Białołęka to jedna z tych warszawskich dzielnic, która rozwija się najprężniej. Ale właśnie tu zabrakło miejsc dla kilkuset przedszkolaków. Bo choć osiedli i bloków w dzielnicy przybywa, nowe szkoły i przedszkola nie powstają, a stare są przeładowane. By szybko poprawić sytuację, burmistrz dzielnicy jako pierwszy w Warszawie zdecydował się postawić szkołę kontenerową. Dostał na to pieniądze ze stołecznego ratusza i ruszył z budową, a właściwie montażem. Trwało to trzy miesiące. Wczoraj oficjalnie zaprezentowano budynki: - Na razie to tylko jedno skrzydło [dołączone do budynku Szkoły Podstawowej nr 112 przy ul. Berensona] kosztowało nas niecały 1 mln zł. W najbliższych planach mamy też utworzenie na osiedlach kilku małych kontenerowych przedszkoli i kontenerowy żłobek - mówi Andrzej Opolski, wiceburmistrz Białołęki, i już zapowiada, że dzielnica wystąpi do ratusza o pieniądze na ten cel. Czy je dostanie? Raczej tak, bo stołeczni urzędnicy chcą namawiać władze warszawskich dzielnic do stawiania kontenerowych przedszkoli. - To świetne, szybkie i tanie rozwiązanie - uważa Jolanta Lipszyc, która wizytowała nowo otwartą placówkę. - Wybudowanie zwykłego przedszkola wraz z przygotowaniem inwestycji ciągnie się zwykle latami i kosztuje 15-20 mln zł. Na kontenerowe trzeba wydać ok. 5 mln i da się je postawić w kilka miesięcy.
By przekonać burmistrzów do pomysłu, zamierza w sierpniu zorganizować dla nich wycieczkę do szkoły przy Berensona i spotkanie wprowadzające w tajniki kontenerowych inwestycji. - Dokładnie omówimy proces stawiania kontenerowych budynków, wyjaśnimy, jakie zaświadczenia i pozwolenia są potrzebne. To, czy powstaną takie przedszkola, zależy już wtedy od włodarzy w poszczególnych dzielnicach - uważa Lipszyc.
Źródło: Dziennik Metro