http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

KSU mocno brzęczy

tyl
2008-05-29, ostatnia aktualizacja 2008-05-29 00:00

?Pod prąd?, ?Liban?, ?Nocne kroki? - te kawałki znali i za KSU śpiewali wszyscy. Punkowa legenda, która na cały kraj rozsławiła Ustrzyki Dolne, świętuje 30-lecie


Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta


Z Eugeniuszem „Siczką" Olejarczykiem, wokalistą i gitarzystą KSU, rozmawia Artur Tylmanowski



Coś potrafi cię jeszcze po 30 latach punkowania zaskoczyć?

- Pewnie! Tydzień temu wpadła do mnie 55-letnia fanka. Mówi, że przejechała 1400 km, żeby wziąć autograf i pogadać. Mieszka w Niemczech. Takie wizyty zdarzają się często i choć sympatyczne, stają się czasem męczące. Ludzie przynoszą tanie wina, flaszkę, zgrzewkę 20 browarów i chcą ze mną balować do rana. A ja trochę tego już w życiu wypiłem, więc grzecznie odmawiam. Myślę, że to rozumieją i sami piją moje zdrowie. I na jedno wychodzi (śmiech).

A skąd właściwie ten "Siczka"?

- Starszego braciaka tak nazywali. Kiedyś, jak mieli po 12 może 13 lat, siedzieli sobie z kolegami i komentowali zachowanie swoich równolatek. Wtedy mój brat wypalił: "Ale te laski to mają siczkę w głowie!". Powiedział siczkę zamiast sieczkę, co koledzy szybko podchwycili i zaczęli go tak żartobliwie nazywać. Potem przeszło na mnie.

Brat też był punkiem?

- Nie, hipisem. Nauczył mnie słuchać dobrej muzy i grać na gitarze.

A nazwa KSU, skąd się wzięła?

- Ze 30 lat temu wracaliśmy z Burkiem [pierwszym perkusistą zespołu] z imprezy. Przejeżdżał samochód z rejestracją KSU, bo takie miały wtedy auta w Ustrzykach. No i zostało. Jakoś zapomnieliśmy potem o tym i wymyślaliśmy różne objaśnienia tego skrótu: Komitet Samostijnej Ukrainy, Kur.. Sami Ukraińcy, Każdy Się Upija. Ze trzy lata temu Burek przyjechał ze Stanów odwiedzić rodzinę, spotkaliśmy się i przypomniał mi o tym.

Jesteś chyba jedynym polskim punkowym artystą, który żyje tak, jak śpiewa. Dużą cenę płaci się za bycie autentycznym, cały czas idącym, jak śpiewasz "pod prąd"?

- Żyje mi się zwyczajnie, jak przeciętnemu człowiekowi w tym kraju. Muszę dużo pracować, czyli głównie grać koncerty, bo z tego idzie wyżyć. Ale łatwo nie jest. Często ludzie myślą, że jak zespół punkowy pochodzi z końca świata, jakim są Ustrzyki, to nie trzeba się wysilać. Można olać warunki w umowie, może nie być garderoby. A ja pieprzę już takie kluby, gdzie scena ma dwa na dwa, pot kapie ci do oczu, tak że nic nie widzisz, a potem jeszcze musisz wykłócić się o szmal za koncert. Dlatego koncerty z okazji naszego XXX-lecia gramy w plenerach. Na świeżym powietrzu, no i więcej osób zobaczy KSU.

Zegar na okładce waszej najnowszej płyty "XXX-lecie, Akustycznie" wybija trzydziestkę. Jakie jest KSU po tylu -latach?

- O wiele dojrzalsze. Zawsze, dzięki tekstom Brody [Maciej Augustyn, miłośnik Bieszczadów], było dojrzałe, ale teraz to już takie... dorosłe. W tej chwili mam najlepszy skład w historii kapeli. Ta płyta akustyczna to taki dowód tego, że KSU nie skończyły się pomysły. Śpiewa na niej w kilku utworach Gośka Ostrowska, ze mną w "Za mgłą" i "Moich Bieszczadach". Fajnie, że udało mi się też namówić aktora Andrzeja Grabowskiego. Zaśpiewał "Knajpę" tak elegancko, że buty z nóg spadają!

Od 30 lat grasz punka, a jesteś fanem jednego z najbardziej znanych na świecie metalowców - Ozzy'ego Osbourne'a. Chodzisz tylko w koszulkach z nim lub Black Sabbath!

- Pamiętam wakacje w Bielsku-Białej. Byłem wtedy małolatem. Jak usłyszałem "Paranoid" Black Sabbath, to mi włosy na rękach dęba stanęły. Ściągałem kasety tej kapeli, od kogo tylko mogłem. A potem koszulki. Koszulek sabbathów mam z dziesięć, a samego Ozzy'ego - sześć albo siedem.

Najgorsze i najlepsze momenty w historii KSU.

- 1980 rok, kiedy wzięli do wojska naszego perkusistę Tutaka, a Bohun [wokalista i saksofonista grupy], wiejąc przed armią, poszedł na studia. Zespół grał jako trio. Mnie do armii wcielili w 1983 r. na dwa lata. Ale bez tego nie byłoby kawałków "Skazany na 716 dni", "Pod prąd" czy "W okopie", popularnego jako "1944". Najpiękniejsze chwile to Jarocin '89 i '92, choć były to już inne festiwale, nie te pierwsze, dzikie koncerty. Oczywiście legendarny koncert na Przystanku Woodstock 2005 i Opole z 1989 roku. Pamiętam, jak mi się gitara w Opolu rozstroiła i grałem na dwóch przesterach naraz. Buczało, jazgotało, aż uszy piekły, a mało kto do dzisiaj wie, że to była wpadka. Ale daliśmy radę.

A kto teraz przychodzi na wasze koncerty?

- Tata, mama i dzieci - cała rodzina razem się nawet zdarza. Rodzice słuchali za młodu, mieli gdzieś w domu i puszczali płyty i dzieci się nasłuchały (śmiech). W Szczecinie trafił się facet po siedemdziesiątce, w Ostrowcu też przyszedł taki dziadziuś - i się bawili z młodzieżą! Wnuczek kiedyś prosił mnie o autograf dla babci... inna starsza pani pisała w liście, że dla niej muzyka teraz to jak brzęczenie owadów, ale KSU ma mocniejsze "brzęczenie", więc przynajmniej słyszy to, co śpiewamy. Często są to zwykli ludzie, którzy na co dzień ubierają się w garnitury i idą na 8 do pracy... Czasem zdarzają się hipisi i metalowcy. Fajnie to wygląda - młody facet z piórami do pasa, ubrany na czarno, a na nim koszulka z dużym napisem: KSU. W takich chwilach dociera do mnie, że to, co robię od 30 lat, dalej się ludziom podoba.

Ciągle mieszkasz w Ustrzykach, w tej samej kamienicy. Nie znudziło ci się? Co takiego jest w Bieszczadach?

- Dla mnie strach jest jechać do dużego miasta. Nie lubię tego hałasu, ryku, krzyku, samochodów. Niestety, w Ustrzykach też mnie to dopadło. Mieszkam przy ulicy, którą jeżdżą na przemyt na Ukrainę i z powrotem z towarem. Ciągle coś się tłucze, stuka, wyje i pierdzi w silnikach, bo starymi gratami na chrzczonym paliwie jeżdżą. Z jednej strony rozumiem tych ludzi: bieda, trzeba kombinować, dorobić, żeby jakoś żyć.

Generalnie w mieście jest nerwowe życie - nie cierpię tego. A w Bieszczadach nie widzisz betonu, ptaszek zaśpiewa. Poza tym kocham zieleń. W Ustrzykach mam blisko Bieszczady, swój pokój 2 na 4 metry i gitarę. Jestem tam szczęśliwy.



Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów