerom, jak oceniają ich kulturę i kompetencje. Dla niektórych managerów było to poruszające i bardzo wartościowe doświadczenie.
W czasach Facebooka,
blogów i międzynarodowych portali kończy się era korporacyjnych dyktatur, a zaczyna epoka konsultacji i dialogu. Pracownicy, nie tylko aktualni, ale byli, przyszli i niedoszli tworzą grupy odniesienia, z którymi roztropni pracodawcy się liczą.
Przeczytaj także: Jak żyć podczas kryzysu? Mieliście podobne problemy? Potencjalny pracodawca nie odzywał się?
Zostawcie komentarz na fejsbuku lub piszcie maile: metro@agora.pl
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl