http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Miasta nie mają obowiązku

kig
2008-04-09, ostatnia aktualizacja 2008-04-09 00:00

ZOBACZ TAKŻE


Z Jolantą Lipszyc p.o. dyrektora biura edukacji Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy rozmawia Kinga Graczyk



Miasto nie potrafi zapewnić wystarczającej liczby miejsc w przedszkolach dla wszystkich dzieci, wprowadza bzdurne kryteria przyjęć, później się z nich wycofuje. Efektem jest antagonizowanie rodziców. Czy to nie skandaliczne?

- Skandalem jest zaniedbanie, jakiego dopuściło się PiS, kiedy rządziło Warszawą. To oni nic nie zrobili, by zabezpieczyć miejsca w przedszkolach. Przypomnę po raz kolejny - miasto nie ma obowiązku zapewniania miejsc w publicznych przedszkolach wszystkim dzieciom. Ale robimy wszystko, by tak się stało.

W kolejce do przedszkoli czeka 11,9 tys. dzieci. Obecnie miejsc jest 8,6 tys. Ile z nich miasto przyjmie?

- Tyle, ile jest miejsc. Nie możemy zrobić nic ponad to. To jest nieszczęście rodziców, że ich dzieci nie dostaną się do przedszkoli - choć mamy 300 wolnych miejsc - trzeba tylko dzieci do nich dowozić. Przypomnę - dwa lata temu "na ulicy" zostało ponad 5 tys. dzieci. Ale będzie lepiej. W następnym roku rozpoczniemy budowę 19 placówek.

Sytuacja jest nadzwyczajna, czy nie wymaga więc nadzwyczajnych działań? Nawet czwartkowa sesja rady miasta jest nadzwyczajna. Może wzorem Gorzowa spróbować adaptować dodatkowe pomieszczenia czy zwiększać grupy przedszkolne?

- W Warszawie sytuacja jest bardziej skomplikowana niż w Gorzowie. U nas problem dotyczy znacznie większej grupy dzieci. Są dzielnice, w których upychanie dzieci w grupach nic nie rozwiąże, są też takie, w których przedszkola świecą pustkami, bo nikt nie chce tam dzieci dowozić.

Jedną batalię - tę o niesprawiedliwe kryterium dotyczące wieku - już pani przegrała, a matki już zapowiadają, że jeśli ich dzieci nie dostaną się do przedszkola, będą szukać dalszych możliwości, np. refundacji kosztów pobytu dzieci w prywatnych przedszkolach przynajmniej do czasu, aż stworzy wystarczającą liczbę publicznych placówek.

- Opierałam się tylko na ministerialnych przepisach. A na refundację prawo nie zezwala. Najlepszym rozwiązaniem byłoby uwolnienie przedszkoli od zerówkowiczów, czyli przeniesienie zerówek do szkół. Trzylatka do szkoły nie poślę, sześciolatka - tak. Tym bardziej że to dobrze funkcjonowało. Niestety, kiedy postulowaliśmy takie rozwiązanie, gazety nas nie poparły.

Warszawa to jedna z najbogatszych gmin w Polsce. Czy nie powinna dawać innym przykładu i w sposób cywilizowany rozwiązać problem braku miejsc w przedszkolach?

- Warszawa daje przykład. Fakt - brakuje nam 3 tys. miejsc. Ale mamy najwyższy w Polsce wskaźnik uprzedszkolnienia - ponad 90 proc. To znaczy, że 90 proc. dzieci w wieku przedszkolnym chodzi do przedszkola. Są gminy, w których ten wskaźnik sięga ledwie 40 proc. [w Gorzowie wskaźnik ten wynosi 85 proc.].

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów