http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Protestuję, bo znam Chiny

not. jack, cho
2008-07-03, ostatnia aktualizacja 2008-07-03 00:00

ZOBACZ TAKŻE
Janusz Kożusznik, rysownik satyryk z Katowic:

- Szlag mnie trafił, kiedy zobaczyłem, co się dzieje w Tybecie. Co prawda nie mogę podpisać się pod hasłem - "Młodzi ludzie protestują ", ale jedynie z racji wieku. To, co przeczytałem w gazetach i zobaczyłem w telewizji, przypomniało mi trzy lata, które jako nastolatek spędziłem w Chinach. Mój ojciec nadzorował budowę kopalni i zakładu w Tang Sheng. W 1966 r. przyjechałem do niego z matką, trafiając w środek rewolucji kulturalnej, która nie była niczym innym jak tylko regularną wojną domową, podczas której likwidowano opozycjonistów. Moja chińska nauczycielka języka rosyjskiego opowiadała straszne historie o tym, co działo się z jej zamkniętym w więzieniu mężem.

Ulice w każdym chińskim mieście były dwukolorowe. Cywile chodzili ubrani na niebiesko, zielony był kolorem mundurów obecnych wszędzie żołnierzy. Poziom indoktrynacji w miastach był przerażający, żeby to zrozumieć, trzeba by sobie wyobrazić Warszawę szczelnie oklejoną plakatami i ulotkami powtarzającymi te same reżimowe hasła i jedynie słuszne cytaty władzy. Czasami ciężko było przejść przez ulicę czy plac, bo one wręcz pękały w szwach od ludzi uczących się na pamięć z książeczek Mao. Wiele rodzin na wsi decydowało się na sterylizację kobiet, które urodziły już pierwsze dziecko, za co otrzymywali radioodbiornik do samodzielnego złożenia. Później słuchali całymi godzinami komunikatów władz w Pekinie.

Ostatnie zajścia w Tybecie i brak reakcji chińskich władz na światowe apele o przestrzeganie praw człowieka w Tybecie i w całym kraju wcale mnie nie dziwią. W Chinach często opowiada się historię o wielkiej tragedii lat 30., kiedy wylała rzeka Jangcy, a pod jej wodami zginęło ponoć 30 mln Chińczyków. Opowiadający mówią o tym z dumą, zupełnie tak jak w USA mówi się o najwyższym budynku czy najsilniejszej armii. Chiny mogą się pochwalić jedną z najstarszych kultur na świecie, a dzisiejsze państwo, mimo otwarcia na kapitalizm, wywodzi się z wielosetletniej imperialnej tradycji Cesarstwa Chińskiego, gdzie jednostka - zwykły obywatel - zawsze była niczym. Chińczycy są indoktrynowani od urodzenia, nie mają jak się bronić przed "prawdą" przedstawianą przez władze.

Nie mam wpływu na to, co dzieje się dzisiaj w Chinach, ale to, co spotkało Lhasę, wyzwoliło we mnie emocje, którym musiałem dać upust, rysując moje vlepki. Sama vlepka nie zmieni nic, ale może stać się pretekstem, żeby mówić o tej niewygodnej dla chińskich władz prawdzie. Znając Państwo Środka, trudno mi sobie wyobrazić optymistyczne zakończenie sprawy Tybetu, jednak mamy moralny obowiązek, aby nie zamykać oczu ani serc na ten problem.

Vlepka kibica Lechii Gdańsk

Adam Pałkiewicz, listonosz z Gdańska:

- Dlaczego napis "Solidarność" na mojej vlepce jest zielony? Dlatego że to barwy Lechii Gdańsk, której jestem wiernym kibicem. Postanowiłem nawiązać do ruchu kibiców Lechii, którzy w stanie wojennym protestowali przeciwko komunistycznemu reżimowi w Polsce - malowali antykomunistyczne hasła i znak "S" na murach. Ja nie brałem w tym udziału, bo urodziłem się w 1980 r., ale wiem dużo o tej akcji. Chciałem przypomnieć we vlepce, że my, w Polsce, też musieliśmy walczyć o suwerenność i dlatego solidaryzujemy się z Tybetańczykami. Miał to być również protest przeciwko przyznaniu olimpiady Chinom - państwu totalitarnemu. Interesuję się prawami człowieka, więc bardzo leży mi na sercu to, co się dzieje w Tybecie.

Gimnazjalistki dla Tybetu

Ola Biniek i Ola Ryniewicz, uczennice III klasy XVI gimnazjum STO w Warszawie:

- O akcji dowiedziałyśmy się od naszego nauczyciela informatyki. Na lekcji pokazał nam i innym uczniom "Metro" z informacją, że za pomocą vlepki można wyrazić swój protest przeciwko łamaniu praw człowieka w Tybecie. Nauczyciel nas zachęcił: kto ma uzdolnienia plastyczne, może spróbować. Zrobiło też na nas wrażenie to, co przeczytałyśmy i zobaczyłyśmy w gazetach na temat sytuacji Tybecie. Dlatego postanowiłyśmy spróbować. Chciałyśmy we vlepce połączyć problem Tybetu i olimpiady w Pekinie, stąd hasło: "Tak dla sportu, ale nie dla mordu". Mamy nadzieję, że choć kilku Tybetańczyków dowie się, że ich choć w tak skromny sposób popieramy.

