Gdy w marcu chińskie wojsko krwawo stłumiło demonstracje w Lhasie, setki tysięcy Polaków ruszyły na manifestacje poparcia dla Tybetu, podpisywały listy protestacyjne, domagały się reakcji europejskich rządów. A czytelnicy "Metra" na nasz apel zaprojektowali i przysłali do redakcji prawie pół tysiąca vlepek, w których protestują przeciw łamaniu praw człowieka w Tybecie oraz przeciwko politycznemu wykorzystywaniu idei olimpijskiej przez chiński reżim. - Ostatnie takie społeczne poruszenie w Polsce miało miejsce podczas ukraińskiej pomarańczowej rewolucji. Od tamtej pory nie było zjawiska tak silnie motywującego nas do wypowiedzenia się - podkreśla dr Przemysław Sadura, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
Świadectwem tego jest właśnie wystawa kilkudziesięciu wybranych vlepek. Od 16 czerwca prezentujemy ją w warszawskim budynku Agory (ul. Czerska 8/10). Można ją oglądać jeszcze do niedzieli. Vlepki naszych czytelników są dalekie od poprawności politycznej, niektóre wręcz szokują - są na nich koła olimpijskie ociekające krwią, kajdany. Dlaczego? - Vlepkowicze chcą sprowokować widza, pobudzić go do przemyśleń. Nie biją w ideę olimpijską, ale zdają sobie sprawę, że obraz radosnych maskotek olimpijskich zakrywa dramat kraju, w którym prawa człowieka są nieznanym terminem. W swoim gniewie tworzą bardzo mocne obrazy - mówi dr Sadurski. A Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu i opozycjonista z czasów PRL, wyraża uznanie dla autorów vlepek: - Reagują naturalnie: dzieje się gdzieś źle, to trzeba o tym powiedzieć prawdę. Widać z tego, że mamy wspaniałą młodzież, która potrafi właściwie zareagować.
W lipcu spośród nadesłanych vlepek jury wybierze najciekawszą, którą 7 sierpnia - w przeddzień otwarcia igrzysk olimpijskich w Pekinie - opublikujemy w formie naklejki. Dziś oddajemy głos samym vlepkowiczom, którzy opowiadają, dlaczego narysowali vlepki i co chcieli w nich wyrazić.
Źródło: Dziennik Metro