http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wyznanie Agaty

Małgorzata Szlachetka, gw
2008-06-10, ostatnia aktualizacja 2008-06-10 00:00

Agata, której historia od kilku dni elektryzuje całą Polskę zdecydowała się przerwać milczenie. Jej opowieść brzmi wstrząsająco. Zdecydowaliśmy się ją we fragmentach opublikować (za Gazetą Wyborczą), by przekonać, że w całej historii wcale nie najważniejsza była kwestia, czy ciąża była wynikiem gwałtu, czy też nie. Co zrobi Agata? To pozostaje sprawą dziewczyny i jej sumienia.

Agata jest w mniej więcej 11. tygodniu ciąży, w którą zaszła z kolegą ze szkoły. - To był gwałt. Zmusił mnie do wszystkiego siłą, na ciele zostały mi po tym siniaki - powiedziała.

Agata przyznaje, że wiadomość o ciąży była dla niej szokiem. Do ginekologa poszła z zaprzyjaźnioną dorosłą osobą. Mówi, że to ten lekarz poinformował o sprawie policję, a ta matkę dziewczyny.

- Mama mówiła mi, że ze względu na mój wiek najlepszym rozwiązaniem byłaby aborcja, ale powtarzała, że ostateczna decyzja należy do mnie - opowiada 14-latka.

Jej mama dodaje: - Nie zrobiłabym niczego bez zgody córki.

Dyrektor szkoły, do której chodzi Agata, ma o niej jak najlepsze zdanie: - To dobra uczennica, nigdy nie było z nią problemów wychowawczych. Chcemy, żeby szybko do nas wróciła i spokojnie skończyła gimnazjum.

Mama Agaty gdy upewniła się, że córka zdecydowała się na zabieg, zaczęła działać. Najpierw chodzi po szpitalach w Lublinie, potem kontaktuje się z sądem rodzinnym. - Ze szpitali odsyłali mnie z niczym. Pod koniec maja została przyjęta na oddział lubelskiego szpitala przy Lubartowskiej, gdzie odmówiono jej aborcji. Tam spotkała też ks. Krzysztofa Podstawkę, przewodniczącego Funduszu Obrony Życia Archidiecezji Lubelskiej, który próbował odwieść ją od tej decyzji. Mimo to Agata jest pewna, że chce aborcji.

Placówkę, która gotowa jest przeprowadzić zabieg, udaje się znaleźć dopiero dzięki interwencji Federacji u krajowego konsultanta ds. położnictwa i ginekologii. Matka i córka przyjeżdżają do wskazanego przez niego warszawskiego szpitala przy ul. Inflanckiej.

Niespodziewanie w szpitalu pojawiają się ks. Podstawka z Lublina i działacze organizacji pro-life. Przekonują Agatę, by urodziła.

14-latka zaczyna dostawać SMS-y od przeciwników aborcji. - Byłam bezsilna, nie wiem, skąd mieli mój numer telefonu. Każdy taki telefon strasznie mnie denerwował - mówi dziewczynka.

Ksiądz z Lublina wysłał do dziewczynki SMS-a: "Agata, od rana działam w twojej sprawie. Ludzie z Krakowa, Poznania i Warszawy pracują nad tym, aby ci pomóc. I tę pomoc deklarują. Bądź odważna. Uratuj siebie".

SMS z innego numeru: "Obrońcy życia pomogą ci we wszystkim. Ratuj swoje maleństwo".

Zabieg w Warszawie nie zostaje przeprowadzony. Agata dowiaduje się, że sąd rodzinny z Lublina zdecydował o umieszczeniu jej w pogotowiu opiekuńczym. Chodzi o o sprawdzenie, czy Agata nie była nakłaniana do aborcji.W pogotowiu ksiądz z Lublina nadal do niej dzwoni. Dziewczynka ciągle dostaje SMS-y.

Ciągły stres, w którym żyje nastolatka, odbija się na jej zdrowiu. Z bólami brzucha trafia z pogotowia opiekuńczego do szpitala. Tam po raz drugi złożyła pisemną zgodę na zabieg. Mówi nam, że jest pewna swojej decyzji. - Nawet dzisiaj mogłabym pójść na aborcję. Nie chcę tego dziecka. Mamą zostanę, jak będę dorosła - nie ukrywa. Potem nastolatka chce jak najszybciej wrócić do domu i zapomnieć o wszystkim.



Imię dziewczynki zostało zmienione



Czekamy na wasze listy

Czy ta sprawa to początek debaty o polskim prawie antyaborcyjnym? Jak obrona życia ma się do tego, że bez trudu można kupić tabletki "przywracające miesiączkę?"

Podziel się z nami swoją opinią

Źródło: Dziennik Metro
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów