"W tym roku igrzyska olimpijskie odbędą się w kraju, w którym każdego dnia władza dopuszcza się zbrodni na bezbronnej ludności. Ostatnie wydarzenia w Tybecie definitywnie przekreśliły ideę olimpijską. Mimo to igrzyska staną się faktem. Tego tragicznego paradoksu żaden uczciwy człowiek nie będzie w stanie zaakceptować, o ile elity polityczne nie podejmą choćby minimalnych działań w obronie gwałconych praw człowieka" - czytamy w apelu. Akcję zorganizowały trzy kobiety: pedagog i były sekretarz stanu w MEN Irena Dzierzgowska, dyrektor Zespołu Szkół "Bednarska" w Warszawie Krystyna Starczewska oraz reżyser i dokumentalistka Agnieszka Arnold. Wczoraj zaniosły apel do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. - Załączyłyśmy 1553 strony z podpisami. Jest ich 77 tys. 445 - mówi Irena Dzierzgowska. Sygnatariusze domagają się powołania międzynarodowej misji obserwacyjnej w sprawie łamania praw człowieka w Tybecie oraz międzynarodowej komisji mediującej pomiędzy rządem Chin a przedstawicielami społeczności tybetańskiej.
Jak udało się zebrać tak ogromną liczbę podpisów? Pomysł pojawił się w Wielki Piątek. Apel natychmiast umieszczono na stronie www.tybet2008.pl z informacją, że można się podpisywać tylko do końca marca. - Już pierwszego dnia pojawiło się ponad 400 podpisów. Myślałyśmy, że w sumie będzie ich 10-20 tys., a tu taka niespodzianka. Podpisało się mnóstwo nauczycieli, studentów, duchownych, uczniów - mówi Irena Dzierzgowska. Ona i jej koleżanki mają spore doświadczenie w przygotowywaniu podobnych akcji. Wszystkie działały w opozycji, a półtora roku temu zainicjowały akcję odwołania Romana Giertycha z funkcji szefa MEN.
Pomysłodawczynie ograniczyły czas zbierania podpisów, gdyż uważają, że działać trzeba szybko. - Premiera też poprosiłyśmy o szybką odpowiedź, bo nie ma na co czekać. W Tybecie giną przecież ludzie - dodaje Dzierzgowska. Wraz z koleżankami uważa, że skoro Donald Tusk stoi na czele społeczeństwa, które jak żadne inne na świecie ceni wolność, powinien być inicjatorem protybetańskiej misji na forum międzynarodowym i stanąć na jej czele.
Źródło: Dziennik Metro