- Przegraliśmy pechowo, w drugiej połowie Chorwaci zupełnie nam nie zagrażali. Zagraliśmy świetny mecz, morale są wysokie - jednym tchem powtarza cała Austria, od piłkarzy, przez kibiców, po media. Aha i jeszcze jedno: - Z Polską wygramy.
Nic z tego. Nie ma mowy, nie wygracie. Bo my mamy już serdecznie dosyć trzech meczów Polaków na ważnych turniejach: otwarcia, o wszystko i o honor. Tym razem w meczu o wszystko zwyciężymy, z honorem rzecz jasna!
Zgoda, Austriacy w drugiej połowie cisnęli Chorwatów, ale ci z minuty na minutę coraz bardziej snuli się po boisku. Morale? Może i mają wysokie, ale morale za nich gola nie strzelą. Gospodarze cieszą się, że do gry gotowy będzie Roland Linz, który w meczu z Chorwacją doznał kontuzji. Ale trudno nazwać go indywidualnością, która może przechylić szalę wygranej na korzyść Austrii. Zresztą ów Linz sam podkreśla, że siłą Austriaków jest drużyna.
U nas kontuzja wyeliminowała Macieja Żurawskiego, kapitana i pierwszego po Leo Beenhakkerze na biało-czerwonym pokładzie. Nie wiadomo, czy będzie mógł wystąpić Mariusz Lewandowski, nasz największy wojownik. I co? Marek Saganowski nie będzie gryzł trawy, by "Żurawia" zastąpić? A Dariusz Dudka pęknie, jeśli obok niego zabraknie "Lewego"? Nic z tych rzeczy! Dadzą radę.
- Tylko zwycięstwo daje nam nadzieję na awans do ćwierćfinału - powiedział trener Austrii Josef Hickersberger. A nam to co? Porażka przecież nas do nich nie przybliży. My też musimy wygrać, żeby myśleć o grze w najlepszej ósemce turnieju.
A nasza reprezentacja na pewno nie pojechała do Austrii na wakacje. Tylko żeby grać. I wygrać.
- Ja i Leo Beenhakker jesteśmy w podobnej sytuacji. Zobaczymy, kto więcej zaryzykuje - zapowiada Hickersberger. Otóż po pierwsze, Leo nic nie ryzykuje, bo ma w ręku lepsze karty. Po drugie, umie je rozgrywać. Koniec, kropka.
Źródło: Dziennik Metro