We środowym "Metrze" napisaliśmy o dwóch piłkarzach polskiej reprezentacji w piłce nożnej: Macieju Rybusie i Marcinie Komorowskim, którzy w marcu zaczną karierę w czeczeńskim klubie piłkarskim Terek Grozny. Jego prezesem jest Ramzan Kadyrow, prezydent Czeczenii. Obrońcy praw człowieka oskarżają polityka o stosowanie tortur i polityczne zabójstwa, ale piłkarze tłumaczą, że przyjęli ofertę Kadyrowa ze względów finansowych. Obaj mają też szansę zagrać w biało-czerwonych barwach podczas
Euro 2012. Czy członkowie polskiej
kadry powinni pracować dla osób posądzanych o krwawe zbrodnie?
Maciej Iwański, komentator sportowy TVP W świecie wielkiej piłki od zawsze piłkarze grali dla ludzi, których życiorysy nie były kryształowe. Nie winiłbym naszych kadrowiczów o to, że chcą zarabiać i rozwijać się zawodowo. Dołączenie do Tereka nie jest ich deklaracją polityczną. Zadaniem piłkarza jest dobrze rozegrać mecz, nie zastanawiać się nad ideologią i tym, skąd właściciel klubu bierze pieniądze. Kariera piłkarska trwa 10-15 lat, podczas których muszą zarobić na przyszłość.
Tomasz Wołek, publicysta polityczny i komentator sportowy A czy etycznie postępowali włoscy piłkarze, którzy w latach 30. XX w. zdobywali zwycięstwa dla swojego kraju rządzonego przez Mussoliniego? Z drugiej strony, można też przywołać przykład wielkiego austriackiego piłkarza z tamtego okresu Matthiasa Sindelara, który po Anschlussie w 1938 r. odmówił reprezentowania faszystowskich Niemiec. Rok później znaleziono go martwego, a jego śmierć do dziś jest niewyjaśniona. Pamiętam też podobne dyskusje z lat 80. w Polsce, gdy w stanie wojennym nasi piłkarze odnosili sukcesy. Niektórzy opozycjoniści krytykowali, że piłkarze grają dla Jaruzelskiego. Dla mnie była to jednak drużyna narodowa, kibicowałem im i rozgrzeszałem. Wiem, że nie zawsze da się oddzielić kwestie moralności od sportu, nie ma prostej odpowiedzi. Jeśli jednak polscy zawodnicy będą tam tylko grali, może nie jest to do końca naganne. Unikałbym oskarżania ich, że służą złej sprawie.
Mateusz Borek, komentator sportowy Eurosportu i Polsatu
Sport Decyzja Rybusa i Komorowskiego ma dla mnie wyłącznie wymiar sportowy i dlatego nie chcę jej potępiać. Nie powinno też mieć to znaczenia dla ich dalszej obecności w kadrze narodowej. Podejrzewam, że oni nie wgłębiali się w kontekst polityczny Czeczenii, interesowała ich po prostu kariera. W historii sportu jest wiele takich przypadków. Pierwszy z brzegu: kilka lat temu jednym z trenerów Legii
Warszawa był Dragomir Okuka, w latach 90. selekcjoner serbskiej drużyny Obilic Belgrad. Jej właścicielem był wtedy Željko Ražnatović, nacjonalistyczny polityk, poszukiwany za zbrodnie wojenne przez trybunał w Hadze. Mimo to, oceniam Okukę jako dobrego szkoleniowca i nie podważam tego, że Legia wybrała go na trenera.
Wojciech Jagielski, reporter "Gazety Wyborczej", autor tekstów o sytuacji na Kaukazie Nie wiem, ile Rybus i Komorowski wiedzą o Czeczenii, czy zdają sobie sprawę, że na Kaukazie futbol jest trybikiem w wielkiej politycznej machinie. Wiem natomiast, że oni, grając w Tereku Grozny, Czeczenii nie poznają, bo mieszkać i trenować będą 200 km od Groznego, a na mecze wjeżdżać pod eskortą. Czy to można nazwać udziałem w propagandzie Kazyrowa? Nie sądzę. O to oskarżyć można prędzej Diego Maradonę, który przyjechał do Czeczenii zagrać pokazowy mecz z drużyną prezydenta. Nasi piłkarze będą tam wykonywać swój zawód, a jeśli spiszą się dobrze (szczególnie Rybus), może uda im się awansować do lepszego klubu rosyjskiej ligi.
Z listów do „Metra” Po przeczytaniu artykułu „Reprezentanci grają dla czeczeńskiego reżimu”, wzburzyłem się. Stawia on w złym świetle dwóch nowych piłkarzy Tereka Grozny, którzy przeszli z Legii Warszawa w ostatnich dniach. Piłkarze zarabiają na życie, grając w piłkę tam, gdzie im się płaci. Dostali dobre oferty, to będą grali w Tereku Grozny. Czy to, że prezes klubu, a zarazem prezydent Czeczenii, jest oskarżany o morderstwa polityczne, ma oznaczać, że nasi piłkarze też będą zbrodniarzami? Nie. Czy mieli odmówić korzystnej ofercie pracy, bo prezydentowi zachciało się być prezesem? Można powiedzieć, że jest to moralnie wątpliwe, ale czy moralne jest to, że sportowcy czy dyrektorzy zarabiają miliony, a normalny człowiek zarabia poniżej średniej krajowej? Piłkarzy
AC Milan nikt moralnie nie obwinia za bunga bunga ich prezesa. Piłkarze grają dla kibiców, klubu, siebie. Nie przeszli do nowego klubu, bo kochają prezesa. Dlatego życzę naszym piłkarzom jak najlepiej. Pozdrawiam, Bryś