Oburzony miłośnik wspinaczki

Eligiusz Kaczmarek, mechanik maszyn biurowych z Wrocławia:

- Wysłałem vlepkę do "Metra", bo oburzyło mnie wykorzystywanie przez władze Chin sztafety olimpijskiej do celów politycznych. Stąd pomysł na przedstawienie motywu kół olimpijskich w formie kajdanek. Inny powód wysłania vlepki to moje zainteresowanie himalaizmem, a przez to sytuacją w Tybecie. Pasjonuję się wspinaczką. Niestety, do tej pory stać było mnie tylko na wyprawy w Alpy, ale gdybym tylko uzbierał pieniądze, natychmiast pojechałbym wspinać się w Himalaje. Szkoda mi Tybetańczyków. Chińska bezpieka gnębi ich tak jak kiedyś nas komuna. Vlepka to niewielka pomoc, ale mam nadzieję, że choć w ten sposób Tybetańczycy odczują nasze wsparcie.

Wolność dla mnie i dla innych

Błażej Grygiel - radiowiec z Warszawy:

- Nie mam duszy agitatora, więc zazwyczaj nie angażuję się w tego typu akcje. Jednak tym razem nie miałem wyboru. Przeraziła mnie ta fala agresji i zakłamania chińskich władz. Moja vlepka jest przetworzeniem włoskiego plakatu do filmu grozy "Suspiria". Umieściłem na niej przesłanie: "TYbet i JA chcemy wolności". Wychowałem się już w demokratycznej Polsce. Mogę ubrać się, jak chcę, zaglądać w internecie, gdzie chcę, głośno wyrażać swoje zdanie. Tybetańczycy tego nie mogą. A jeśli się tego domagają, to są zabijani i wsadzani do więzień. Muszą o wolność walczyć. Zwracam się do ludzi w moim wieku: TY i JA chcemy wolności, bo jest fajna i nigdy byśmy się jej nie wyrzekli, prawda? Więc to zrozumiałe, że Tybetańczycy też jej chcą. Wolność należy się każdemu, a gdy jest dławiona, trzeba wykrzyczeć protest. Moją vlepką go wykrzyczałem. No i ta olimpiada w Pekinie. Sport to kult życia, człowieczeństwa w jego radosnej cielesności. To nie jest w porządku, żeby to świętować na stadionach, które spływały krwią po masowych egzekucjach. Mnie to nie grzeje. Vlepkami nie uwolnimy Tybetańczyków z więzień, nie złamiemy pałek chińskiej policji. Ale wyrazimy swoją tożsamość. Pokażemy, kim jesteśmy, co się dla nas liczy. Wierzę, że można coś zrobić dla Tybetu. Studentka przeciw zakłamaniu

Iwona Wojciechowicz - 21 lat studentka II roku Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Informatycznych w Warszawie:

- Na uczelni mieliśmy projekt powiązany z akcją "Metra". Wszyscy studenci jako część zaliczenia mieli przygotować projekt vlepki związanej z sytuacją w Tybecie. Część z nas wysłała następnie swoje projekty do waszej redakcji. Sama całą sprawą byłam bardzo zaskoczona, tragedia Tybetu jest dla mnie dość odległa, ale zmusiła mnie, żeby przemyśleć mój stosunek do ostatnich zajść w Chinach. Świat przez tyle lat był obojętny, chciałam pokazać to zakłamanie. Dlatego na mojej vlepce ludzie szczęśliwie kroczą ścieżką krwi, trzymając w dłoniach znicz olimpijski, nad którym unosi się ogień śmierci. Dopiero olimpiada otworzyła nam oczy na to, co się dzieje w Tybecie, może teraz pobudzi nas do refleksji. Nie wiem, czy decyzja o przyznaniu igrzysk Chinom była słuszna, czy nie, ale ktoś podjął taką decyzję. Trzeba by się spytać tego kogoś, czy w świetle ostatnich wydarzeń nadal uważa tę decyzję za słuszną.

Maturzysta: reżim kontra olimpiada

Adam Zawadzki, tegoroczny maturzysta, Poznań

Smutne twarze na mojej vlepce symbolizują żal tych, dla których idea olimpijska jest święta, a władze chińskie wykorzystały ją propagandowo, żeby na oczach całego świata zatriumfował ich reżim. W żółtym kole nie ma żadnej twarzy, a zamiast tego wylewa się spod niego krew. Chciałem tym przypomnieć o sytuacji w Tybecie, gdzie władze chińskie krwawo rozpędziły ludzi domagających się wolności. Nie potępiam za to zwykłych Chińczyków, tylko władze w Pekinie. O tym, że wysłałem vlepkę do "Metra", powiedziałem redakcji naszej szkolnej gazetki. I spotkała mnie duża satysfakcja: gazetka napisała, że uczeń szkoły bierze udział w waszej akcji, i pokazała mój projekt.

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów