Rekrutacja sześciolatków w
Warszawie rusza 12 marca. Rodzice będą korzystać z elektronicznego systemu, w którym zaznaczą: pierwsza klasa albo zerówka.
Warszawskie szkoły, zaprawione w namawianiu rodziców do oddawania im sześciolatków, organizują właśnie spotkania i dni otwarte. W kolejnych dzielnicach odbywają się konferencje z metodykami i psychologami, którzy opowiadają o korzyściach płynących z wcześniejszego posłania dziecka do szkoły. Z niektórych promocyjnych spotkań
rodzice wychodzą jednak zdezorientowani. Bo okazuje się, że to nie oni zdecydują o losie dziecka.
Na Ursynowie, który w ubiegłym tygodniu zaprosił mieszkańców na konferencję "Sześciolatki w pierwszej klasie", przyszło około 150 osób. - Usłyszeliśmy, że nie wystarczy dla wszystkich miejsc w zerówkach. I lepiej, abyśmy decydowali się na pierwszą klasę - mówi Marta, mama pięciolatki.
Po spotkaniu obdzwoniła kilka okolicznych podstawówek, w większości usłyszała, że zerówek od września nie planują.
Inna czytelniczka jest zdecydowana na zerówkę dla syna. - Może i dałby sobie radę w szkole, ale to, co słyszę od znajomych o płaczu i moczeniu się ich
dzieci, paraliżuje mnie zupełnie - mówi.
Czy będzie miała wybór? Z 28 dzieci w grupie przedszkolnej jej dziecka, tylko dwoje ma pójść do pierwszej klasy. Tymczasem
szkoła w rejonie zaplanowała zerówkę tylko dla 15 dzieci. Inne szkoły w okolicy nie otworzą ich w ogóle. - Dyrektorka powiedziała mi, że to odgórne wytyczne i nic na to nie może poradzić - mówi matka.
Podobne sygnały dostaliśmy od rodziców z Mokotowa, którzy planują posłać dzieci do szkoły integracyjnej przy ul. Bonifacego. Tu zaplanowano jedną zerówkę i jedną klasę pierwszą.
Urszula Boruch, rzecznik dzielnicy, początkowo zapewniała, że nie ma żadnego przymusu. Potem przyznaje jednak, że cztery podstawówki (przy ul. Lokajskiego, Hawajskiej, Warchałowskiego i Puszczyka) nie otworzą zerówek, bo już dziś nie mają miejsca i dzieci uczą się na zmiany.
W szkole przy Warchałowskiego powstaną tylko dwie klasy pierwsze dla sześciolatków. W większej szkole, przy ul. Koncertowej zaplanowano jedną zerówkę i dwie albo trzy klasy pierwsze.
Kiedy pytamy o zachwiane proporcje między zaplanowaną liczbą zerówek i klas pierwszych, o odpowiedź rzecznik Boruch odsyła nas do stołecznego biura edukacji, które koordynuje zaczynającą się niebawem rekrutację.
Z relacji rodziców wynika, że próbuje się ich przekonać - bliżej niesprecyzowanymi badaniami - z których ma wynikać, że około 90 proc. z nich wybierze szkołę. Co ciekawe, podczas jednego ze spotkań jakiś rodzic zaproponował, aby ci, co chcą wysłać
dziecko do pierwszej klasy, podnieśli rękę. - Na około 150 osób zgłosiło się tylko pięć osób - opowiada nam mama, która była na spotkaniu.
Sondaż jest też o tyle dziwny, że do tej pory rodzice raczej nie chcieli posyłać dzieci do pierwszych klas? W 2011 roku w całym kraju do pierwszych klas poszło około 24 proc. sześciolatków; w Warszawie: 45 proc., na Ursynowie: 53 proc.
Beata Murawska, wicedyrektorka w biurze edukacji władz Warszawy, przyznaje, że rzeczywiście zaplanowano więcej pierwszych klas niż zerówek. - To tylko plan. Zmienimy go, jeśli rodzice wybiorą inaczej - zaznacza. Plan, zdaniem Murawskiej, stworzono na podstawie dotychczasowych doświadczeń.
Czy rodzic może wyegzekwować powstanie zerówki w każdej szkole? Niestety, nie. W przypadku zerówek (tak jak i przedszkoli) rejonizacja nie obowiązuje. O co zatem można się upomnieć? Oto, co usłyszeliśmy w Ministerstwie Edukacji Narodowej:
- gmina nie może odmówić wychowania przedszkolnego dziecku sześcioletniemu. Musi mu zapewnić miejsce w przedszkolu lub oddziale przedszkolnym w szkole;
- sieć przedszkoli i oddziałów przedszkolnych ustala gmina, tak by pięcio - i sześciolatek nie miał do zerówki dalej niż 3 km;
- jeśli ta odległość jest większa, obowiązkiem gminy jest zorganizowanie dziecku transportu lub zwrot kosztów przejazdu komunikacją miejską, jeśli dziecko dowozi rodzic.