http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rekord podpisów: 77 tys. Polaków apeluje do premiera w sprawie Tybetu

Jacek Różalski
2008-04-02, ostatnia aktualizacja 2008-04-02 00:00

77,5 tys. - taka rekordowa liczba osób podpisała się pod apelem o powołanie międzynarodowej misji w Tybecie. Wczoraj apel z podpisami trafił do premiera Tuska.

ZOBACZ TAKŻE
"W tym roku igrzyska olimpijskie odbędą się w kraju, w którym każdego dnia władza dopuszcza się zbrodni na bezbronnej ludności. Ostatnie wydarzenia w Tybecie definitywnie przekreśliły ideę olimpijską. Mimo to igrzyska staną się faktem. Tego tragicznego paradoksu żaden uczciwy człowiek nie będzie w stanie zaakceptować, o ile elity polityczne nie podejmą choćby minimalnych działań w obronie gwałconych praw człowieka" - czytamy w apelu. Akcję zorganizowały trzy kobiety: pedagog i były sekretarz stanu w MEN Irena Dzierzgowska, dyrektor Zespołu Szkół "Bednarska" w Warszawie Krystyna Starczewska oraz reżyser i dokumentalistka Agnieszka Arnold. Wczoraj zaniosły apel do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. - Załączyłyśmy 1553 strony z podpisami. Jest ich 77 tys. 445 - mówi Irena Dzierzgowska. Sygnatariusze domagają się powołania międzynarodowej misji obserwacyjnej w sprawie łamania praw człowieka w Tybecie oraz międzynarodowej komisji mediującej pomiędzy rządem Chin a przedstawicielami społeczności tybetańskiej.

Jak udało się zebrać tak ogromną liczbę podpisów? Pomysł pojawił się w Wielki Piątek. Apel natychmiast umieszczono na stronie www.tybet2008.pl z informacją, że można się podpisywać tylko do końca marca. - Już pierwszego dnia pojawiło się ponad 400 podpisów. Myślałyśmy, że w sumie będzie ich 10-20 tys., a tu taka niespodzianka. Podpisało się mnóstwo nauczycieli, studentów, duchownych, uczniów - mówi Irena Dzierzgowska. Ona i jej koleżanki mają spore doświadczenie w przygotowywaniu podobnych akcji. Wszystkie działały w opozycji, a półtora roku temu zainicjowały akcję odwołania Romana Giertycha z funkcji szefa MEN.

Pomysłodawczynie ograniczyły czas zbierania podpisów, gdyż uważają, że działać trzeba szybko. - Premiera też poprosiłyśmy o szybką odpowiedź, bo nie ma na co czekać. W Tybecie giną przecież ludzie - dodaje Dzierzgowska. Wraz z koleżankami uważa, że skoro Donald Tusk stoi na czele społeczeństwa, które jak żadne inne na świecie ceni wolność, powinien być inicjatorem protybetańskiej misji na forum międzynarodowym i stanąć na jej czele.

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów