http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Panie profesorze, czy pański student znajdzie dobrą pracę?

mar
2008-09-07, ostatnia aktualizacja 2008-09-08 10:35

Ministerstwo Nauki chce wprowadzić nowe zasady oceniania szkół wyższych. Ma to zapobiec wypuszczaniu przez uczelnie kolejnych roczników absolwentów, których nikt nie chce zatrudnić, bo skończyli nie te kierunki, co trzeba

ZOBACZ TAKŻE
Europa szkoli młodych

Mamy kadrę, zróbmy nowy kierunek. To zasada, w myśl której w ostatnich latach działało wiele polskich uczelni wyższych. Nikt nie sprawdzał, czy na kształconych specjalistów będzie zapotrzebowanie - wynika z raportu "Czego nie uczą polskie szkoły" przygotowanego przez fundację Leszka Balcerowicza Forum Obywatelskiego Rozwoju (pisaliśmy o tym w ub. tygodniu). Autorzy wytykają masę błędów szkolnictwa wyższego, które doprowadziły do tego, że młodzi ludzie po studiach mają problemy ze znalezieniem pracy. Aby zapewnić miejsca dla przedstawicieli wyżu demograficznego pospiesznie tworzono kierunki studiów, na których można kształcić bez dobrze wyposażonych pracowni. Politechniki, akademie rolnicze, a nawet niektóre akademie medyczne uruchomiły studia na kierunkach takich jak zarządzanie, ekonomia czy socjologia. Według GUS w ostatnim kwartale bez pracy pozostawało ponad 480 tys. ludzi w wieku 24-35 lat, z czego aż 116 tys. z wyższym wykształceniem. - Przeważają młodzi ludzie po studiach humanistycznych - filolodzy (prócz anglistów), psycholodzy, absolwenci socjologii, politologii. Stale mamy też absolwentów zarządzania i marketingu - mówi Urszula Murawska, kierownik działu marketingu powiatowego urzędu pracy przy ul. Ciołka w Warszawie. Problemów ze znalezieniem pracy nie mają weterynarze, pracownicy administracji publicznej, absolwenci z wykształceniem technicznym, informatycy. Dla kogo praca będzie w przyszłości, tego nie wiadomo, nikt nie prognozuje trendów w gospodarce. Inne bolączki systemu: ¨ brak współpracy szkół wyższych z pracodawcami i możliwości zatrudniania ekspertów bez przygotowania pedagogicznego, ¨ źle wyposażone laboratoria i pracownie, ¨ za mało zajęć praktycznych, ¨ zbyt duże koszty studiów zaocznych w stosunku do jakości kształcenia.





Marcelina Szumer: Według raportu Forum Obywatelskiego Rozwoju "Czego nie uczą polskie szkoły" edukacja oferowana przez rodzime uczelnie nie przystaje do realiów i wymagań rynku pracy. Co zamierzacie z tym zrobić?

Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego: Pracujemy nad reformami, które zwiększą szansę Polaków na rynku pracy. Będziemy namawiać wszystkie środowiska do poparcia "paktu dla wiedzy". Jeszcze we wrześniu ogłosimy gruntowną reformę. Stawiamy na jakość, konkurencyjność, współdziałanie nauki z gospodarką, mobilność naukowców. Reforma wymusi na uczelniach innowacyjność, odpowiadanie na trendy i prognozy gospodarcze.

Raport potwierdza główny grzech polskich uczelni. Pełno kierunków, po których próżno szukać pracy. Jakość wielu prywatnych uczelni pozostawia wiele do życzenia. Może potrzebne są jakieś ograniczenia w otwieraniu szkół lub kierunków, po których tylko rośnie rzesza bezrobotnych socjologów czy politologów?

Tak, właśnie nad tym pracujemy. Dziś Państwowa Komisja Akredytacyjna [to instytucja oceniająca szkoły wyższe] bierze pod uwagę głównie kryteria formalne [np. ilość kadry]. A oczywiste, że powinny mieć one mniejsze znaczenie niż dostosowanie uczelni do wymogów gospodarki i rynku pracy. Po reformie kierunki studiów będą oceniane na podstawie rzeczywistej wiedzy uzyskiwanej. przez studentów. Czyli ich szans na coraz bardziej konkurencyjnym rynku pracy. Państwowa Komisja Akredytacyjna będzie dogłębniej oceniała prace dyplomowe studentów, będzie uczestniczyła w wykładach, rozmawiała z wybranymi studentami, żeby ocenić, ile tak naprawdę się nauczyli. W efekcie będzie oceniać rzeczywistą wiedzę studenta i na tej podstawie jakość studiów.

Raport podkreśla natychmiastową potrzebę tworzenia prognoz rynkowych i dostosowania do nich szkolnictwa wyższego.

- Staramy się śledzić tendencje rynkowe i kreślić scenariusze na przyszłość. Najlepszym przykładem są tzw. kierunki zamawiane. W tym roku wprowadzamy pilotaż tego programu, a na podstawie analiz i badań będziemy ten program poszerzać. Uczelnie powinny monitorować rynki regionalne, prognozować zapotrzebowanie na specjalistów i kształcić ich pod kątem zapotrzebowania. Również Polska Akademia Nauk i jednostki naukowo-badawcze mają ściślej współpracować z podmiotami gospodarczymi. Dynamicznie ma też działać powoływane przez nas Narodowe Centrum Nauki.

Co do kierunków zamawianych: autorzy raportu w rozmowie z "Metrem" podkreślali, że pomysł jest dobry, ale nie do końca przemyślany. Wybierając je, oparliście się jedynie na wytycznych UE, a nie prawdziwym zapotrzebowaniu.

Mamy analizy rynku pracy. Wybraliśmy kilka pierwszych kierunków zamawianych, na których kształcenie rozpoczynamy już w tym roku akademickim. Z naszych danych wynika, że w Polsce brakuje specjalistów po kierunkach technicznych, matematycznych i przyrodniczych. W 2007 roku nieobsadzonych pozostawało ponad 30 tysięcy stanowisk, za rok w będzie brakować ponad 55 tysięcy inżynierów, a za pięć lat - ponad 76 tysięcy. Taka sytuacja obniża atrakcyjność inwestycyjną Polski i spowalnia wzrost gospodarczy. Naszym zdaniem program "kształcenie zamawiane" zapewni pracodawcom należycie wykwalifikowanych absolwentów.

Podziel się swoją opinią - metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów