Małpy w kosmosie- Dziękuję wam za podjęcie słusznej decyzji -mówił na gali wręczania nagród 65. Festiwalu Filmowego w Wenecji Mickey Rourke. Aktor razem z reżyserem Darrenem Aronofskym odbierał Złotego Lwa za film "The Wrestler" ("Zapaśnik"). Nagrodę dostał ten drugi, ale to Rourke był niekwestionowanym bohaterem wieczoru, na którego skierowane były wszystkie światła. Przewodniczący jury, niemiecki reżyser Wim Wenders, mówił z przejęciem: - Przyznaliśmy nagrodę filmowi, w którym jest rozdzierająca serce kreacja aktorska, rozdzierająca w pełnym tego słowa znaczeniu. I jeśli mówię o rozdzieraniu serca, wiecie, że mówię o Mickeyu Rourke. "The Wrestler" został pokazany w ostatnim dniu festiwalowych prezentacji. To opowieść o zapaśniku, który z powodów zdrowotnych musi przerwać karierę. Ale w "cywilu" nie potrafi znaleźć sobie miejsca i wreszcie - nie bacząc, że ryzykuje życie - wraca na ring. Film Aronofsky'ego, twórcy "Requiem dla snu" i "Pi", jest niezwykle realistyczny i brutalny. Krytycy podkreślają, że jego najsilniejszą stroną jest mocno autobiograficzna kreacja Rourkego, który kiedyś był bokserem. Dlatego, jak zasugerował Wim Wenders, nie tylko "The Wrestler" zasłużył na miano najlepszego filmu festiwalu, ale i Rourke powinien być jego najlepszym aktorem. Ale to miano przypadło Włochowi Silvio Orlando za rolę w "Papa di Giovanna" w reżyserii Pupi Avati. Tak doszło do największego skandalu tegorocznej Wenecji - Wenders tuż po wręczeniu nagród skrytykował zasady festiwalu, według których nie można jednemu obrazowi przyznać laurów za najlepszy film i najlepszego aktora. -Takie reguły wprowadzają konflikt między sercem a rozumem jurora - stwierdził Wenders, nawiązując do kreacji Rourke. Potem reżyser przepraszał, twierdząc, że nie chciał zdyskredytować roli Orlando. Na koniec zapowiedział, że po raz ostatni szefował weneckiemu jury. Sam Rourke nie bardzo przejął się brakiem indywidualnego wyróżnienia, tym bardziej że momentalnie dla krytyków stał się faworytem w wyścigu do Oscarów. Rozpromieniony brylował podczas gali, dziękował reżyserowi za daną mu szansę, bowiem "The Wrestler" - a za rolę podobno nie otrzymał wynagrodzenia - jest jego wielkim powrotem na aktorski Olimp. Kolejnym, po "Sin City" z 2005 r. Co ciekawe, na czerwonym dywanie, podczas gali i pozując do rozlicznych fotografii Rourke nieodmiennie był w towarzystwie sędziwego psa. - Jest już bardzo stara, ma 16 lat i zostało jej niewiele życia. Więc chcę każdy moment spędzać z nią - tłumaczył aktor obecność pupilki. Gala kończąca festiwal w Wenecji, choć okraszona wielkim triumfem Rourke i skandalem wywołanym przez Wendersa, nie zamaskowała faktu, że tegoroczna impreza była jedną z najgorszych w historii. Krytycy narzekali na poziom filmów zakwalifikowanych do konkursu, z ekranu wiało nudą i gdyby nie "The Wrestler", jury miałoby poważny problem z wyłonieniem zwycięzcy. Jedynym, co ratowało Wenecję, były pokazy pozakonkursowe, wśród których zdarzały się perełki - z bardzo pozytywnym odbiorem spotkała się "Rysa" Michała Rosy, która była jednym z najdłużej oklaskiwanych filmów.
Napisz, co o tym myślisz - metro@agora.pl