Dziś wystarczy mieć zaledwie 500 zł miesięcznego dochodu, by w większości banków dostać kilkadziesiąt tysięcy kredytu na sprzęt elektroniczny i nowe meble. A są i takie, które do udzielenia pożyczki nie wymagają żadnych stałych dochodów. Dlatego bierzemy - suma zadłużenia Polaków w bankach na koniec 2007 r. wynosi już przeszło ćwierć biliona zł! Gorzej jest ze spłatą. Według Biura Informacji Kredytowej ponad milion Polaków zalega z ratami co najmniej dwa miesiące. Najczęściej chodzi o regularną spłatę kilku zobowiązań, bo liczba wszystkich zaległych rachunków i rat w naszym kraju szacowana jest na ok. 2,1 mln.
Wprawdzie w porównaniu z Zachodem nie jest jeszcze tak źle - przeciętna brytyjska rodzina spłaca długi sześciokrotnie większe niż rodzina polska - to pętla kredytowa uwiera nas coraz mocniej. Dlaczego?
- Wiele osób, uruchamiając kartę kredytową czy robiąc zakupy na raty, nie ma świadomości, że to też pożyczka zaciągana w banku. Mało kto wie też, że to jedne z najwyżej oprocentowanych kredytów - tłumaczy Marek Zuber, prezes Dexus Partners. Zwraca też uwagę na wzrost stóp procentowych. - Najbardziej odczuły to osoby, które zaciągnęły wieloletnie kredyty hipoteczne. W niektórych przypadkach miesięczna rata zdrożała nawet o 40 proc. - dodaje.
Jak wpada się w kredytową pętlę?Andrzej, 37 lat , z wykształcenia prawnik, pracuje w firmie medialnej: - Moje problemy finansowe zaczęły się sześć lat temu. Wzięliśmy z żoną kilka tysięcy złotych kredytu na remont mieszkania. Niedługo potem okazało się, że żona jest w ciąży z drugim dzieckiem. Zaciągnęliśmy kolejną pożyczkę - na samochód. Wtedy raty nas nie przerażały. Wprawdzie Ela jest pielęgniarką i zarabia mało, ale ja miałem kierownicze stanowisko w firmie medialnej i nie mogłem narzekać na finanse. Ale zmienił się prezes i nie dość, że zdegradował mnie o kilka szczebli, to jeszcze obciął pensję o połowę. Na początku jeszcze dawaliśmy radę, ale potem wzięliśmy jeszcze jeden kredyt, na wakacje, kurs dla żony i jeszcze jeden na angielski dla córki. Doszło do tego, że brakowało nam na jedzenie, a nasze dochody były niższe niż zobowiązania. Braliśmy pożyczkę za pożyczką z agencji finansowych na bardzo wysoki procent, przez co nasza sytuacja jeszcze bardziej się pogarszała. Kilka razy z dołka wyciągali nas rodzice, ale końca spłacania długów nie widać. Zmieniłem pracę, zarabiam o 1 tys. zł więcej, ale po zapłaceniu rat na życie zostają nam grosze.
Grzegorz, 45 lat , z wykształcenia fizyk, pracuje w urzędzie: - Pięć lat temu zamarzyliśmy z żoną o domu za miastem. Sprzedaliśmy mieszkanie w bloku, wzięliśmy 600 tys. zł kredytu i uwiliśmy gniazdko nad jeziorem. Każdego miesiąca do banku musieliśmy oddawać prawie 6 tys. zł, ale to nas nie przerażało - choć ja w urzędzie zarabiałem tylko 2 tys. zł, to żona była dyrektorem w dużej firmie i co miesiąc na jej konto wpływało 10 tys. Niestety, firma żona popadła w tarapaty i ogłosiła upadłość. Żona znalazła kolejną pracę, ale już za 7 tys. zł. Prowadziła jednak zbyt intensywne życie. Jej serce nie wytrzymało, kilka miesięcy temu przeszła poważny zawał. Teraz miesięcznie na leki wydajemy ok. 2 tys. zł, a bank nie chce czekać. Na początku ratowałem się pożyczkami z pracy, od znajomych, rodziny. Teraz chcę jak najszybciej sprzedać dom, wrócić do miasta i spłacić kredyt.
Grażyna, 29 lat , z wykształcenia prawnik, pracuje w biurze marketingu: - Do stolicy przeprowadziłam się pięć lat temu, dostałam niezłą pracę, po dwóch latach przeszłam do konkurencyjnej firmy z pensją 3,5 tys. zł. Wtedy zdecydowałam o kupnie mieszkania. Ponad 70 metrów pod Warszawą, za niespełna 250 tys. zł. Wzięłam kredyt na 30 lat, z ratą 1,5 tys. zł miesięcznie. Po podpisaniu umowy w banku dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Jak tylko urodziłam, szefowa mnie zwolniła. Miała do tego prawo, bo nie miałam stałej umowy o pracę. Teraz zarabiam 3,2 tys. zł miesięcznie, do tego dochodzi jeszcze 1 tys. zł alimentów, które płaci ojciec dziecka. Oprócz raty za mieszkanie muszę płacić 1,2 tys. zł niani. Dlatego zdarza się, że bank musi trochę poczekać.
Podziel się z nami swoją opinią